19 kwietnia 2012

Ostry jak Tabasko

www.suplement.us.edu.pl, kwiecień 2012

– Kilka kawałków na płycie jest naprawdę dobrych – mówił o wydanym w kwietniu albumie Tabasko „Ostatnia szansa tego rapu” Grzegorz, uczestnik koncertu. Publiczność usłyszała m.in. „Kochana Polsko”, „Ostry na prezydenta”, „Niebo”, „Nie odejdę stąd”, „Zachłanność” i „Wychowani w Polsce”.


O.S.T.R. Koncert Tabasko w Mega Clubie

fot. KM

Piosenki pochodziły zarówno z solowej twórczości O.S.T.R., z działalności pod szyldem Tabasko, jak i ze współpracy rapera z innymi muzykami. Koncert odbył się 13 kwietnia w katowickim Mega Clubie. Jako support wystąpiła Familia H.P.

Adam „O.S.T.R.” Ostrowski jest absolwentem Akademii Muzycznej w Łodzi. W 2001 roku ukazała się jego debiutancka płyta „Masz to jak w banku”. Nagrał kilkanaście solowych płyt, w tym dwie jako POE, wspólnie z Emade. W 2007 roku otrzymał nominację do MTV Europe Music Award w kategorii najlepszy polski wykonawca. W 2008 roku otrzymał Fryderyka za płytę „HollyŁódź”. Laureat trzech złotych i jednej platynowej płyty za sprzedaż albumów. W 2009 roku wyprodukował ścieżkę dźwiękową do filmu „Galerianki” w reżyserii Katarzyny Rosłaniec.

Tabasko jest kontynuacją wydanego w 2002 roku pod tym tytułem albumu O.S.T.R. W skład grupy wchodzą O.S.T.R, Kochan, Haem i beatboxer Zorak. Album „Ostatnia szansa...” nagrany został w holenderskim studiu Killing Skills. „Materiał wyprodukowany przez Holendrów i Ostrego – reklamuje album wydawca – to subtelne połączenie analogowej barwy sowieckich synthów z kreatywnym i niepowtarzalnym samplingiem”.

BK

27 marca 2012

Autor „Tanga” doktorem honoris causa UŚ

www.suplement.us.edu.pl, marzec 2012

– Sławomir Mrożek lubi krótkie formy, więc będę mówił krótko – mówił rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Wiesław Banyś podczas uroczystości 23 marca w Teatrze Śląskim. – Wniosek nadania najwyższej godności naszej uczelni jest uzasadniony.


Sławomir Mrożek w Teatrze Śląskim

fot. BK

Laudację wygłosił prof. Marian Kisiel, prodziekan Wydziału Filologicznego UŚ i kierownik Zakładu Literatury Współczesnej. – Sławomira Mrożka nie można zamknąć w definicji. Jest geniuszem literatury – mówił. – Przede wszystkim to wybitny polski dramaturg i prozaik.

Mrożka połączyła z Katowicami miłość. W 1957 roku poznał tutaj swoją pierwszą żonę Marię Obrembę, którą po dwóch latach poślubił, również w Katowicach. – Powinienem wygłosić przemówienie o Śląsku. Będzie to przemówienie prywatne, o mojej pierwszej żonie – mówił wzruszony pisarz. – W roku 1963 wyjechaliśmy do Italii, a ja bez niej nie wyjechałbym nigdy. – Maria Obremba zmarła sześć lat później.

O godz. 17 honorowy doktor spotkał się z czytelnikami w księgarni Matras. Na następny dzień w Teatrze Śląskim zaplanowana została premiera jego sztuki „Kontrakt” w reżyserii Bogdana Cioska.

81-letni autor przyjechał do Katowic w towarzystwie żony Susany Osorio. Debiutował wydanymi w 1953 roku „Opowiadaniami z Trzmielowej Góry” oraz zbiorem opowiadań „Półpancerze praktyczne”. Po wyjeździe za granicę do kraju powrócił w roku 1996. Od czterech lat mieszka w Nicei. Niedawno nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się w Polsce drugi tom jego „Dziennika”.

BK

Bracia Waglewscy wystąpili w Mega Clubie

www.suplement.us.edu.pl, marzec 2012

– Im starszy tym lepszy mam smak – śpiewał Fisz. Jego koncert wraz z Emade odbył się w Katowicach 23 marca w ramach trasy promującej wydany w listopadzie album „Zwierzę bez nogi”.


Fisz i Emade w Mega Clubie

fot. KM

Wcześniej duet można było zobaczyć na Śląsku przed czterema miesiącami w chorzowskiej Szufladzie 15. Był to koncert w ramach festiwalu Ars Cameralis. Materiał z nowej płyty muzycy zaprezentowali wtedy na żywo po raz pierwszy.

– Mija 10 lat od wydania naszej debiutanckiej płyty „Polepione dźwięki” – mówił Fisz dla serwisu kulturaonline.pl – Nie lubimy jubileuszy, nie chcieliśmy też nagrywać nowych wersji starych nagrań czy wydawać czegoś w stylu „najlepszych przebojów”. Zrobiliśmy sobie prezent tą płytą trochę przez przypadek.

„To płyta w dużym stopniu sentymentalna – reklamował koncert organizator – to podróż do czasów, kiedy hip hop święcił swoje triumfy na międzynarodowej arenie. To właśnie w latach 90. trio Fisz, Emade i DJ Eprom zakochali się w tych brzmieniach, z wypiekami na twarzy podglądali, co dzieje się w muzyce. Hip hop okazał się dla nich najbardziej rewolucyjnym gatunkiem tamtych czasów. Płyta to swoisty hołd oddany klasyce tego gatunku. Muzycznie jak i tekstowo celowo najeżona została cytatami z twórczości ulubieńców – Run-D.M.C., Tribe Called Quest, BDP, Beastie Boys, Blackstar, jak również z początków własnej twórczości zespołu”.

– Dość długo pracowaliśmy nad płytą, prawie rok – mówił Fisz dla serwisu nowamuzyka.pl. – Obecnie skupiamy się nad tym, co lubimy najbardziej, czyli na koncertach. Mam nadzieję, że „Zwierzę bez nogi” wybuchnie koncertowo i tym samym otworzy nowy rozdział.

Z nowego krążka publiczność w Mega Clubie usłyszała m.in. piosenki: „Napoleon”, „Zwierzę bez nogi” i „Dziecko we mgle”. Muzycy wykonali też m.in. piosenki: „Szef kuchni”, „Jesteście gotowi?”, „Wiosna 86” i „Heavi metal”.

– To był najlepszy koncert Fisza, na jakim byłam – mówiła jedna z uczestniczek.

BK

16 marca 2012

Biznes z indeksem w kieszeni

"Suplement", nr 1/2012, "Nowe Zagłębie", nr 3 (3/21)

Młodzi Polacy rzadko decydują się na założenie własnego biznesu. Dlaczego? Czy warto się jednak odważyć? Jak radzą sobie ci, którzy zdecydowali się na własną firmę podczas studiów? Jakie instytucje mogą służyć tutaj pomocą?


ilustracja: BK, BS

Prawie połowa młodych Polaków chciałaby założyć własną działalność, ale decyduje się na to jedynie 2% z nich – informował w 2010 roku instytut MillwardBrown SMG/KRC. Młodzi boją się skomplikowanych przepisów podatkowych, konkurencji i braku środków.

W 2011 roku fundacja Edukacja dla Demokracji w ramach projektu „Kariera OK. Jesteśmy przedsiębiorczy” przygotowała raport z ogólnopolskiego badania studentów dotyczący postaw wobec utworzenia i prowadzenia przedsiębiorstwa. Badanie miało na celu m.in. odpowiedź na pytanie: jakie czynniki stanowią główne powody założenia własnej firmy? Wzięło w nim udział 517 studentów. Ankietowani odpowiedzieli: „samorealizacja, zajmowanie się rzeczami, które się lubi i czerpanie z tego satysfakcji” (28%), „niezależność i samodzielność” (25%), „nienormowany czas pracy” (15%), „brak szefa nad sobą” (13%), „wysokość dochodów” (13%) oraz „biuro, służbowy samochód, telefon” (5%).

Badanie pokazało także, w które umiejętności i postawy wymagane do prowadzenia własnej firmy ankietowani zostali wyposażeni podczas dotychczasowej edukacji (szkoła, uczelnia). Najwięcej osób wskazało: „organizację czasu” (17%), „umiejętność analizy problemów i podejmowania decyzji” (17%), a także „prowadzenie korespondencji przy użyciu e-maila oraz znajdowania potrzebnych informacji w Internecie” (16%). Zdaniem ankietowanych, dotychczasowa edukacja najmniej przygotowała ich w obszarach: „diagnozy sytuacji rynkowej (ustalenia, które z rodzajów działalności mają szansę powodzenia na lokalnym rynku)” (8%) oraz „praktycznych umiejętności zarządzania nabytych poprzez np. pracę w samorządzie uczniowskim, kole naukowym czy projekcie tematycznym” (5%).

Firma w Inkubatorze

Przy Uniwersytecie Śląskim funkcjonuje Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości – instytucja, która osobom do 30. roku życia oferuje pomoc w zakładaniu firm i tworzeniu pomysłów biznesowych. Inkubatory działają w całej Polsce. Udostępniają pakiet usług, takich jak biuro, internet, telefon, faks (z czego można korzystać w ich biurach), a także służą obsługą księgową i prawną. Cena tych usług wynosi 250 zł miesięcznie. – Normalnie sama księgowość początkującej firmy kosztuje ok. 300/400 zł – mówił dla „Suplementu” w kwietniu 2011 roku Wojciech Kiliańczyk, koordynator AIP przy UŚ. Ponadto, inkubatory organizują szkolenia, głównie związane z rachunkowością, finansami i księgowością, zajmują się także promocją i budowaniem zespołów pracowniczych.

Fundacja AIP powstała 7 lat temu z inicjatywy warszawskich studentów. Na początku 2008 roku w fundacji działało w Polsce ok. 450 firm. Obecnie funkcjonuje ich ponad 1350. – Inkubatory cieszą się zainteresowaniem. Przy UŚ działa kilkanaście firm. Okres prowadzenia firmy w AIP trwa 24 miesiące. Po tym okresie część firm z powodzeniem działa na rynku – mówił koordynator.

Być na swoim


Dominika Hofman

fot. archiwum Dominiki Hofman

Dominika Hofman ma 26 lat. Pochodzi z małej wioski Wymysłów, położonej ok. 30 km od Katowic. W 2009 roku skończyła politologię na UŚ. Obecnie jest na studiach doktoranckich. Jej firma Maturowo była jedną z pierwszych, które powstały w AIP przy UŚ. Firma pomaga w przygotowaniach do matury z WOS-u i historii. Tworzy w tym celu e-podręczniki i kursy e-learningowe, jednak 95% przychodów firmy pochodzi z warsztatów, które organizuje w 10 miastach Polski. W ubiegłym roku przygotowała do matury 501 osób. – Na decyzję, żeby założyć własną firmę, złożyły się cechy mojej osobowości – mówi Dominika. – Chciałam być na swoim i zrobić też coś dobrego. Interesowała mnie dydaktyka i możliwości nauczania.

Na firmę zarobiła za granicą. W Stanach pracowała na obozie dla ortodoksyjnych żydów, a w Luksemburgu sprzątała. Biznes założyła z trzema koleżankami. Była wtedy na trzecim roku studiów. Z dwiema się nie dogadała. AIP było mediatorem w konflikcie. W inkubatorach prowadziła firmę przez trzy lata. Do dzisiaj odbywa się w nich księgowość Maturowa. Dla Dominiki pracuje 15 osób – trenerzy, grafik i programista.

6 lutego 2012

Coś więcej niż muzyka Grubsona

www.suplement.us.edu.pl, luty 2012

– Chciałbym, żeby każdy był sobą i nie zmieniał ludzi, dopóki siebie nie pozna i w jakiś sposób nie zmieni. Życzę każdemu, żeby kochał to, co robi i żeby robił to, co kocha, bo wtedy człowiek się spełnia – mówił Grubson dla serwisu PIK. 4 lutego wystąpił w Zabrzu.


Grubson w CK Wiatrak

fot. KM

Pochodzący z Rybnika Tomasz Iwańca w swojej twórczości łączy rap i reggae. Muzyką zajął się w 1997 roku. Piosenki nagrywał wtedy w piwnicy wraz z grupą Po-3na Różnica. Swój pierwszy solowy materiał „N.O.C.” wydał własnym sumptem na przełomie 2003 i 2004 roku. W 2009 roku ukazała się jego pierwsza płyta „O.R.S.”. Dwa lata później w sklepach pojawiło się drugie solowe wydawnictwo Grubsona, dwupłytowy album „Coś więcej niż muzyka”. Na płycie gościnnie pojawili się m.in. Abradab (dawniej Kaliber 44) i Rahim (dawniej Paktofonika). Krążek został wyróżniony platynową płytą.

– Hip hop to coś więcej niż odłam muzyczny, to cała kultura, styl życia, taniec, graffiti – mówił w wywiadzie dla serwisu rybnik.com.pl. W teledysku do pochodzącej z jego ostatniej płyty piosenki „O.P.D.K.” wykorzystane zostały prace grafficiarzy z 0700 team (Franka Myszy, Szwedzkiego i Danuty Kuny).

Koncert w zabrzańskim CK Wiatrak miał odbyć się 3 grudnia. Z powodu choroby wykonawcy występ został przełożony, za co Iwańca przepraszał ze sceny. Za gramofonami towarzyszył mu DJ BRK. Publiczność usłyszała m.in. piosenki „Na szczycie”, „Nowa fala”, „Spiesz się powoli” i „Słowiańskie korzenie”. – W życiu liczą się trzy rzeczy – mówił Grubson przed wykonaniem „Naprawimy to” – wiara, nadzieja i to, że każdy problem można rozwiązać.

BK

5 lutego 2012

Kazik znowu na żywo

www.suplement.us.edu.pl, luty 2012

– Od 12 lat nie graliśmy nowych piosenek – mówił ze sceny Kazik Staszewski. W katowickim Mega Clubie reaktywowana grupa Kazik na Żywo 3 lutego promowała wydany w listopadzie album „Bar la Curva / Plamy na słońcu”.


Kazik na Żywo

fot. Rafał Nowakowski

Wokalista Kultu w zespole KnŻ nagrał wcześniej cztery płyty: „Na żywo, ale w studio” (1994), „Porozumienie ponad podziałami” (1995), „Las Maquinas de la Muerte” (1999) oraz koncertowy „Występ” (2002). W 2004 roku grupa ogłosiła zakończenie działalności.

Koncert w Katowicach otworzył zespół Hasiok. KnŻ zagrał m.in. piosenki „Las Maquinas de la Muerte”, „Łysy jedzie do Moskwy”, „Tata dilera”, „W południe” oraz – z nowej płyty – „Mój synku”, „Hanna Gronkowiec walczy”, „Czemu ah czemu”, „Przecięty na pół”, „Polska jest ważna”, „Nie ma boga”, singiel „Plamy na słońcu” oraz „Balladę o Janku Wiśniewskim” z filmu „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”.

Jak na koncercie rockowym przystało, przez moment Kazik był na rękach publiczności. – Kiedy skaczę ze sceny, ściągam buty – mówił – bo w Spodku wróciłem na scenę w jednym.

BK

27 stycznia 2012

Australijskie widowisko w hołdzie Pink Floyd

www.suplement.us.edu.pl, styczeń 2012

Ostatnia trasa koncertowa brytyjskiej rockowej grupy Pink Floyd, jednego z najważniejszych zespołów w historii, miała miejsce w 1994 roku, po wydaniu ostatniego studyjnego albumu „The Division Bell”. Pod szyldem Pink Floyd muzycy wystąpili raz jeszcze w 2005 roku w Londynie. Dzisiaj najlepszą okazją do usłyszenia ich piosenek na żywo są koncerty The Australian Pink Floyd Show. 22 stycznia zespół wystąpił w katowickim Spodku.



The Australian Pink Floyd Show w Spodku

fot. KM

„The Australian Pink Floyd Show zaczynał w 1988 roku – zapowiadał koncert organizator – grając w lokalnych australijskich pubach, obecnie zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Kanadzie osiągnął status mega gwiazdy, szczelnie wypełniając stadiony oraz ogromne hale koncertowe. Takiego sukcesu nie można określić inaczej niż fenomenalny. Zespół występował już w prawie wszystkich zakątkach świata poczynając od Sydney, poprzez największe hale Europy, a kończąc na tak egzotycznych miejscach, jak Chile czy Panama, wszędzie spotykając się z niesamowicie entuzjastycznym przyjęciem zarówno ze strony fanów, jak i krytyków. W 1993 roku muzycy pojawili się na pierwszym Międzynarodowym Konwencie Fanów Pink Floyd, gdzie zyskali przychylność jednej z najbardziej wymagających publiczności, która kiedykolwiek mogłaby pojawić się na ich koncercie. Doskonale dopracowany ponad dwugodzinny show, niesamowita gra świateł, projekcje wideo oraz charakterystyczne wizualizacje sprawiają, że ich koncerty są wiernym odzwierciedleniem wydarzenia jakim był każdy koncert Floydów”.

Widowisko zamknęła w Spodku wykonana na bis piosenka „Run Like Hell”.

BK

Pablopavo z mocnym bitem

www.suplement.us.edu.pl, styczeń 2012

– To muzyka „up the time”, jak to się ładnie mówi na Jamajce – o nagranej wspólnie z Praczasem płycie „Głodne kawałki” mówi Pablopavo. W Vavamuffin wokalista wykonuje reggae, raggamuffin i dancehall. Od czasu pierwszej solowej płyty „Telehon” zachwyca nie tylko krytyków. Paweł Sołtys poczuł głód mocnego bitu.


Pablopavo podczas koncertu Vavamuffin 21 stycznia w sosnowieckim MKD Kazimierz

fot. KM

W grudniu ukazała się płyta, którą nagrałeś wspólnie z Praczasem. Album zbiera dobre recenzje. Jak wyglądała praca nad krążkiem?

Specyficznie. Nie siedzieliśmy razem. Praczas przygotowywał szkielety muzyczne, ja pisałem do nich teksty i w drugim studiu z realizatorem nagrywałem wokale. Później wróciliśmy do Praczasa i dogrywaliśmy żywe instrumenty. Jest ich sporo – etniczne, sekcja dęta. Nadawaliśmy kawałkom ostateczny kształt.

Mówiłeś, że chciałeś zrobić coś lekko popieprzonego, z mocnym bitem, a żona była przerażona tym, co przynosiłeś do domu. Czym płyta różni się od tego, co do tej pory zrobiłeś?

To nowoczesna muzyka. „Up the time”, jak to ładnie się mówi na Jamajce. Nie jest to płyta pop. Większość utworów nie nadaje się do puszczania w radiach komercyjnych. Jest na niej szybko i gęsto. Z każdego utworu można zrobić kilka innych. Zmienia się tempo i tonacja. Teksty i wokale trzeba było zrobić tak, żeby współgrały. Nie ma tam klasycznych układów zwrotka-refren, w tej samej tonacji, które można nagrać w 5 minut. Dużo kombinowania.

Od marca będziemy to promować na koncertach. Przygotowujemy się na próbach. Materiał jest trudny. Będziemy grać w czteroosobowym składzie: Praczas, ja, Radek Polakowski na wielu instrumentach i perkusista Mysza. Jeden koncert na pewno zagramy na Śląsku, może więcej.

W solowej twórczości często nawiązujesz do Warszawy.

Mam nadzieję, że przy ostatniej płycie uciekłem od tego, bo zrobiła się z tego szufladka. To niebezpieczne dla artysty. Warszawa jest dla mnie ważna i kocham to miasto. Gdybym urodził się w Poznaniu i mieszkał tam całe życie, prawdopodobnie pisałbym o Poznaniu, jeśli w Sosnowcu, to o Sosnowcu. Pisze się o tym, co się zna. Łatwiej mi umiejscowić akcję piosenki na warszawskim Grochowie niż na sosnowieckim Kazimierzu, bo go nie znam na tyle. Nie wiem, gdzie się chodzi na piwko, nie wiem, gdzie się spotykają dziewczyny. Poza tym, jestem fanem ludowej muzyki warszawskiej, miejskiej, która istnieje od stu parudziesięciu lat. Słychać u mnie nawiązania do tych piosenek. Dwie płyty, które nagrałem z zespołem Ludziki, były bardzo warszawskie. Druga mniej. Płyta z Praczasem jest warszawska już mało, ale nie ucieknę od tego. Tam się urodziłem, tam mieszkam i tam mam zamiar umrzeć.

Na 2012 rok planowane są reedycje płyt Vavamuffin. Coś jeszcze?

Zaczynamy już robić nowe piosenki. Za niedługo pojawią się na koncertach. Nie wiem, czy płyta pojawi się w tym roku. Nagrywanie Vavamuffin to duża praca. Jest nas ośmiu. Musimy się zgrać.

W styczniu rusza cykl koncertów Trzy Niezwykłe Spotkania. Bierzesz w nich udział. Co to takiego?

Na pierwszym koncercie gra zespół R.U.T.A. z zespołem Paprika Korps. My, jako Pablopavo i Ludziki, będziemy grali z zespołem Świetliki. To nie będą koncerty, na których jedna kapela gra swój materiał, druga swój, dziękuję, do widzenia. Pomiędzy dwoma zespołami ma nastąpić interakcja. Świetliki wykonają dwie nasze piosenki, my wykonamy dwie ich piosenki, nasz akordeonista zagra z nimi, ich altowiolistka zagra z nami. Ze spotkania ma powstać nowa jakość. Cieszę się, bo Świetliki to dla mnie ważny zespół. Prawdopodobnie będziemy to rejestrować. Nie wykluczam, chociaż nie obiecuję, że będzie z tego wydawnictwo.

Twoje płyty zbierają dobre recenzje, ale twoje solowe koncerty nie zawsze cieszą się dużą popularnością. To zniechęcające?

Gram z zespołem Vavamuffin, który jest dosyć popularny. Zdarza mu się grać na ogromnych imprezach. W Warszawie nie narzekam. Tam przychodzi 500-600 osób. Muzyka, którą robię jako Pablopavo i Ludziki, jest trudniejsza. To nie jest muzyka z list przebojów. Mniej taneczna i energetyczna niż Vavamuffin. Lubię to, co robię i fajnie jest, kiedy na sali jest 400 osób, ale kiedy jest 50 i koncert jest dobry, to nie ma to dla mnie większego znaczenia. Dopiero później martwię się z żoną przy rachunkach. Pablopavo i Ludziki nigdy nie będą popularni tak, jak Vavamuffin. W ciągu półtora roku będzie nowa płyta z Ludzikami. Nie poddajemy się. Gramy dalej.

Gdybyś dostał propozycję zostania jurorem w programie typu „Mam talent”, zastanowiłbyś się?

Nie widzę się w tym. Nie wyobrażam sobie, że wychodzi facet czy dziewczyna, śpiewa piosenkę, następnie stoi jak idiota, a tu siedzą jacyś ludzie, którzy z niewiadomych powodów mają mu powiedzieć, czy jest fajny czy nie. Muzyka, to nie wyścigi. W Polsce wszystko się do tego sprowadziło. Musisz wygrać program i nie da się inaczej promować muzyki. Zupełnie mi się to nie podoba. Nie oglądam tych programów. Obejrzałem dwa-trzy odcinki i czułem się zażenowany, nie obrażając tych, którzy tam występują czy tych, którzy są w jury. To może są i będą fantastyczni artyści, ale nie odpowiada mi formuła. Wyznacznikiem powinna być publiczność. Idziesz, grasz koncert i albo to się ludziom podoba, albo nie. Na pewno bym odmówił, ale gdyby się okazało, że moja żona jest chora i potrzebuję pieniędzy, zgodziłbym się. Są rzeczy ważniejsze od dumy i tego, co o sobie myślisz.

BK

16 stycznia 2012

Magik upamiętniony

www.suplement.us.edu.pl, grudzień 2011

W 11. rocznicę śmierci Piotra „Magika” Łuszcza w katowickim Mega Clubie odbył się koncert poświęcony jego pamięci. Na scenie pojawili się wykonawcy, z którymi raper współtworzył legendarne grupy Kaliber 44 i Paktofonika.


W hołdzie Magikowi wystąpił Abradab

fot. KM

Obdarzony charakterystycznym głosem Magik karierę rozpoczął w towarzystwie braci Martenów, Abradba i Joki, założycieli Kalibra 44. Z grupą raper nagrał dwie płyty: debiutancką „Księgę Tajemniczą. Prolog” (1996) oraz „W 63 minuty dookoła świata” (1998), która okazała się dużym sukcesem. W 2000 roku Kaliber 44 nagrał ostatni album „3:44”. Od tamtej pory Abradab z powodzeniem kontynuuje karierę solową, a Joka występuje już sporadycznie.

Magik, po odejściu z grupy, wraz z Fokusem i Rahimem stworzył Paktofonikę. 26 grudnia 2000 roku, kilka dni po wydaniu ich pierwszej płyty „Kinematografia”, w wieku 22 lat popełnił samobójstwo skacząc z okna swojego mieszkania w Katowicach-Bogucicach. W 2003 roku Paktofonika zakończyła działalność pożegnalnym koncertem w Spodku. Jej członkowie założyli grupę Pokahontaz.

Podczas koncertu w Mega Clubie Abradab, Joka i DJ Feel-X wykonali m.in. „Brat nie ma już miłości dla mnie”, „Konfrontacje” i „Masz albo myślisz o nich aż...” oraz solowe piosenki Abradaba „Rapowe ziarno 2 (Szyderap)” i „Lubiędobre”.

Fokus, Rahim i DJ Bambus zagrali m.in. „2 kilo”, „C.D. Kinematografii”, „Chwile ulotne”, „Ja to ja”, „Priorytety” oraz kultowe „Jestem bogiem” ze słynnym tekstem: „Jestem bogiem / Uświadom to sobie / Ty też jesteś Bogiem / Tylko wyobraź to sobie”.

Hołd legendzie rapu oddał las podniesionych rąk. Niespodzianką wieczoru był gościnny udział Gutka, wokalisty Indios Bravos. – Było pięknie! – mówiła jedna z uczestniczek.

Część dochodu z koncertu przekazana zostanie rodzinie Magika. Ze względu na duże zainteresowanie występy powtórzone zostały następnego dnia. Dziękując publiczności za przybycie głos zabrał wtedy ojciec Magika. Na scenie pojawił się w towarzystwie jego syna Filipa.

Koncert rejestrowany był na potrzeby dokumentalnego DVD. Na 2012 rok zapowiadana jest również premiera poświęconego Paktofonice filmu fabularnego Leszka Dawida „Jesteś bogiem”. W rolę Magika wcieli się Marcin Kowalczyk.

BK

5 stycznia 2012

Projekt L.U.C

www.suplement.us.edu.pl, styczeń 2012

– Studia to były trudne chwile, ale nie uważam, żeby cokolwiek w życiu było stracone. – L.U.C, czyli Łukasz Rostkowski, to osoba działająca na wielu artystycznych płaszczyznach. Pierwszą płytę nagrał osiem lat temu w Kanale Audytywnym. Współpracował m.in. ze Zbigniewem Namysłowskim, Leszkiem Możdżerem, Marią Peszek i Abradabem. Laureat wielu nagród. W ramach trasy „Eksperyment Pyykycykytypff!” 23 listopada wystąpił w Katowicach.

Koncert w Oku Miasta. O L.U.C-u mówi się, że porażony jest twórczym ADHD

fot. KM

Wydaną w 2010 roku płytę „Pyykycykytypff” stworzyłeś wyłącznie własnym głosem. Jak wyglądają koncerty, na których prezentujesz ten materiał?

To bardzo energetyczny i taneczny materiał. Zaskoczyliśmy nim ludzi. Nie za bardzo wiedzą, jak mają reagować. Koncerty nie są typowe. Ludzie przywykli do słuchania tekstów na kołyszących podkładach z dużą dozą instrumentów, a tu powstają niemalże klubowe taneczne bity. Tak czy inaczej, nadal wszystko tworzone jest wyłącznie głosem. Potężne wyzwanie technologiczne.

Na trasie występujesz z Projektem Pokolenie. Co to takiego?

To projekt pod mecenatem Absoluta. Marka z jednej strony nie może, a z drugiej nie chce nachalnie się reklamować. To dla mnie jej duży atut. Nie przykleja łatki, tylko promuje młodych ludzi, którzy robią ciekawe rzeczy. Roztacza mecenat – coś rzadkiego w naszej kulturze. Zorganizowała kilka konkursów. „Beat in the box” był przeznaczony dla beatbokserów. Uczestnicy konkursu pojawiają się ze mną na scenie. Przede wszystkim jeden z najlepszych, czyli Jurny. W poszczególnych miastach pojawiali się pozostali – Zgas, Crashu, Grajek i zwycięzca Bartox. Pracowałem z wieloma. Z Jurnym najlepiej poczuliśmy nić porozumienia. Dobrze poradził sobie z dodawaniem groove'ów, czyli tanecznego tła, do groove'ów zapętlonych prze mnie. Potrafi równo beatboksować, a to wielki atut. To spowodowało, że jest ze mną na całej trasie. Miał być Zgasik, mój przyjaciel, ale pokryły nam się trasy.

Sprzeciwiasz się kiczowatym remontom budynków. Akcja Pospolite Ruszenie przynosi rezultaty?

Trudno powiedzieć. To jest tak, jakby być jedną z witamin z zestawu Centrum. To wielki proces, który potrzebuje wielu witamin. Uważam siebie tylko za jedną z nich, jak na razie niemal jedyną, bo niewiele się robi w tej sprawie. Ale na szczęście coraz więcej. Mają miejsce pewne pozytywne zjawiska, ale nie wiem, które są spowodowane Pospolitym Ruszeniem i moim działaniem, a które działaniem innych. Najważniejsze, żeby działać. Być może ludzie zaczynają dojrzewać estetycznie. Pospolite Ruszenie wystartowało doceniając już blok we Wrocławiu, pomalowany z ciekawy sposób.

Jeżdżąc po Polsce widzę coraz więcej renowacji, które są fajnie zrobione. Z posowieckim bałaganem najlepiej poradziła sobie Warszawa, chociaż bałagan ma najgorszy. Bloki odnawiane są tam w najbardziej europejski sposób.

Pewnego dnia byłem u przyjaciela. Staliśmy na balkonie i zobaczyłem, jak zdejmują rusztowanie. Cała ulica została spójnie pomalowana w kolory około żółci. Miałem poczucie, że się udało. Czy to z powodu Pospolitego Ruszenia? Być może, ale nie przeceniałbym jego siły. Na pewno fajnie, że połączyliśmy siły z innymi akcjami – Napraw Sobie Miasto, REBLOK itd.

We Wrocławiu zrobiliśmy duże zamieszanie. Myślę, że dotarło tam do ludzi, że to nie jest fajne szpecić miasto w tysiącach pastelowych kolorów. Moim celem jest mącenie umysłów. Dotarliśmy do mediów, ale oddziaływanie ze strony społeczeństwa jest żenujące. Już wiele razy miałem poczucie, że tematy, które są dla mnie jak wódka dla drinka zupełnie nie interesują ogółu. Robię swoje, ale nie oczekuję, że pejzaż naprawi się z dnia na dzień.

Jako człowiek, który zna kilku designerów, przebywa w ich świecie, wie jak profesjonalnie odnawia się bloki i ma siłę komunikowania, poczułem obowiązek wykorzystania demokracji, którą wywalczyliśmy i powiedzenia tego głośno.