27 kwietnia 2010

Sezon na katowicką filmówkę?

"Suplement", Nr 4/2008

Filmy studentów katowickiej filmówki odnoszą liczne sukcesy na polskich i międzynarodowych festiwalach. – Trzeba przełamać monopol łódzkiej szkoły filmowej – mówi operator Paweł Dyllus. – Teraz dużo się zmienia.

W budynku Wydziału Radia i Telewizji pachnie jak w starym domu wczasowym. Jest tam tylko garstka pracowników. Przed wejściem kilkoro studentów pakuje sprzęt do samochodu. Gdzie są wszyscy? Zapewne pojechali na plan.

I

Odbywający się w Łodzi Międzynarodowy Festiwal „Camerimage” jest jednym z najbardziej znanych festiwali poświęconych autorom zdjęć filmowych. Postrzega się tam operatora jako artystę, podobnie jak reżysera i aktora.

Paweł Dyllus został na „Camerimage 2006” laureatem Złotej Kijanki za zdjęcia do filmu Julii Ruszkiewicz „Sezon na kaczki”. W ubiegłym roku tę samą nagrodę otrzymał Tomasz Woźniczka za zdjęcia do filmu Jakuba Czekają „Za horyzont”. – Złote Kijanki są wyjątkowo prestiżowymi nagrodami, które dają przepustkę do życia zawodowego – mówi dr hab. Krystyna Doktorowicz, dziekan WRiTV.

Ważny jest też Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Tam w 2006 roku obraz Rafała Kapelińskiego „Emilka płacze” ze zdjęciami Pawła Dyllusa został wyróżniony nagrodą główną Konkursu Kina Niezależnego.

II

O czym opowiadają studenckie etiudy? – Kiedy dwadzieścia lat temu pracował na WRiTV Krzysztof Kieślowski – mówi dr Doktorowicz – jego duch i myślenie o filmie dokumentalnym w kategoriach estetycznych i etycznych miało ogromny wpływ na twórców z tamtego okresu. Świat się zmienił, ale pewne rzeczy pozostały stałe, tylko pojawiają się w innym kontekście. Na estetykę filmów ma teraz duży wpływ telewizja i szybki montaż, ale wciąż obowiązują tematy ostateczne. Młodzi, jak mają dwadzieścia lat, to wydaje im się, że mogą się wypowiedzieć na każdy temat – o śmierci, o życiu, o miłości. Tak nie jest. Ale gdybyśmy przeglądali etiudy wybitnych reżyserów, którzy mają dzisiaj po 60-70 lat, też zauważylibyśmy podobne podejście.

III

Studenckie etiudy można zobaczyć na festiwalach, takich jak organizowany przez WRiTV „Węgiel Student Film Festival”, przeglądach lub specjalnych pokazach. Dzieła młodych filmowców można również zobaczyć w telewizji. W ramach przeglądu etiud studenckich „Młode Kadry” na kanale „Kino Polska” codziennie od poniedziałku do piątku emitowana jest jedna etiuda. Z kolei TVP Kultura w cyklu „Strefa – Kult Off Kino” w każdą środę prezentuje szeroko rozumiane kino niezależne, w tym też katowickie etiudy.

Jaka idea przyświeca prezentacji etiud szkolnych? Zdaniem Sergiusza Brożka, kierownika technicznego Teatru „Korez” i organizatora obywających się tam dawniej przeglądów etiud studenckich, celem jest skonfrontowanie tego, co robili studenci WRiTV wcześniej z tym, co dzieje się aktualnie: – Dzięki temu skojarzeniu można sprowokować w widzach i twórcach odpowiedź na pytanie, czy nasi śląscy twórcy to ci, którzy uparcie potrafią iść pod prąd, czy konformiści podążający pokornie za aktualnie obowiązującym nurtem? – Teatr „Korez” nie organizuje już podobnych przeglądów. – Ludzie nie przychodzą na takie pokazy, nawet nasi studenci – mówi Wanda Rajman, specjalista dziekana WRiTV ds. promocji. – Przychodzą tylko ci, którzy chcą.


IV

Paweł Dyllus: – Kiedy na Festiwalu Polskich Filmów w Los Angeles szef „Kodaka” na Kalifornię Donald Henderson wręczał mi nagrodę i powiedział, że do Łodzi jeździ obecny na sali David Lynch i bardzo mu się tam podoba, wszedłem na scenę i powiedziałem, że jestem z Katowic. Trzeba przełamać monopol łódzkiej filmówki. Teraz dużo się zmienia.

Czy można powiedzieć, że studenci z Katowic przełamują artystyczny monopol szkoły filmowej w Łodzi? Tadeusz Sobolewski, krytyk: – Zbyt słabo znam etiudy katowickie. Do Warszawy częściej dochodzą filmy łódzkie.

Należy zaznaczyć, że około połowa etiud prezentowanych w programie „Kino Polska” pochodzi z Katowic. Pozostają jeszcze konkursy. – Niemalże nie ma festiwalu, z którego nasi studenci czegoś by nie przywieźli – mówi dr Doktorowicz. – Po pierwsze, dlatego że opiekunami są m.in. panowie Zanussi, Stuhr czy Bajon. To gwarantuje standard artystyczny filmu. Ponadto w szkole jest zasada dużej wolności i kreatywności. Po drugie, od trzech lat jesteśmy współfinansowani przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Dzięki temu możemy pokazywać filmy na festiwalach.

V

Jakie korzyści mają studenci z festiwalowych nagród?

Otrzymanie Złotej Kijanki wiąże się z wyjazdem do Los Angeles, gdzie w formie warsztatów laureaci przebywają na planach filmowych wybitnych operatorów. Ponadto po pokazaniu „Sezonu na kaczki” we Francji okazało się, że być może dojdzie do francusko-polskiej koprodukcji, a wszystko dzięki mieszkającej we Francji producentce polskiego pochodzenia.

Dla reżysera Tomasza Jurkiewicza festiwale są miłe: – Kiedy film dostanie nagrodę, ludzie chcą go oglądać, ale największym osiągnięciem jest dla mnie każdy następny i to, że się rozwijam.

Tomasz Woźniczka: – Festiwale pozwalają na pokrycie długów. Najważniejsze jest jednak to, że mogę pracować z reżyserami lub innymi osobami. Dochodzi się do tego, że niczego nie można zrobić samemu.

VI

Czy studenci potrafią być krytyczni wobec swoich filmów?

Tomasz Jurkiewicz: – Dużo jest rzeczy złych. Po zrealizowaniu filmu wydaje mi się, że wszystko jest złe. Później okazuje się inaczej.

Jakub Czekaj: – Każdy film muszę robić lepiej. Zdaję sobie sprawę, że np. koniec obrazu „Za horyzont” jest trochę mechaniczny, ale nie tłumaczę się, że w tym filmie to miało być tak, a w tym tak, bo to nikogo nie interesuje.

VII

Ilu studentów ma szansę zajmować się filmem w przyszłości?

Dr Doktorowicz zapewnia, że na rynku audiowizualnym miejsc pracy jest więcej niż wykształconych ludzi, natomiast każdy reżyser chce zrobić duży film fabularny. I tu tkwi problem, bo nie każdy stanie się reżyserem fabularnym. – Wejście do telewizji utrudnia robienie filmów – mówi Jakub Czekaj. – Trzeba zadać sobie pytanie, co chcesz robić? Żeby przetrwać, zajmuję się drobnymi rzeczami, ale w przyszłości chcę nakręcić pełnometrażowy film.

VIII

Dla wielu młodych filmowców nagrody są miłe, ale ważne jest też to, że mogą się otaczać ludźmi, z którymi robią filmy. Na rozdaniu dyplomów najlepszym absolwentom w 2004 roku mówiła o tym Magdalena Piekorz, reżyser i wykładowca WRiTV, przytaczając felieton prof. Andrzeja Gwoździa z „Górnośląskiego Informatora Kulturalnego”: – W ciepłych słowach skierowanych do Wojtka Kuczoka, także absolwenta UŚ, i do mnie pan profesor podkreślił, że nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym dziś jesteśmy, gdyby nie Uniwersytet. I jest to święta prawda, bowiem miejsce, które daje szansę rozwoju, pozwala też na spełnienie naszych pasji.

BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz