13 maja 2014

Ryszard Horowitz: "Nowoczesne malarstwo zaistniało także dzięki fotografii"

www.radiokrakow.pl, 12 maja 2014

Znakomity fotografik Ryszard Horowitz, krakowianin z urodzenia, Amerykanin z wyboru świętuje 75-lecie urodzin. – Wszystko co wyniosłem z Krakowa udało mi się wykorzystać w późniejszym życiu – mówi artysta. 7 maja fotografik był gościem w programie Jolanty Drużyńskiej.


fot. Marta Wojtal, materiały prasowe Pałacu Sztuki

Horowitz urodził się 5 maja 1939 r. w Krakowie w rodzinie żydowskiej. W czasie II wojny światowej wraz z rodziną był więziony w obozach koncentracyjnych. Dzięki Oskarowi Schindlerowi, jako jeden z ponad tysiąca osób, ocalał z hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Po wojnie ukończył krakowskie Liceum Plastyczne, studiował też na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. W 1959 r. wyjechał na stałe do USA. Od 1967 r. ma własną agencję fotograficzną. Uznawany jest za prekursora cyfrowego przetwarzania fotografii. Jego prace są publikowane i wystawiane na całym świecie.

Przyszły guru światowej fotografii reklamowej miał zaledwie 20 lat, kiedy opuszczał Kraków, ale zdążył nie tylko zaistnieć w środowisku artystycznym miasta, ale wywołać nawet zamieszanie i związać się z powstałym na fali październikowych przemian 1956 r. słynnym kabaretem Piwnica pod Barnami. To zamieszanie, a nawet można powiedzieć mały skandal, wywołała wystawa jednej fotografii aktu pt. „Nagi krajobraz”, prezentowana w Teatrze Ludowym na Nowej Hucie. – To rzeczywiście było dla mnie duże przeżycie – wyjaśniał Horowitz – nagłe zamknięcie wystawy i to jeszcze przez tak prominentną postać, jaką była Krystyna Skuszanka [reżyserka, wówczas kierująca wraz z mężem Jerzym Krasowskim Teatrem Ludowym – red.], która uważana była, czy też uważała się za postać awangardy.

– Ale czasy się jednak nie zmieniają – dodał artysta – bowiem niedawno miałem podobną sytuację związaną z firmą Canon, która zmusiła mnie do wykonania nowej wersji zdjęcia, na którym było widać sutek.

Nim opuścił Polskę w 1959 r. Horowitz zdążył pokazać swoje prace na wielu wystawach organizowanych m.in. w Klubie Jazzowym (ówczesny klub Helikon przy ul. św. Marka 15), Teatrze 38, czy Piwnicy pod Baranami. Były to zarówno fotografie, jak i prace malarskie. Kraków żegnał Horowitza żartobliwą wystawą przygotowaną przez Piotra Skrzyneckiego w Piwnicy pod Baranami w czasie specjalnego balu pożegnalnego.

– Głównym powodem wyjazdu z Polski – mówił artysta – była chęć rozwijania talentu. Zdawaliśmy sobie sprawę z rodzicami, że rozwinięcie artystycznych skrzydeł nie będzie tu możliwe.

Dwa lata trwały zabiegi, aby zgromadzić potrzebne na wyjazd dokumenty. W końcu udało się, chociaż wyjazd do USA, głośnego, mimo młodego wieku, artysty spowodował nie tylko jego inwigilację ze strony peerelowskich służb specjalnych, działających także poza granicami kraju, ale również przez CIA, dla której przyjazd młodego człowieka z komunistycznego kraju i to w okresie zimnej wojny był sprawą wielce podejrzaną. – Uznawany byłem za potencjalnego szpiega – wyznał Horowitz. – Niedawno uzyskałem nawet kopie dokumentów, które to potwierdzają.

Ważną postacią, która wpłynęła na wybór jego drogi artystycznej był Roman Polański, wówczas starszy kolega z „Plastyka”. – Romek twierdzi – mówił Horowitz – że poszedłem nie tylko w kierunku fotografii, ale także plastyki ponieważ on będąc starszy ode mnie o parę lat, wykonał pewne kroki w tym kierunku. Najpierw było to Liceum Plastyczne. Potem zainteresowanie fotografią w tym sensie, że obaj byliśmy szalenie zainteresowani filmem i nawet próbowaliśmy znaleźć jakąś metodę nauczenia się tego medium.

– Traktowałem wtedy fotografię jako coś niezwykle dla mnie ciekawego – mówił Horowitz – i robiłem zdjęcia, bardzo osobiste. Pokazywałem moich przyjaciół z Piwnicy, jazzmanów i oczywiście fotografowałem Kraków. Jeszcze przed samym wyjazdem udało mi się zrobić krótkometrażowy film o Krakowie. Jedno z moich pierwszych zdjęć, zostało wykonane w piwnicy w domu, w którym mieszkaliśmy. Trzymaliśmy tam węgiel, a piwnica miała cudowne gotyckie krzyżowo-beczkowe sklepienie z piękną maszkarą. Sfotografowałem ją przy pomocy jednej żarówki, która tam wisiała i która rzuciła bardzo głębokie cienie, więc na tym zdjęciu ujawnia się wielki dramat. Ten negatyw odkryłem wiele lat później, także jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że kiedy mnie pytają o pierwsze zdjęcie, to mogę o nim naprawdę opowiedzieć.

Wielki wpływ na twórczość artysty wywarli także m.in. nieprzepadający za fotografią znany krakowski rysownik, profesor ASP Adam Hoffman i mistrz fotografii Alexey Brodowitch, dyrektor słynnego amerykańskiego magazynu mody „Harper Bazaar”. – Adam Hoffman już tego nie dożył, ale teraz są już dowody na to, że wielcy mistrzowie malarstwa w średniowieczu, renesansie i później korzystali z camera obscura czy innych urządzeń optycznych w celu uzyskania np. idealnej perspektywy czy rozłożenia światła na płótnie. Nie wiedziałem o tym wtedy, gdy zaczynałem pracę z fotografią, ale intuicyjnie to wyczuwałem i nie miałem wątpliwości, że tak było. Zdawałem sobie także sprawę z różnic pomiędzy tym, jak obiektyw aparatu fotograficznego odbiera świat i jak odbiera go oko ludzkie. Gdy zacząłem pracować przy komputerze, to też byłem szkalowany przez innych fotografów, krytyków, którzy nagle odkryli, że fotografia i komputer to dwa różne światy i uważali, że nie da się tych dwóch mediów połączyć. Teraz znów się to wszystko odwróciło do góry nogami.


Jolanta Drużyńska: - Dlaczego zajął się pan fotografią reklamową? – Musiałem z czegoś żyć – mówił artysta - Ponieważ interesował mnie film, fotografia, rysunek, grafika, reklama była czymś szalenie naturalnym, ponieważ łączyła te wszystkie media, a przygotowanie plastyczne, które miałem, szalenie pomogło mi i doprowadziło do tego, że byłem oryginalny w tym co robię. To także pomagało ludziom dla których pracowałem. W momencie, w którym mogłem zrezygnować z pracy w reklamie, zrobiłem to. Nigdy nie miałem jednak wstydu, żeby pracować w reklamie. Pamiętam pierwsze kontakty z przyjaciółmi po wyjeździe z kraju. Uważali, że sprzedałem duszę diabłu. „Jak to? Artysta i reklama!?”. Jak doszło do zmiany systemu, wszyscy poszli w tym kierunku. Dziś największe muzea świata obwieszone są zdjęciami czy tez ilustracjami reklamowymi, nie mówiąc o tym, że najciekawsza fotografia powstała właśnie w rękach fotografów reklamowych.

– Nie można być dobrym fotografem nie będąc plastykiem – zaznaczył Horowitz – bo poczucie koloru, formy, kompozycji itd. wynika z tego wykształcenia. Naturalnie niektórzy rodzą się z jakimś talentem, ale na pewno nikomu nie zaszkodzi pomyszkować trochę w historii sztuki.

W swojej sztuce Horowitz nie wraca zbyt często do traumatycznych przeżyć z czasów okupacji. – Nie wracam, bo są to wspomnienia tragiczne, deprymujące - wyjaśniał w rozmowie z autorką programu - i widzimy wciąż tyle tragedii, we wszystkich mediach, że nie czuję potrzeby o tym przypominać. Mnie jest bardzo trudno podejść do tego emocjonalnie. Wykonałem kilka prac związanych z tym okresem. Jednym ze zdjęć najbardziej udanych według mnie, był plakat, płonące oczy, który zrobiłem na 70-lecie powstania w getcie warszawskim. Zrobiłem to zdjęcie chroniąc się przed tym tematem. Proszono mnie, proszono, proszono, w końcu zrobiłem, a jest to temat szalenie trudny do interpretacji. Nie boję się wyzwania artystycznego na ten temat, tylko boję się tego, jaki wpływ praca nad tym tematem miałaby na moje życie.

30 kwietnia podczas uroczystej sesji Rady Miasta Krakowa Horowitz odebrał tytuł Honorowego Obywatela Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa, który nadany mu został „w dowód uznania jego szczególnych zasług”. – Dla mnie to jest wspaniale, bo ten czas, który spędziłem w Krakowie, był jednym z najwspanialszych okresów mojego życia. Uczuciowo jestem bardzo związany z Krakowem. Najpiękniejsze lata życia spędziłem tutaj w otoczeniu fantastycznych ludzi, przyjaciół, pedagogów, tak więc nie da się tego wszystkiego zapomnieć. Choć jestem mieszanką krakowsko-amerykańską, to jednak zawsze udawało mi się być sobą.

W dzień 75. urodzin artysty 5 maja 2014 r. w Pałacu Sztuki otwarta została retrospektywna wystawa prac artysty pt. „RH75”, na której znalazło się 60 fotokompozycji i 15 rysunków pokazujących, jak podkreśla artysta, całą jego drogę artystyczną.

Zdjęcia autorstwa artysty dostępne są na jego stronie oficjalnej http://ryszardhorowitz.com.

JD, BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz