www.radiokrakow.pl, 12 maja 2014
Znakomity fotografik Ryszard Horowitz, krakowianin z urodzenia, Amerykanin z wyboru, świętuje 75-lecie urodzin. – Wszystko co wyniosłem z Krakowa udało mi się wykorzystać w późniejszym życiu – mówi artysta. 7 maja fotografik był gościem w programie Jolanty Drużyńskiej.
fot. Marta Wojtal, materiały prasowe Pałacu Sztuki
Horowitz urodził się 5 maja 1939 r. w Krakowie w rodzinie żydowskiej. W czasie II wojny światowej wraz z rodziną był więziony w obozach koncentracyjnych. Dzięki Oskarowi Schindlerowi, jako jeden z ponad tysiąca osób, ocalał z hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po wojnie ukończył krakowskie Liceum Plastyczne, studiował też na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. W 1959 r. wyjechał na stałe do USA. Od 1967 r. ma własną agencję fotograficzną. Uznawany jest za prekursora cyfrowego przetwarzania fotografii. Jego prace są publikowane i wystawiane na całym świecie.
Przyszły guru światowej fotografii reklamowej miał zaledwie 20 lat, kiedy opuszczał Kraków, ale zdążył nie tylko zaistnieć w środowisku artystycznym miasta, ale wywołać nawet zamieszanie i związać się z powstałym na fali październikowych przemian 1956 r. słynnym kabaretem Piwnica pod Barnami. To zamieszanie, a nawet można powiedzieć mały skandal, wywołała wystawa jednej fotografii aktu pt. „Nagi krajobraz”, prezentowana w Teatrze Ludowym na Nowej Hucie. – To rzeczywiście było dla mnie duże przeżycie – wyjaśniał Horowitz – nagłe zamknięcie wystawy i to jeszcze przez tak prominentną postać, jaką była Krystyna Skuszanka [reżyser, wówczas kierująca wraz z mężem Jerzym Krasowskim Teatrem Ludowym – red.], która uważana była, czy też uważała się za postać awangardy.
– Ale czasy się jednak nie zmieniają – dodał artysta – bowiem niedawno miałem podobną sytuację związaną z firmą Canon, która zmusiła mnie do wykonania nowej wersji zdjęcia, na którym było widać sutek.
Nim opuścił Polskę w 1959 r. Horowitz zdążył pokazać swoje prace na wielu wystawach organizowanych m.in. w Klubie Jazzowym (ówczesny klub Helikon przy ul. św. Marka 15), Teatrze 38, czy Piwnicy pod Baranami. Były to zarówno fotografie, jak i prace malarskie. Kraków żegnał Horowitza żartobliwą wystawą przygotowaną przez Piotra Skrzyneckiego w Piwnicy pod Baranami w czasie specjalnego balu pożegnalnego.
– Głównym powodem wyjazdu z Polski – mówił artysta – była chęć rozwijania talentu. Zdawaliśmy sobie sprawę z rodzicami, że rozwinięcie artystycznych skrzydeł nie będzie tu możliwe.
Dwa lata trwały zabiegi, aby zgromadzić potrzebne na wyjazd dokumenty. W końcu udało się, chociaż wyjazd do USA, głośnego, mimo młodego wieku, artysty spowodował nie tylko jego inwigilację ze strony peerelowskich służb specjalnych, działających także poza granicami kraju, ale również przez CIA, dla której przyjazd młodego człowieka z komunistycznego kraju i to w okresie zimnej wojny był sprawą wielce podejrzaną. – Uznawany byłem za potencjalnego szpiega – wyznał Horowitz. – Niedawno uzyskałem nawet kopie dokumentów, które to potwierdzają.
Ważną postacią, która wpłynęła na wybór jego drogi artystycznej był Roman Polański, wówczas starszy kolega z „Plastyka”. – Romek twierdzi – mówił Horowitz – że poszedłem nie tylko w kierunku fotografii, ale także plastyki ponieważ on będąc starszy ode mnie o parę lat, wykonał pewne kroki w tym kierunku. Najpierw było to Liceum Plastyczne. Potem zainteresowanie fotografią w tym sensie, że obaj byliśmy szalenie zainteresowani filmem i nawet próbowaliśmy znaleźć jakąś metodę nauczenia się tego medium.
– Traktowałem wtedy fotografię jako coś niezwykle dla mnie ciekawego – mówił Horowitz – i robiłem zdjęcia, bardzo osobiste. Pokazywałem moich przyjaciół z Piwnicy, jazzmanów i oczywiście fotografowałem Kraków. Jeszcze przed samym wyjazdem udało mi się zrobić krótkometrażowy film o Krakowie. Jedno z moich pierwszych zdjęć zostało wykonane w piwnicy w domu, w którym mieszkaliśmy. Trzymaliśmy tam węgiel, a piwnica miała cudowne gotyckie krzyżowo-beczkowe sklepienie z piękną maszkarą. Sfotografowałem ją przy pomocy jednej żarówki, która tam wisiała i która rzuciła bardzo głębokie cienie, więc na tym zdjęciu ujawnia się wielki dramat. Ten negatyw odkryłem wiele lat później, także jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że kiedy mnie pytają o pierwsze zdjęcie, to mogę o nim naprawdę opowiedzieć.
Wielki wpływ na twórczość artysty wywarli także m.in. nieprzepadający za fotografią znany krakowski rysownik, profesor ASP Adam Hoffman i mistrz fotografii Alexey Brodowitch, dyrektor słynnego amerykańskiego magazynu mody „Harper Bazaar”. – Adam Hoffman już tego nie dożył, ale teraz są już dowody na to, że wielcy mistrzowie malarstwa w średniowieczu, renesansie i później korzystali z camera obscura czy innych urządzeń optycznych w celu uzyskania np. idealnej perspektywy czy rozłożenia światła na płótnie. Nie wiedziałem o tym wtedy, gdy zaczynałem pracę z fotografią, ale intuicyjnie to wyczuwałem i nie miałem wątpliwości, że tak było. Zdawałem sobie także sprawę z różnic pomiędzy tym, jak obiektyw aparatu fotograficznego odbiera świat i jak odbiera go oko ludzkie. Gdy zacząłem pracować przy komputerze, to też byłem szkalowany przez innych fotografów, krytyków, którzy nagle odkryli, że fotografia i komputer to dwa różne światy i uważali, że nie da się tych dwóch mediów połączyć. Teraz znów się to wszystko odwróciło do góry nogami.
13 maja 2014
11 maja 2014
Off Plus Camera. Filmowe święto w Krakowie
11 maja zakończyła się 7. edycja
festiwalu. W konkursie głównym zwyciężył francuski dramat
„Eastern Boys”. Jednym z ważniejszych punktów programu była
twórczość reżysera Stanleya Kubricka.
fot. Dominika Jaruga/Off Plus Camera
BK
Kim Cattrall w Krakowie
Christiane Kubrick w Krakowie
fot. archiwum Radia Kraków
Wizyta Christiane'y Kubrick, wdowy po
Stanleyu Kubricku, Jana Harlana, brata Christiane'y i producenta
filmów reżysera oraz Kathariny Kubrick, córki Stanleya połączona
była z otwarciem 4 maja wystawy „Stanley Kubrick” w Muzeum
Narodowym w Krakowie. Wystawa potrwa do 14 września. W ramach
festiwalu rodzina Kubricka spotkała się z jego wielbicielami w
krakowskiej księgarni Matras. Harlan mówił o planach serialowej
ekranizacji niezrealizowanego filmu Kubricka „Napoleon” przez
HBO. „Był bezkompromisowy, gdy szło o przesłanie jego filmów,
ale zawsze wiedział, że muszą one na siebie zarobić. To dawało
mu wolność tworzenia” – mówiła Kubrick o mężu dla Radia
Kraków.
Gośćmi festiwalu byli też m.in.
Juliet Taylor, odpowiedzialna za casting w filmach Woody'ego Allena,
Benedict Cumberbatch, aktor i producent, Mike Newell, twórca m.in.
filmów „Cztery wesela i pogrzeb” (1994), „Donnie Brasco”
(1997) i „Harry Potter i Czara Ognia” (2005) oraz Jean-Marc Barr,
czyli Jacques Mayol z „Wielkiego błękitu” Luka Bessona i stały aktor
Larsa von Triera.
Podczas 10 festiwalowych dni
publiczność obejrzała ponad 100 filmów. Jury pod przewodnictwem
Jerzego Stuhra wybrało najlepszy film w ramach konkursu głównego –
„Eastern Boys” (reż. Robin Campillo), z kolei jury pod
przewodnictwem Kim Cattrall, znanej m.in. z roli Samanthy Jones w
serialu „Seks w wielkim mieście”, wybrało najlepszy film w
konkursie polskim – „Ida” (reż. Paweł Pawlikowski).
2 maja 2014
Czy potrzebne są panteony narodowe?
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 2 maja 2014
Pierwszym panteonem narodowym – miejscem pochówku wielkich Polaków – stał się Wawel. Od końca XIX w. funkcję tę przejęła krypta kościoła na Skałce. Jako ostatni został tam pochowany 10 lat temu Czesław Miłosz. Aby pochować tam kolejne osoby, krypta miała zostać rozbudowana. Tak się jednak nie stało. Funkcję panteonu przejęła krypta kościoła św. Piotra i Pawła.
Krypta w kościele św. Piotra i Pawła
fot. fundacja Panteon Narodowy
Do czego potrzebne są panteony wielkich Polaków i jak tę wielkość określić? 2 maja Sylwia Paszkowska rozmawiała o tym z Markiem Wasiakiem, prezesem fundacji Panteon Narodowy opiekującej się kryptą w krakowskim kościele św. Piotra i Pawła.
Krypta kościoła ojców paulinów na Skałce miała zostać rozbudowana, aby w panteonie mogły zostać pochowane następne osoby. W 2009 r. ojcowie wycofali się jednak z tego przedsięwzięcia. – Nie wiemy, dlaczego – mówił Wasiak. – Stąd pomysł byłego rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Ziejki, aby misję skałeczną kontynuować w podziemiach kościoła Piotra i Pawła.
– W grudniu zakończyliśmy prace w części memornialnej, czyli pochówkowej – mówił gość. – Panteon został otwarty decyzją kapituły, która zdecydowała, że może tam spocząć Sławomir Mrożek. 17 września odbył się pierwszy pogrzeb w tym współczesnym panteonie.
W skład kapituły wchodzi siedmiu reprezentantów instytucji: minister kultury, prezesi Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, rektor UJ, prezydent Krakowa, metropolita krakowski i przewodniczący rady fundacji. – Pierwszym elementem, który wyznacza, że kapituła podejmuje decyzję, jest testament lub wola zmarłego – mówił Wasiak. Jak mówi prezes fundacji pod uwagę brana jest pozycja, jaką dana osoba osiągnęła w swojej dziedzinie i jej konsekwencja w dążeniu w życiu do prawdy.
Fundacja ma w planach m.in. wybudowanie osobnego wejścia do krypty kościoła św. Piotra i Pawła, aby odwiedzający nie zakłócali mszy. Poza opieką nad panteonem instytucja prowadzi również działalność edukacyjną skierowaną m.in. do młodzieży – organizuje konkursy, spotkania, głównie z uczonymi, a także przyznaje stypendia.
Zdaniem Wasiaka szczególna pamięć o odchodzących jest pisana w naszą kulturę, zarówno odchodzących w rodzinie, jak i innych osobach, to tradycja, chęć zachowania ich dorobku i tego, jakimi byli ludźmi. – To pomnik narodowej kultury – mówił prezes fundacji.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/czy-potrzebne-sa-panteony-narodowe
wydawca: BK
Pierwszym panteonem narodowym – miejscem pochówku wielkich Polaków – stał się Wawel. Od końca XIX w. funkcję tę przejęła krypta kościoła na Skałce. Jako ostatni został tam pochowany 10 lat temu Czesław Miłosz. Aby pochować tam kolejne osoby, krypta miała zostać rozbudowana. Tak się jednak nie stało. Funkcję panteonu przejęła krypta kościoła św. Piotra i Pawła.
Krypta w kościele św. Piotra i Pawła
fot. fundacja Panteon Narodowy
Do czego potrzebne są panteony wielkich Polaków i jak tę wielkość określić? 2 maja Sylwia Paszkowska rozmawiała o tym z Markiem Wasiakiem, prezesem fundacji Panteon Narodowy opiekującej się kryptą w krakowskim kościele św. Piotra i Pawła.
Krypta kościoła ojców paulinów na Skałce miała zostać rozbudowana, aby w panteonie mogły zostać pochowane następne osoby. W 2009 r. ojcowie wycofali się jednak z tego przedsięwzięcia. – Nie wiemy, dlaczego – mówił Wasiak. – Stąd pomysł byłego rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Ziejki, aby misję skałeczną kontynuować w podziemiach kościoła Piotra i Pawła.
– W grudniu zakończyliśmy prace w części memornialnej, czyli pochówkowej – mówił gość. – Panteon został otwarty decyzją kapituły, która zdecydowała, że może tam spocząć Sławomir Mrożek. 17 września odbył się pierwszy pogrzeb w tym współczesnym panteonie.
W skład kapituły wchodzi siedmiu reprezentantów instytucji: minister kultury, prezesi Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności, rektor UJ, prezydent Krakowa, metropolita krakowski i przewodniczący rady fundacji. – Pierwszym elementem, który wyznacza, że kapituła podejmuje decyzję, jest testament lub wola zmarłego – mówił Wasiak. Jak mówi prezes fundacji pod uwagę brana jest pozycja, jaką dana osoba osiągnęła w swojej dziedzinie i jej konsekwencja w dążeniu w życiu do prawdy.
Fundacja ma w planach m.in. wybudowanie osobnego wejścia do krypty kościoła św. Piotra i Pawła, aby odwiedzający nie zakłócali mszy. Poza opieką nad panteonem instytucja prowadzi również działalność edukacyjną skierowaną m.in. do młodzieży – organizuje konkursy, spotkania, głównie z uczonymi, a także przyznaje stypendia.
Zdaniem Wasiaka szczególna pamięć o odchodzących jest pisana w naszą kulturę, zarówno odchodzących w rodzinie, jak i innych osobach, to tradycja, chęć zachowania ich dorobku i tego, jakimi byli ludźmi. – To pomnik narodowej kultury – mówił prezes fundacji.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/czy-potrzebne-sa-panteony-narodowe
wydawca: BK
1 maja 2014
Mistrzowie królewskiego retuszu
www.radiokrakow.pl, 17 kwietnia 2014
Tomasz Kozakiewicz i
Krzysztof Gadomski z House of Retouching, którzy zajmowali się
postprodukcją zdjęć rodziny królewskiej, mają ręce pełne
roboty.
fot. Jason Bell
Po raz kolejny postanowiliśmy
odwiedzić panów w ich pracowni. 17 kwietnia w "Przed hejnałem"
relacja z wizyty Sylwii Paszkowskiej w tym niezwykłym miejscu.
Kilka tygodni temu po raz kolejny
retuszowali zdjęcia rodziny królewskiej autorstwa Jasona Bella. Tym
razem księżna Kate i książę William z synem Jerzym pozowali
mniej formalnie niż przy poprzedniej sesji i fotograf uwiecznił ich
w oknie, w towarzystwie psa.
Aktualnie panowie pracują nad
zdjęciami Angeliny Jolie. – To sesja do filmu „Maleficent”
Disneya – mówili. Film będzie można zobaczyć w Polsce pod
koniec maja pod nazwą „Czarownica”.
House of Retuoching prowadzi też
szkolenia. Planuje zorganizowanie warsztatów w Krakowie.
W pracowni na krakowskim Zabłociu
Kozakiewicz i Gadomski pokazali prowadzącej swoją pracę.
Rozpoczynają od negatywów cyfrowych. Pracują nad ekspozycją,
kontrastem, saturacją. Następnie korygują drobne rzeczy i budują
scenerię.
Zdaniem Gadomskiego, jeśli zdjęcie
jest złe, to już nic nie da się z nim zrobić. – Jeśli zostało
np. mocno prześwietlone, niedoświetlone, są elementy, których nie
powinno być, np. statyw, czasami ciężko to usunąć, chociaż to
wydaje się łatwe – mówił.
– Często mamy do czynienia z osobami
charakterystycznymi. Jeśli model jest rozpoznawalny, jak np. Cindy
Crawford, która ma znany pieprzyk, gdybyśmy usunęli ten pieprzyk,
to byłoby faux pas – dodał Kozakiewicz.
BK, MZ
30 kwietnia 2014
29 kwietnia 2014
Szlakiem krakowskich kopców
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 29 kwietnia 2014
Przed nami weekend
majowy. Z tej okazji zachęcamy państwa do wycieczki i proponujemy
odwiedzenie kopców Krakowa - najlepiej pieszo lub na rowerze.
Widok z kopca Wandy
fot. BK
Czy kopiec Krakusa to miejsce pochówku
założyciela miasta? Czy kopiec Wandy to miejsce spoczynku jego
córki, wyłowionej z Wisły Wandy, która nie chciała Niemca? O
kopcach Krakowa, faktach i legendach z nimi związanymi, 29 kwietnia
Sylwia Paszkowska rozmawiała z miejskim przewodnikiem Stanisławem
Jarosem.
– Kopce ludzie sypali od zawsze i
wszędzie, to znaczy od młodszej epoki kamienia, 6-7 tys. lat temu.
Sypano je z różnych powodów, kultowych, pochówków wielkich
przywódców – mówił Jaros. – Sypano je również jako punkty
orientacyjne, obserwacyjne. Znamy je od tysięcy lat w Polsce,
Europie i na świecie.
Na ile to prawda, że kopce Krakusa i
Wandy to miejsce pochówku założyciela miasta i jego córki? Jak
mówił przewodnik należy traktować to, jak legendę. – Żadnych
pochówków tam nie stwierdzono – mówił.
Istnieje teoria łącząca powstanie
kopców Krakusa i Wandy z obecnością Celtów na obszarze
dzisiejszego Krakowa. – Chyba nie z Celtami. Musiałyby być
usypane 2 000-2 100 lat temu, a nie są. Kopiec Krakusa to VII, może
VIII w. – Stojąc na kopcu Krakusa 2 maja lub 10 sierpnia podobno
można zobaczyć słońce wschodzące nad kopcem Wandy, z kolei
stojąc na kopcu Wandy 6 lutego lub 4 listopada można zobaczyć
zachodzące słońce nad kopcem Krakusa. To przybliżone daty
celtyckich świąt. – Ponoć najpewniej jest to oglądać 21
czerwca. Stoimy na kopcu Krakusa, patrzymy, jest ładna pogoda i
słoneczko nam wschodzi nad kopcem Wandy. Mija ładny dzionek i
jesteśmy pod wieczór na kopcu Wandy, patrzymy, pięknie, słoneczko
nam zachodzi dokładnie nad kopcem Krakusa. Nie stwierdziłem tego,
chociaż dzisiaj to by było trudno, w związku z zabudową miasta
albo trzeba by mieć pomoce, przyrządy optyczne.
Jaros zgodził się, że największym
jest kopiec Piłsudskiego, a najbardziej znanym kopiec Kościuszki,
przy którym funkcjonuje muzeum z kilkoma wystawami. Od maja możliwe
będzie jego nocne zwiedzanie.
Gość mówił też o prawdopodobnym
kopcu na Wawelu obok nieistniejącego kościoła św. Michała.
Kopiec być może przestał istnieć w XVIII w. Przewodnik mówił
też o nieistniejącym kopcu Esterki na Łobzowie. Został zniszczony
podczas budowy boiska klubu Wawel w latach 50. Kim była Esterka? –
Opowieści, legendy i kronikarze chcą, żeby to była piękna dama,
Żydówka, w której nieprawdopodobnie kochał się król Kazimierz
Wielki – mówił Jaros. – Jedna z opowieści mówi, że kiedy
piękna Esterka dowiedziała się, że nie jest jedyną wybranką
króla, w rozpaczy miała skakać z okiem pałacyku do stawu. Utopiła
się. Pochowano ją. Zrozpaczony król postanowił upamiętnić tę
piękną damę usypaniem kopca. Trzeba wierzyć, że piękna była,
chociaż dziś trudno nam powiedzieć. Na pewno król miał dobry
gust.
Proponowana trasa
1. Kopiec Kościuszki, dojście od al.
Waszyngtona na Zwierzyńcu (przystanek Kopiec Kościuszki)
2. Kopiec Piłsudskiego w północnej
części Lasu Wolskiego na Zwierzyńcu (przystanek ZOO; pieszo ok. 5
km od kopca Kościuszki)
3. Kopiec Jana Pawła II, dojście od
ul. ks. Pawlickiego na Dębnikach (przystanek Kapelanka; pieszo ok. 3
km od kopca Piłsudskiego)
4. Kopiec Krakusa, dojście od ul.
Maryewskiego na Podgórzu (przystanki Cmentarz Podgórski lub
Powstańców Wielkopolskich; pieszo ok. 4 km od kopca Jana Pawła II)
5. Kopiec Wandy, dojście od ul.
Ujastek Mogilski na Nowej Hucie (przystanki Kopiec Wandy lub Fort
Mogiła; rowerem ok. 11 km od kopca Krakusa)
wydawca: BK
28 kwietnia 2014
Prof. Karol Modzelewski. Buntownik w imię ideałów
www.radiokrakow.pl, 28 kwietnia 2014
Wolność nasza jest chroma, jest słaba, narażona na zniszczenie – mówi dziś gorzko jeden z najbardziej znanych działaczy opozycji w PRL, mediewista prof. Karol Modzelewski. O walce sprzed lat i kulawej wolności po 1989 r. rozmawiała z nim Jolanta Drużyńska w programie „Koło kultury – dokument historyczny”.
Wręczenie Nagród Znaku i Hestii 23 kwietnia
fot. Klaudyna Schubert
Książka „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” prof. Karola Modzelewskiego to opowieść o burzliwej historii człowieka czynnie zaangażowanego w walkę z minionym systemem. Publikację doceniło jury Nagrody Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera i uhonorowało ją w kategorii publicystyki. Laureat odebrał nagrodę 23 kwietnia. Tego dnia był też gościem Radia Kraków.
Karol Modzelewski maturę zdał w Warszawie mając zaledwie 17 lat i w tym samym roku rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1954). Tam poznaje m.in. Jacka Kuronia, Andrzeja Garlickiego, Teresę Monasterską, z którymi angażuje się w studencki ruch rewizjonistyczny. Jest rok 1956. Na XX zjeździe KPZR I sekretarz Nikita Chruszczow wygłasza tajny referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”, poddający Stalina i jego rządy miażdżącej krytyce, jako rządy terroru. – To był moment zwrotny dla całego mojego pokolenia – mówił w trakcie programu prof. Modzelewski. – Znaliśmy ten referat, bo bez problemu można było go kupić na bazarze Różyckiego.
– Jednak w 1957 r. wstąpił pan do PZPR. Dlaczego? – pytała Jolanta Drużyńska. – Zawsze tłumaczyłem, że Kuroń mi kazał – mówił profesor – a tak poważnie dlatego, bowiem uznaliśmy, że walka o odnowienie systemu rozegra się właśnie w partii. – Jak zaznaczył krytyka ówczesnego systemu mogła być prowadzona tylko w języku marksizmu i reżimowej propagandy.
– Do 1964 r. próbowaliśmy działać w obrębie legalnych struktur – mówił. W tym roku z Jackiem Kuroniem zostali usunięci z partii. W odpowiedzi wystosowali „List otwarty do Partii”, krytykując w nim linię polityczną PZPR. Krytyka spotkała się z ostrą reakcją władz. Zostali aresztowani i rok później skazani na 3,5 roku więzienia. Modzelewski warunkowe zwolnienie otrzymał w 1967 r., po 2 latach i 5 miesiącach pobytu w zakładzie karnym. W wyniku aresztowania skreślony został także ze studiów doktoranckich.
Komentując swoją pierwszą „wpadkę” prof. Modzelewski przytoczył anegdotę. Kiedy po raz pierwszy zatrzymała ich bezpieka w listopadzie 1964 r., starszy funkcjonariusz powiedział mu wówczas: „Panie Modzelewski, taką konspirację to wziąć i o dupę potłuc”. – Nauczyliśmy się, że trzeba działać inaczej – mówił profesor.
W trakcie programu Jolanta Drużyńska i prof. Karol Modzelewski rozmawiali także o mało znanej rewolucyjnej działalności słynnego późniejszego reformatora teatru Jerzego Grotowskiego, także o pobycie Modzelewskiego we Włoszech, podczas którego naocznie przekonał się, jak działa system wielopartyjny w demokratycznym państwie.
Kolejnym ważnym wątkiem poruszonym w rozmowie były wydarzenia z marca 1968 r. i drugie aresztowanie Modzelewskiego. Ponownie został skazany wtedy na karę 3,5 roku więzienia, które opuścił w 1971 r.
Pierwsza połowa lat 70., „mała gierkowska stabilizacja”, to czas, który Modzelewski poświęca na prace naukową w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN we Wrocławiu (1972-1983). Choć protestuje ponownie po wydarzeniach 1976 r. pisząc m.in. list otwarty do I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, nie związuje się ze zorganizowaną opozycją: powstałym w 1976 r. Komitetem Obrony Robotników czy Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. O swoich ówczesnych poglądach mówił w programie: – System był całością międzynarodową, imperialną strukturą i nie można go było w Polsce czy w Czechosłowacji obalić, ponieważ wywoływał reakcję imperium. Przestałem wierzyć, że łatwo może dość do rewolucji. – Jak mówił uznał wtedy, że dojście Gierka do władzy, wraz z jego zmianą stosunku do żądań robotniczych, nie jest najgorsze.
W 1980 r., podczas rozmów strajkujących z komisją rządową w Stoczni Gdańskiej, Modzelewski próbuje nawiązać kontakt z ekspertami strajkujących. Z racji dwukrotnego wyroku, co mogło zaszkodzić wizerunkowi przedstawicieli strajkujących, nie jest przez nich przyjęty do grona doradców. Bierze jednak czynny udział w powstaniu wolnych związków zawodowych we Wrocławiu, a potem na szczeblu centralnym NSZZ, którego nazwy „Solidarność” był pomysłodawcą.
13 grudnia zostaje internowany, a w 1982 r. wraz z grupą 10 innych działaczy aresztowany (będąc w obozie internowanych) pod zarzutem próby obalenia ustroju PRL. Zwolniony został na mocy amnestii dopiero w 1984 r.
Po transformacji ustrojowej (czerwiec 1989 r.) sprawował mandat senatora I kadencji, wybrany z ramienia Komitetu Obywatelskiego (1989-1991). Na początku lat 90. współtworzył Solidarność Pracy, a następnie Unię Pracy. – Wolność po 1989 r., choć tak dla mnie ważna, to wolność bez braterstwa i równości – mówił. – Środowisko robotnicze jest najbardziej poszkodowane przez transformację.
Gość mówił o zbyt szybko przeprowadzonej reformie i „Solidarności” z 1980 r. – Plan Balcerowicza powiódł się tylko dlatego, że nie było już tamtej „Solidarności”. Mit pierwszej „Solidarności” przeżył się – dodał na zakończenie profesor. – Pod osłoną tego mitu zrobiono brutalną reformę, której skutkiem okazało się wyrzucenie poza nawias twórców tamtej społecznej solidarności.
W 1998 r. Karol Modzelewski, wraz z Jackiem Kuroniem, został odznaczony Orderem Orła Białego.
Listy do redakcji:
Mam 45 lat. Słuchałem audycji i po raz pierwszy dotarło do mnie, dlaczego jest tyle buntu i niezrozumienia dla wielkich przecież osiągnięć polskiej transformacji. Szanując ją zgadzam się z p. Modzelewskim. Tylko co dalej należy w Polsce zrobić, żeby zabliźnić te bolesne podziały?
Radek
Wypowiedź K. Modzelewskiego była spokojna i wyważona. Głos przypominał nieco inną znaną postać.
Ode mnie 2 krótkie stwierdzenia (znam omawiane czasy):
– punkt widzenia zależy od punktu „siedzenia”; stąd tak wiele różnych opinii; dobrze, że jest jeszcze komu ująć się za tych pokrzywdzonych przez 2 epoki,
– smutne jest, iż dla dzisiejszego pokolenia brakuje wzorców; tzw. kombatanci często okładają się nawzajem błotem, pomówieniami i z ich ofiary pozostaje chaos.
Bogdan
Tyle prawdziwej Historii w godzinę. Jestem pod wrażeniem.
Józef
JD, BK
Wolność nasza jest chroma, jest słaba, narażona na zniszczenie – mówi dziś gorzko jeden z najbardziej znanych działaczy opozycji w PRL, mediewista prof. Karol Modzelewski. O walce sprzed lat i kulawej wolności po 1989 r. rozmawiała z nim Jolanta Drużyńska w programie „Koło kultury – dokument historyczny”.
Wręczenie Nagród Znaku i Hestii 23 kwietnia
fot. Klaudyna Schubert
Książka „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” prof. Karola Modzelewskiego to opowieść o burzliwej historii człowieka czynnie zaangażowanego w walkę z minionym systemem. Publikację doceniło jury Nagrody Znaku i Hestii im. ks. Józefa Tischnera i uhonorowało ją w kategorii publicystyki. Laureat odebrał nagrodę 23 kwietnia. Tego dnia był też gościem Radia Kraków.
Karol Modzelewski maturę zdał w Warszawie mając zaledwie 17 lat i w tym samym roku rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1954). Tam poznaje m.in. Jacka Kuronia, Andrzeja Garlickiego, Teresę Monasterską, z którymi angażuje się w studencki ruch rewizjonistyczny. Jest rok 1956. Na XX zjeździe KPZR I sekretarz Nikita Chruszczow wygłasza tajny referat „O kulcie jednostki i jego następstwach”, poddający Stalina i jego rządy miażdżącej krytyce, jako rządy terroru. – To był moment zwrotny dla całego mojego pokolenia – mówił w trakcie programu prof. Modzelewski. – Znaliśmy ten referat, bo bez problemu można było go kupić na bazarze Różyckiego.
– Jednak w 1957 r. wstąpił pan do PZPR. Dlaczego? – pytała Jolanta Drużyńska. – Zawsze tłumaczyłem, że Kuroń mi kazał – mówił profesor – a tak poważnie dlatego, bowiem uznaliśmy, że walka o odnowienie systemu rozegra się właśnie w partii. – Jak zaznaczył krytyka ówczesnego systemu mogła być prowadzona tylko w języku marksizmu i reżimowej propagandy.
– Do 1964 r. próbowaliśmy działać w obrębie legalnych struktur – mówił. W tym roku z Jackiem Kuroniem zostali usunięci z partii. W odpowiedzi wystosowali „List otwarty do Partii”, krytykując w nim linię polityczną PZPR. Krytyka spotkała się z ostrą reakcją władz. Zostali aresztowani i rok później skazani na 3,5 roku więzienia. Modzelewski warunkowe zwolnienie otrzymał w 1967 r., po 2 latach i 5 miesiącach pobytu w zakładzie karnym. W wyniku aresztowania skreślony został także ze studiów doktoranckich.
Komentując swoją pierwszą „wpadkę” prof. Modzelewski przytoczył anegdotę. Kiedy po raz pierwszy zatrzymała ich bezpieka w listopadzie 1964 r., starszy funkcjonariusz powiedział mu wówczas: „Panie Modzelewski, taką konspirację to wziąć i o dupę potłuc”. – Nauczyliśmy się, że trzeba działać inaczej – mówił profesor.
W trakcie programu Jolanta Drużyńska i prof. Karol Modzelewski rozmawiali także o mało znanej rewolucyjnej działalności słynnego późniejszego reformatora teatru Jerzego Grotowskiego, także o pobycie Modzelewskiego we Włoszech, podczas którego naocznie przekonał się, jak działa system wielopartyjny w demokratycznym państwie.
Kolejnym ważnym wątkiem poruszonym w rozmowie były wydarzenia z marca 1968 r. i drugie aresztowanie Modzelewskiego. Ponownie został skazany wtedy na karę 3,5 roku więzienia, które opuścił w 1971 r.
Pierwsza połowa lat 70., „mała gierkowska stabilizacja”, to czas, który Modzelewski poświęca na prace naukową w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN we Wrocławiu (1972-1983). Choć protestuje ponownie po wydarzeniach 1976 r. pisząc m.in. list otwarty do I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, nie związuje się ze zorganizowaną opozycją: powstałym w 1976 r. Komitetem Obrony Robotników czy Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. O swoich ówczesnych poglądach mówił w programie: – System był całością międzynarodową, imperialną strukturą i nie można go było w Polsce czy w Czechosłowacji obalić, ponieważ wywoływał reakcję imperium. Przestałem wierzyć, że łatwo może dość do rewolucji. – Jak mówił uznał wtedy, że dojście Gierka do władzy, wraz z jego zmianą stosunku do żądań robotniczych, nie jest najgorsze.
W 1980 r., podczas rozmów strajkujących z komisją rządową w Stoczni Gdańskiej, Modzelewski próbuje nawiązać kontakt z ekspertami strajkujących. Z racji dwukrotnego wyroku, co mogło zaszkodzić wizerunkowi przedstawicieli strajkujących, nie jest przez nich przyjęty do grona doradców. Bierze jednak czynny udział w powstaniu wolnych związków zawodowych we Wrocławiu, a potem na szczeblu centralnym NSZZ, którego nazwy „Solidarność” był pomysłodawcą.
13 grudnia zostaje internowany, a w 1982 r. wraz z grupą 10 innych działaczy aresztowany (będąc w obozie internowanych) pod zarzutem próby obalenia ustroju PRL. Zwolniony został na mocy amnestii dopiero w 1984 r.
Po transformacji ustrojowej (czerwiec 1989 r.) sprawował mandat senatora I kadencji, wybrany z ramienia Komitetu Obywatelskiego (1989-1991). Na początku lat 90. współtworzył Solidarność Pracy, a następnie Unię Pracy. – Wolność po 1989 r., choć tak dla mnie ważna, to wolność bez braterstwa i równości – mówił. – Środowisko robotnicze jest najbardziej poszkodowane przez transformację.
Gość mówił o zbyt szybko przeprowadzonej reformie i „Solidarności” z 1980 r. – Plan Balcerowicza powiódł się tylko dlatego, że nie było już tamtej „Solidarności”. Mit pierwszej „Solidarności” przeżył się – dodał na zakończenie profesor. – Pod osłoną tego mitu zrobiono brutalną reformę, której skutkiem okazało się wyrzucenie poza nawias twórców tamtej społecznej solidarności.
W 1998 r. Karol Modzelewski, wraz z Jackiem Kuroniem, został odznaczony Orderem Orła Białego.
Listy do redakcji:
Mam 45 lat. Słuchałem audycji i po raz pierwszy dotarło do mnie, dlaczego jest tyle buntu i niezrozumienia dla wielkich przecież osiągnięć polskiej transformacji. Szanując ją zgadzam się z p. Modzelewskim. Tylko co dalej należy w Polsce zrobić, żeby zabliźnić te bolesne podziały?
Radek
Wypowiedź K. Modzelewskiego była spokojna i wyważona. Głos przypominał nieco inną znaną postać.
Ode mnie 2 krótkie stwierdzenia (znam omawiane czasy):
– punkt widzenia zależy od punktu „siedzenia”; stąd tak wiele różnych opinii; dobrze, że jest jeszcze komu ująć się za tych pokrzywdzonych przez 2 epoki,
– smutne jest, iż dla dzisiejszego pokolenia brakuje wzorców; tzw. kombatanci często okładają się nawzajem błotem, pomówieniami i z ich ofiary pozostaje chaos.
Bogdan
Tyle prawdziwej Historii w godzinę. Jestem pod wrażeniem.
Józef
JD, BK
26 kwietnia 2014
Magdalena Piekorz gościem programu "Przed hejnałem"
www.radiokrakow.pl, 25 kwietnia 2014
Reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta. Na jej stronie internetowej możemy przeczytać słowa Ewy Lewandowskiej: "Podziwiam upór dzieci w niekończących się próbach wstawania". Wybór tego cytatu bardzo wiele mówi o naszym dzisiejszym gościu. Właściwie każdy projekt, który realizuje, okazuje się sukcesem, ale ten sukces nie przychodzi łatwo. Jest efektem talentu, ale także ciężkiej pracy i walki o jego realizację.
fot. archiwum Magdaleny Piekorz
Reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta. Na jej stronie internetowej możemy przeczytać słowa Ewy Lewandowskiej: "Podziwiam upór dzieci w niekończących się próbach wstawania". Wybór tego cytatu bardzo wiele mówi o naszym dzisiejszym gościu. Właściwie każdy projekt, który realizuje, okazuje się sukcesem, ale ten sukces nie przychodzi łatwo. Jest efektem talentu, ale także ciężkiej pracy i walki o jego realizację.
fot. archiwum Magdaleny Piekorz
Marzyła o aktorstwie, niestety nie
udało jej się dostać do szkoły teatralnej. Skończyła więc
reżyserię – filmową. Debiutowała w 1997 r. kontrowersyjnym
dokumentem "Dziewczyny z Szymanowa" przedstawiającym
historię i wpółczesność Liceum Sióstr Niepokalanek w
Szymanowie. Jeszcze głośniejszy okazał się jej debiut fabularny,
film "Pręgi", który w 2004 r. brawurowo rozbił bank z
nagrodami w polskim kinie. Ale później przychodzi cisza. Kolejny
film fabularny udaje się zrealizować dopiero 4 lata później. To
"Senność". A potem znów cisza albo, jak żartuje sama
Piekorz, senność, choć tak naprawdę przez wszystkie te lata
intensywnie pracuje w teatrze, realizuje kolejne dokumenty i wykłada
reżyserię. Na szczęście w 2013 r. znowu wraca na plan filmowy i w
10 lat po debiucie fabularnym kończy pracę nad kolejnym obrazem -
to "Zbliżenia". W programie "Przed hejnałem"
Radia Kraków 25 kwietnia więc zbliżenia. Z Magdaleną Piekorz w roli głównej.
Piekorz mówiła m.in. o męskim
świecie filmu. - Chciałam robić film "Jestem bogiem", bo
wychowałam się w dzielnicy Katowice-Bogucice, gdzie mieszkał
główny bohater filmu i lider zespołu Paktofonika. Wydawało mi
się, że czuję klimat, bardzo dobrze znam te czasy i tragiczną
historię jego życia, bo mieszkałam w pobliżu. Nie dostałam tego
projektu i z tego, co wiem, jednym z argumentów było, że jest to
męskie kino, które miałby robić kobieta.
– Teraz robię film o relacji matki i córki, z tym, że są to już dorosłe kobiety, ponieważ córka jest 37-letnią kobietą, artystką i przez długi czas mieszkała z mamą w jednym domu, późno poznaje swojego męża. To sprawia, że trudno jest jej się odnaleźć w nowej sytuacji, czyli miłości jest tak dużo, że się wylewa. Pewnie ta sytuacja powoduje, że bohaterkom nie jest łatwo – mówiła Piekorz.
– Teraz robię film o relacji matki i córki, z tym, że są to już dorosłe kobiety, ponieważ córka jest 37-letnią kobietą, artystką i przez długi czas mieszkała z mamą w jednym domu, późno poznaje swojego męża. To sprawia, że trudno jest jej się odnaleźć w nowej sytuacji, czyli miłości jest tak dużo, że się wylewa. Pewnie ta sytuacja powoduje, że bohaterkom nie jest łatwo – mówiła Piekorz.
Kiedy premiera "Zbliżeń"? - Pewnie w październiku lub w listopadzie.
To decyzja dystrybutora - mówiła reżyser.
BK, SP
Cohousing. Wspólne budowanie i mieszkanie
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 22 kwietnia 2014
Mieszkanie w kameralnej wspólnocie
zaufanych osób, która m.in. sama projektuje i buduje sobie domy i
wyznacza pomieszczenia wspólne. Czy przyjmie się w Krakowie?
Duńska realizacja osiedla typu cohousing
fot. Nowoczesne wspólnoty
"Naszym marzeniem jest dom ze
słomianych bali, z zielonym dachem, nie dalej niż jakieś 10 km od
rynku w Krakowie (...). Chcielibyśmy, żeby zamieszkało tu ze 20-25
rodzin. Bardzo wstępnie zakładamy średnią wielkość domu na
(...) 80 m2 i do tego 500 m2 przestrzeni
wspólnej. (...) Ale to wszystko wstępna wizja" – podają
członkowie Cohabitat, grupy mającej na celu utworzenie w Krakowie
kameralnej wspólnoty mieszkaniowej. O cohousingu Sylwia Paszkowska
22 kwietnia rozmawiała z Anną Wolską, jedną z inicjatorek
krakowskiego przedsięwzięcia.
- Cohousing to przypadek, kiedy grupa
ludzi spotyka się w celu zbudowania swojego miejsca zamieszkania w
taki sposób, aby posiadać prywatną część i współpodzielać
przestrzenie, z których wszyscy mogą korzystać na równych
prawach, dzieci mają się gdzie bawić, mamy miejsce, gdzie można
trzymać wózki i rowery, jest pralnia, gdzie można prać, zamiast
posiadać pralkę w domu i co najważniejsze grupa sama zarządza
przestrzenią - mówiła Wolska.
Wolska przywiozła tę ideę z Anglii i
Stanów Zjednoczonych. Wraz z mężem planuje, aby takie miejsce
powstało w Krakowie. - Jesteśmy po czterech spotkaniach z grupą,
która jest zainteresowana - mówiła. - Jesteśmy na etapie
wypracowywania założeń.
Życie we wspólnocie wiąże się z
konfliktami. - To mogą być konflikty o to, na co wydać wspólne
pieniądze - mówił gość. - Grupy od początku pracują nad tym,
jak rozwiązywać konflikty.
Idea cohousingu podoba się Wolskiej
m.in. z trzech powodów: jest codzienny kontakt między mieszkańcami,
dzieci są bezpiecznie, bo przebywają wśród zaufanych ludzi, uczą
się współpracy w grupie i każdy mieszkaniec może liczyć na
wsparcie drugiego, co zapewnia poczucie bezpieczeństwa.
Planowana wspólnota będzie mogła się
rozrastać. Jak mówi Wolska ograniczeniem będą granice działki.
Jakie są koszty? Wolska nie ukrywa, że
część osób zainteresowanych musi wziąć kredyty. Od członków
wspólnoty inicjatorzy oczekują wkładu własnego, bo w takim
momencie zainteresowani czują się zobowiązani. Zdaniem gościa
Sylwii Paszkowskiej to nie jest tani sposób mieszkania - budowanie
jest tańsze, bo odchodzą koszty deweloperów, ale koszty utrzymania
przestrzeni wspólnej są duże.
Inicjatorzy mają nadzieję, że budowa
osiedla w Krakowie rozpocznie się za 2 lata. Jak mówił gość
„Przed hejnałem”: - To nie jest sposób życia dla każdego.
wydawca: BK
25 kwietnia 2014
Wyrzucanie jedzenia. Etyka, ekonomia, ekologia
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 17 kwietnia 2014
9 mln ton – tyle jedzenia Polacy marnują każdego roku. 13% uczniów przynajmniej raz w tygodniu wyrzuca w szkole przygotowane przez rodziców kanapki.
fot. freeimages
Instytut MillwardBrown w ramach programu Tesco dla szkół przeprowadził badanie „Talent do niemarnowania”. O jego wynikach Sylwia Paszkowska rozmawiała dzisiaj z Beatą Ciepłą, przewodniczącą Banku Żywności w Krakowie i Martą Marczuk-Komiszke z Tesco Polska, odpowiedzialną za program Tesco dla szkół.
Jak wynika z badania 69% dzieci z Małopolski marnuje żywność, bo nie lubi posiłków, które przygotowują rodzice. Najmłodsi wolą słodycze i chipsy ze szkolnego sklepiku. – Badanie pokazuje, jak problem marnowania żywności styka się z problemem zdrowego odżywiania – mówiła Marczuk-Komiszke.
– Dzieci nie lubią przygotowywanych posiłków. To wynika z braku rozmów z dziećmi – mówiła Marczuk-Komiszke i dodała, że przez to jedzenie może być przez rodziców źle dobrane do przebiegu dnia, jaki dziecko czeka. Gość mówił też o przyzwyczajaniu dzieci do jedzenia, którego nie lubią. – Eksperci, z którymi konsultowaliśmy nasze badania, wskazują, że najlepsza jest metoda małych kroczków, czyli nie należy dziecku od razu podawać dużej porcji np. warzyw, ale małymi porcjami, co jakiś czas, próbować przemycić mały element, sprawdzić, czy dziecku smakuje. Jeśli nie smakuje mu brokuł, może posmakuje mu ogórek albo pomidory.
Bank Żywności przeprowadza z kolei badania dotyczące marnowania żywności wśród dorosłych. W ubiegłym roku na pierwszym miejscu wśród produktów wyrzucanych do kosza było pieczywo. W 2014 r. na pierwsze miejsce wysunęły się wędliny. – 40% Polaków przyznaje się, że zdarza im się wyrzucać żywność – mówiła Ciepła.
Jak powinniśmy robić zakupy, aby nie marnować żywności? Przewodnicząca krakowskiego Banku proponowała dobre planowanie: Zastanówmy się, co chcemy kupić. Zaplanujmy sobie menu na najbliższe dni czy tydzień. Zróbmy listę zakupów. Nie dajmy się skusić promocjom. Sprawdźmy termin przydatności do spożycia. Jeśli termin pokaże, że istnieje ryzyko, że nie zdążymy wykorzystać produktów, bardziej opłaci się kupić tyle, ile potrzebujemy. Jak zaznaczył gość problemem jest też właściwe przechowywanie, aby żywność się nie psuła.
Kilka lat temu głośny był przypadek piekarza z Legnicy, który zbankrutował, bo oddawał za darmo chleb potrzebującym, a później musiał zapłacić od tego podatek. W 2011 r. został uznany winnym oszustwa podatkowego za 2003 r. Ten obowiązek podatkowy zniesiony został dla producentów w 2009 r., dla dystrybutorów 2013 r. Jak mówiła Ciepła: – Dzięki zmianom w ustawie każdy przedsiębiorca może teraz przekazać żywność organizacji pożytku publicznego, która wykorzysta je na cele dobroczynne. – Misją Banku Żywności jest przeciwdziałanie marnowaniu żywności i wykorzystanie jej, aby udzielić pomocy osobom potrzebującym. – Tę kwestię realizujemy na co dzień głównie z producentami i dystrybutorami. Bank w Krakowie działa na terenie województwa małopolskiego i w skali roku przekazujemy potrzebującym ok. 4 tys. ton żywności – mówiła przewodnicząca.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/wyrzucanie-jedzenia-etyka-ekonomia-ekologia
wydawca: BK
9 mln ton – tyle jedzenia Polacy marnują każdego roku. 13% uczniów przynajmniej raz w tygodniu wyrzuca w szkole przygotowane przez rodziców kanapki.
fot. freeimages
Instytut MillwardBrown w ramach programu Tesco dla szkół przeprowadził badanie „Talent do niemarnowania”. O jego wynikach Sylwia Paszkowska rozmawiała dzisiaj z Beatą Ciepłą, przewodniczącą Banku Żywności w Krakowie i Martą Marczuk-Komiszke z Tesco Polska, odpowiedzialną za program Tesco dla szkół.
Jak wynika z badania 69% dzieci z Małopolski marnuje żywność, bo nie lubi posiłków, które przygotowują rodzice. Najmłodsi wolą słodycze i chipsy ze szkolnego sklepiku. – Badanie pokazuje, jak problem marnowania żywności styka się z problemem zdrowego odżywiania – mówiła Marczuk-Komiszke.
– Dzieci nie lubią przygotowywanych posiłków. To wynika z braku rozmów z dziećmi – mówiła Marczuk-Komiszke i dodała, że przez to jedzenie może być przez rodziców źle dobrane do przebiegu dnia, jaki dziecko czeka. Gość mówił też o przyzwyczajaniu dzieci do jedzenia, którego nie lubią. – Eksperci, z którymi konsultowaliśmy nasze badania, wskazują, że najlepsza jest metoda małych kroczków, czyli nie należy dziecku od razu podawać dużej porcji np. warzyw, ale małymi porcjami, co jakiś czas, próbować przemycić mały element, sprawdzić, czy dziecku smakuje. Jeśli nie smakuje mu brokuł, może posmakuje mu ogórek albo pomidory.
Bank Żywności przeprowadza z kolei badania dotyczące marnowania żywności wśród dorosłych. W ubiegłym roku na pierwszym miejscu wśród produktów wyrzucanych do kosza było pieczywo. W 2014 r. na pierwsze miejsce wysunęły się wędliny. – 40% Polaków przyznaje się, że zdarza im się wyrzucać żywność – mówiła Ciepła.
Jak powinniśmy robić zakupy, aby nie marnować żywności? Przewodnicząca krakowskiego Banku proponowała dobre planowanie: Zastanówmy się, co chcemy kupić. Zaplanujmy sobie menu na najbliższe dni czy tydzień. Zróbmy listę zakupów. Nie dajmy się skusić promocjom. Sprawdźmy termin przydatności do spożycia. Jeśli termin pokaże, że istnieje ryzyko, że nie zdążymy wykorzystać produktów, bardziej opłaci się kupić tyle, ile potrzebujemy. Jak zaznaczył gość problemem jest też właściwe przechowywanie, aby żywność się nie psuła.
Kilka lat temu głośny był przypadek piekarza z Legnicy, który zbankrutował, bo oddawał za darmo chleb potrzebującym, a później musiał zapłacić od tego podatek. W 2011 r. został uznany winnym oszustwa podatkowego za 2003 r. Ten obowiązek podatkowy zniesiony został dla producentów w 2009 r., dla dystrybutorów 2013 r. Jak mówiła Ciepła: – Dzięki zmianom w ustawie każdy przedsiębiorca może teraz przekazać żywność organizacji pożytku publicznego, która wykorzysta je na cele dobroczynne. – Misją Banku Żywności jest przeciwdziałanie marnowaniu żywności i wykorzystanie jej, aby udzielić pomocy osobom potrzebującym. – Tę kwestię realizujemy na co dzień głównie z producentami i dystrybutorami. Bank w Krakowie działa na terenie województwa małopolskiego i w skali roku przekazujemy potrzebującym ok. 4 tys. ton żywności – mówiła przewodnicząca.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/wyrzucanie-jedzenia-etyka-ekonomia-ekologia
wydawca: BK
Subskrybuj:
Posty (Atom)










