29 czerwca 2014

W Bieruniu kształcą górników od 35 lat

Fragmenty artykułu ukazały się w „Dzienniku Zachodnim” 27 czerwca 2014 r.

Na początku było jeszcze trochę bałaganu. Było 15 nauczycieli, a uczniów nie było nawet 200. Dzisiaj do Powiatowego Zespołu Szkół, jednej z największych tego typu placówek w kraju, uczęszcza ponad 1 100 osób, w tym 560 na kierunki górnicze, na które z roku na rok wzrasta zainteresowanie. W tym roku szkolnym PZS obchodzi swój jubileusz.

Uczniowie PZS po wyjeździe z dołu kopalni w 1982 r.

fot. PZS Bieruń

„Był chłodny, kwietniowy poranek, ćwierć wieku temu. Z autobusu wysiadł młody, zaspany synek. (...) Idąc ścieżką pomiędzy łąkami spoglądał na nowe bloki widniejące opodal i ogromny szyb nowoczesnej, jednej z największych w Europie, kopalni. (...) Po chwili marszu ukazał mu się wielki, jak na owe czasy, budynek szkoły. (...) Tak pamiętam moje pierwsze wspomnienie związane z Bieruniem i szkołą. Ten młody synek to ja (...) Drugi obraz przywołany z pamięci to konferencja nauczycieli przed rozpoczęciem roku szkolnego. Pachnący farbą (jeszcze przez kilka następnych miesięcy) budynek internatu. Mała świetlica. Dyrektor, nauczyciele. Można ich policzyć na palcach obu rąk. (...) Trzecia odsłona to początki nowego roku szkolnego. Nie ma jeszcze auli, nie ma hali sportowej” – wspominał nauczyciel Szczepan Ścisłowicz w publikacji „Srebrny Jubileusz”, przygotowanej w 2003 r. na 25-lecie placówki.

– Pracowałem w szkole górniczej w Chorzowie – mówi nauczyciel. – Dyrektorem był tam Stanisław Sępa, który zorientował się, że w Bieruniu Nowym powstaje szkoła górnicza przy kopalni Piast. Przeniósł się tutaj. W trakcie luźnej rozmowy wyszło na to, że potrzebują tutaj elektryka i mówi: „Ja bym się na pana miejscu nie zastanawiał, tym bardziej, że będzie miał pan nową szkołę i szansę na mieszkanie” i przyjechałem na rozmowę. Okazało się, że rzeczywiście nie mają elektryka i tak zostałem przez pierwszy rok.

Ścisłowicz jest najdłużej pracującym nauczycielem szkoły.

Na mocy decyzji kuratora oświaty 1 września 1978 r. w Zasadniczej Szkole Górniczej KWK Piast 176 uczniów, pod okiem 15 nauczycieli, rozpoczęło naukę na kierunkach: górnik technicznej eksploatacji złóż, mechanik maszyn i urządzeń górnictwa podziemnego oraz elektromonter górnictwa podziemnego.

„Pierwszego września gotowych było tylko kilka sal lekcyjnych, wszędzie kręcili się jeszcze robotnicy, pracowały maszyny, było trochę bałaganu”. Tak o początku pierwszego roku szkolnego w placówce mówił w wywiadzie dla „Srebrnego Jubileuszu” pierwszy dyrektor Czesław Dziubek.

„Szkoła była częścią inwestycji KWK »Piast« i na wyposażenie klas w niezbędne sprzęty, w pomoce naukowe, książki do biblioteki itd. pieniądze, właściwie bez ograniczeń, dawała kopalnia – mówił Dziubek. – Nie było więc problemu braku środków. Uczniowie otrzymywali znaczącą pomoc materialną, byli wyposażeni w ubranie – kurtki, garnitury, koszule, buty itd. Nie musieli kupować podręczników, zeszytów, przyborów szkolnych. Najlepsi dostawali mundury galowe. Wszystko fundowała im kopalnia”.

„Uczniowie byli wtedy bardziej dorośli, wiedzieli, po co przyjechali na Śląsk – żeby zdobyć zawód, mieszkanie, żeby się urządzić. Nie widzieli przyszłości w swoich stronach i dlatego podchodzili do życia poważniej” – mówił były dyrektor.

Kolejnymi dyrektorami byli Stanisław Sender, Henryk Kossowski i Mieczysław Zimirski. Od 2006 r. funkcję tę pełni Teresa Horst. – Przez pierwsze lata dobrze się czułam jako polonista, chętnie uczyłam, ale uznałam, że nic ciekawego już w tej dziedzinie nie zrobię – mówi Horst. – Podczas konkursu na dyrektora jury, złożone w dużej mierze z mężczyzn, wyrażało obawy czy refleksje, jak kobieta poradzi sobie z prowadzeniem szkoły technicznej, kobieta z wykształceniem humanistycznym. Powiedziałam wtedy, że liczą się umiejętności managerskie, czyli korzystanie z wiedzy ludzi, którzy znają się na konkretnych dziedzinach, w tym naszych inżynierów.

Horst mówi o początkach szkoły: – Piast to była nowa kopalnia, powstała dwa lata wcześniej. Plany były bardzo poważne i w tamtym czasie to był bardzo duży zakład. Pracowało tam ponad 11 tys. ludzi. Potrzeba było wykwalifikowanych pracowników. Wówczas wybudowano szkołę.

Strajk w kopalni

Kiedy 13 grudnia 1981 r. wprowadzono w Polsce stan wojenny, na kopalni rozpoczął się strajk. Górnicy Piasta i pracownicy Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w Mysłowicach zaprotestowali w ten sposób przeciwko internowaniu ich kolegów. Żądali uwolnienia aresztowanych działaczy związkowych i zniesienia stanu wojennego.

„Podczas rozpoczętej jeszcze przed północą 12 grudnia, specjalnej akcji »Jodła« internowano większość działaczy NSZZ »Solidarność« – piszą w książce »Historia Górnego Śląska« Adam Dziurok i Bernard Linek – do końca 1982 roku w ośrodkach internowania osadzono ponad 1900 osób tylko z województwa katowickiego. Proponowano im często paszporty i sugerowano wyjazd do Niemiec. W proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego od 13 do 28 grudnia w blisko 50 zakładach (głównie kopalniach) w województwie katowickim podjęto akcje strajkowe (...) Większość strajków zakończyła dopiero interwencja wojska oraz Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej (ZOMO)”.

„Nawet bardzo pogłębiona analiza wydarzeń poprzedzających wybuch strajku na kopalni »Piast« nie prowadzi do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co było jego przyczyną” – pisze Andrzej Sznajder w publikacji „14 dni pod ziemią”, wydanej przez IPN i Kompanię Węglową, właściciela kopalni.

Na poziomie 650 m pod ziemią protest rozpoczęło ok. 2 tys. górników. Był przygotowany plan pacyfikacji. – Od podobnej tragedii, jak na kopalni Wujek uratował nas prawdopodobnie fenomen tego strajku, prowadzenia go na dole kopalni – mówił Augustyn Czarnynoga z NSZZ „Solidarność” w filmie „Najdłuższa szychta”, przygotowanym przez kopalnię na 25. rocznicę strajku.

– Nikt z nas zjeżdżając na dół nie myślał, że będzie to trwało tak długo – mówił w filmie Kazimierz Graca, w 1981 r. górnik oddziału robót przygotowawczych. Protestujący przedstawili trzy warunki zakończenia strajku: bezpieczeństwo dla strajkujących, opieka lekarska i gwarancja dalszej pracy. Na warunki zgodzili się dyrektor kopali i komisarz wojskowy. Strajk zakończyło ok. 1 tys. pracowników. 28 grudnia ok. godz. 20 wszyscy protestujący byli już na powierzchni. Był to najdłuższy strajk po wprowadzeniu stanu wojennego.

Aresztowania i internowania osób uznanych przez władzę za przywódców protestu rozpoczęły się jeszcze tego samego wieczoru. Wyroki w procesach były uniewinniające, ale po wypuszczeniu aresztowanych czekały na nich kolejne zatrzymania. Większość protestujących zwolniono z pracy.
Jak śpiewał Jak Krzysztof Kelus słowa Jana Michała Zazuli:

Wyjeżdżajcie już chłopcy od Piasta
Pora chłopcy opuścić tę dziurę
Baby płaczą, napiekły wam ciasta
Złota klatka uniesie was w górę
Wyjeżdżajcie, już szychta skończona

– W trakcie stanu wojennego nie było większych problemów w funkcjonowaniu szkoły i we współpracy z kopalnią – mówi Ścisłowicz. – Jedynie w początkowym okresie uczniowie nie mogli wyjeżdżać do domów i upuszczać internatu po godzinie policyjnej. – W trakcie strajku szkolne warsztaty na kopalni zostały zawieszone. Zostały wznowione po jego zakończeniu.


Szkoła w okresie transformacji

– Do dziś wiele się zmieniło – mówi Ścisłowicz. – Przede wszystkim budynek jest po remoncie. Zostały zmienione okna, bo zawsze mieliśmy problemy z temperaturą w zimie. Budynek został ocieplony i odnowiony od środka. Jest ładniejszy, bardziej zadbany. Powstało boisko Orlik. Wcześniej mieliśmy boisko asfaltowe. – W 1985 r. podjęta została decyzja o wybudowaniu obok szkoły ćwiczebnej sztolni dla klas górniczych. Z powodów finansowych inwestycja została wstrzymana pięć lat później. – Odpuściliśmy ją sobie. Niestety popadła w ruinę. W 1992 r. straciliśmy budynek internatu – dodaje Ścisłowicz.

Horst: – Przyszły trudne czasy dla całej Polski, czasy transformacji i restrukturyzacji górnictwa w latach 90. Wygaszano kierunki górnicze. Pamiętam to, bo przyszłam tutaj do pracy w 1994 r. i ten proces miał się ku końcowi. Zasadniczą Szkołę Górniczą ostatni rocznik opuścił w połowie lat 90. Mój poprzednik, dyrektor Zimirski, musiał mieć natychmiast nowy pomysł. Byli pracownicy, były warunki nauczania, a nie było uczniów. Dzięki jego zaangażowaniu szkoła rozpoczęła działanie w nowych kierunkach – Technikum Ekonomiczne, Technikum Elektroniczne, powstały klasy wielozawodowe i rzemieślnicze.

Pod koniec kadencji Zimirskiego nastąpił powrót do źródeł. – W 2004 r. zarząd powiatu bieruńsko-lędzińskiego podpisał porozumienie z zarządem KW, na mocy którego zaczęły powstawać klasy o profilu górniczym z gwarancją pracy w kopalniach KW – mówi Horst. – Trzeba było zrobić wokół tego PR i poinformować lokalne środowisko, że jest tutaj nowa jakość edukacyjna. To wszystko trwa. W 2012 r. aż 70% naszych uczniów na kierunkach górniczych pochodziło spoza powiatu. To jest bardzo dobra wiadomość dla nas i dla władz powiatu, ponieważ w ten sposób, przy ogromnym niżu demograficznym, wprowadziliśmy na lokalny rynek edukacyjny wielu ludzi.

Kiedy objęłam kierowanie szkołą w 2006 r. i trzeba było odtworzyć warsztaty na kopalni Piast, niezrównaną pomocą służył Jacek Witkowski, człowiek historia. Warsztatami szkolnymi kieruje od lat. Na kopalni prowadził je do połowy lat 90. Pamięta szkołę górniczą jeszcze przed restrukturyzacją – mówi dyrektor.

2013/2014

Na dzień dzisiejszy PZS ma ofertę dla absolwentów gimnazjów – zasadniczą szkołę zawodową i technikum – oraz ofertę dla dorosłych w systemie sobotnio-niedzielnym – kwalifikacyjne kursy zawodowe. We wrześniu 2013 r. rozpoczął się nabór do liceum ogólnokształcącego.

Jak mówi dyrektor współpraca z kopalnią układa się dobrze. – To nie jest tylko wsparcie w zakresie praktycznej nauki zawodu. W 2013 r. podczas organizowanej u nas olimpiady gościł dyrektor kopalni ds. pracy Jan Dąbrowa ze swoim zastępcą. Przynieśli prezenty dla finalistów i laureatów. Wspiera nas nie tylko kopalnia. KW udziela gwarancji zatrudniania i to jest to, z czego cieszymy się najbardziej. Dlatego w okresie, w którym mamy niż demograficzny i wiele szkół średnich jest zamykanych, rekrutację na kierunki górnicze mamy w tej chwili tak świetną, że przekracza nasze możliwości, ponad dwie osoby na jedno miejsce.

Gwarancja zatrudnienia przez KW oferowana jest w zawodach: technik górnictwa podziemnego, technik elektryk, technik mechanik (technikum) i górnik eksploatacji podziemnej (zasadnicza szkoła zawodowa). Z taką gwarancją kształci się obecnie w szkole 560 uczniów.

Prowadzone przez szkołę warsztaty górnicze składają się z dwóch części: ze zlokalizowanych w szkole i na kopalni. – Kompania ustaliła, że nie chce na kopalni młodzieży z klas pierwszych, bo bała się, że po gimnazjum będzie jeszcze niewystarczająco dojrzała – mówi Jacek Witkowski. – Powiedzieli: „Niech oni trochę dorosną. Na początku musicie ich przygotować do wejścia na kopalnię”. Pierwsze klasy górnicze odbywają zajęcia na warsztatach w szkole, klasy drugie na powierzchni kopalni, a klasy trzecie zjeżdżają pod ziemię, gdzie szkolenie odbywa się na wydzielonych stanowiskach. Zorganizowanych jest około dwadzieścia stanowisk szkoleniowych pod ziemią i około dwadzieścia na powierzchni kopalni.

W szkolnych warsztatach uczestniczy ponad 200 uczniów, w zajęciach praktycznych na kopalni ok. 330.

– W szkoleniu praktycznym uczniów klas górniczych nie da się uczyć rzeczy, których zabraniają przepisy górnicze – mówi Witkowski. – Uczeń nie może np. obsługiwać kombajnu ścianowego lub chodnikowego pod ziemią, bo według przepisów potrzebne się tzw. szczególne kwalifikacje, wykształcenie zawodowe lub średnie górnicze, wiek 21 lat, odpowiedni stan zdrowia, badania psychofizyczne i 18-miesięczny staż pracy na stanowisku górnika lub ślusarza. W czasie zajęć pod ziemią nie wolno wejść uczniom do wyrobiska ścianowego, do przodka chodnika. Aby zapoznać uczniów z tymi zagadnieniami, organizujemy wycieczki, m.in. do zakładu wzbogacania miału, zakładu przeróbki mechanicznej węgla, do wyrobisk ścianowych i chodnikowych. Zajęcia prowadzone są tylko w tych miejscach, które odebrane są przez służby BHP.

Górnik, zanim nabędzie szczególnych kwalifikacji, musi spełnić określone warunki i ukończyć kursy, na które pracownika kieruje już kopalnia. – Żeby zostać górnikiem strzałowym, wykonującym roboty strzałowe pod ziemią, trzeba mieć 24 lata, przepracować w charakterze górnika 5 lat pod ziemią, w tym 2 lata w oddziale górniczym wykonującym roboty strzałowe i ukończyć kurs górnika strzałowego. Aby zostać maszynistą lokomotyw elektrycznych lub spalinowych w przewozie, gdzie można jeździć kolejką spalinową lub elektryczną, należy mieć m.in. 21 lat, staż pracy 2 lata pod ziemią, w tym rok w przewozie dołowym oraz 6 miesięcy pracy bezpośrednio pod nadzorem doświadczonego maszynisty. Górnik może również zostać górnikiem rabunkarzem. Nie ma to nic wspólnego z rabowaniem. Chodzi o odzyskiwanie obudowy chodnikowej, chroniącej przed zwałem stropu. W szkole, ze względu na przepisy prawa górniczego i geologicznego, nie możemy tego uczyć praktycznie. Z tą tematyką zapoznajemy uczniów teoretycznie – dodaje Witkowski.

Dyrektor szkoły cieszy się, że na warsztatach pracują w placówce emerytowani pracownicy kopalni Piast. – Pracuje wiele osób, np. kadra inżynieryjna, która w górnictwie pracowała na stanowiskach średniego dozoru – mówi. – To mądrzy ludzie, którzy mają się czym podzielić z uczniami. Mamy wykwalifikowanych, doświadczonych nauczycieli i mamy tego efekty. Kiedy robimy analizy wyników egzaminów zawodowych, w skali województwa czy ogólnopolskiej rokrocznie mamy je o kilka procent lepsze.

Dobre zarobki i dziadek górnik

Jakie warunki trzeba spełnić, żeby zostać przyjętym do klasy górniczej? – Przede wszystkim zdrowotne – mówi Witkowski. – Lekarz musi zbadać kandydata. Jednym z warunków jest odpowiednia budowa fizyczna ciała i odpowiedni ogólny stan zdrowia, głównie słuch i wzrok. Mamy również wymagania edukacyjne. W procesie rekrutacji na kierunki górnicze patrzymy na pięć przedmiotów: język polski, język obcy, matematykę, geografię i fizykę.

Jak dużo szkół górniczych jest w kraju? – Kilkadziesiąt. W różnych ośrodkach różnie wygląda sytuacja – mówi Horst. – W okresie rekrutacji odbieram telefony od kolegów: „Jak my to robimy, że tak wielu chętnych do nas przychodzi?”. Są miejsca, w których mimo gwarancji zatrudniania, uczniów jest mniej. Na ogół są to ośrodki miejskie, wielkomiejskie. Jesteśmy konkurencją, z którą trudno wygrać. Jeżeli oferujemy gwarancję pracy, wiadomo że młodzież przyjdzie do nas.

W regionie są jeszcze szkoły górnicze m.in. w Lędzinach, Hełmie Śląskim, Tychach i Brzeszczach.

– Ludzie chcą pracować w kopalniach, ponieważ daje im to poczucie bezpieczeństwa socjalnego – mówi Horst. – Wynagrodzenia są nęcące, bo nasi absolwenci w pierwszych miesiącach zatrudniania mają już ponad 2 tys. zł na rękę plus inne apanaże, typu Barbórka, „czternastka”, deputat węglowy, dofinansowania do wypoczynku, książek i podręczników dla dzieci. W skali roku to kilka tysięcy złotych. Poza tym bezpieczeństwo. Kiedy ktoś ma umowę na stałe, może sobie pozwolić na planowanie przyszłości, budowę domu, wzięcie kredytu. Był czas, kiedy na rynku lokalnym ludzie mniej interesowali się górnictwem i szukali szczęścia w prywatnych firmach. Potem się okazywało, że firmy traciły płynność finansową i nie wypłacały należnych wynagrodzeń. W ostatnim dziesięcioleciu ponowne obserwujemy zainteresowanie ofertą pracy w górnictwie. Do kopalń składanych jest rokrocznie kilkanaście tysięcy podań.

– Od 7 lat jest u nas wzrost zainteresowania kierunkami górniczymi – mówi Witkowski. – Magnesem jest gwarancja pracy. Jest stabilizacja, bo węgiel na pewno wydobywany będzie jeszcze długo. Czasem przyciągają też tradycje. Przy naborze do szkoły policealnej dla dorosłych czasem trzeba było przeprowadzić rozmowy kwalifikacyjne. Pytałem kandydatów: a dlaczego pan chce przyjść do szkoły górniczej? „A no bo praca, bo niezły zarobek”, ale sporo odpowiedzi było: bo tradycje, bo tata, wujek, dziadek byli górnikami, a bo tutaj mieszka i chciałby kontynuować zawód.

Olimpiada

Decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej z 2010 r. PZS uzyskał status organizatora Ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy Górniczej. Laureaci i finaliści olimpiady mają zagwarantowany maksymalny wynik z etapu pisemnego egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe oraz indeks Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej. Na indeks ma szanse dwanaście osób, bo do finału przechodzi sześć dwuosobowych drużyn.

– Wydział Górnictwa opiekuje się tym projektem od strony merytorycznej – mówi Horst. – Ilu finalistów podejmuje studia z indeksem w kieszeni? – Mamy informacje, że młodzież korzysta. Nie sporządzaliśmy statystyk. Rozmawiałam z adiunktem Janem Kanią, który bezpośrednio z nami współpracuje. Mówił, że spotyka zwycięzców olimpiad u siebie na uczelni. Podsunął pomysł, abyśmy zajęli się losami naszych finalistów. Jeszcze nie możemy patrzeć na ich karierę zawodową, bo projekt ma trzy lata, więc chłopcy dopiero studiują.

Obecna olimpiada organizowana była wcześniej przez szkołę w formie konkursu. 10 kwietnia, podczas IV edycji, nagroda w postaci Złotej Lampki powędrowała do reprezentantów Zespołu Szkół Technicznych w Rybniku. Drużyna z Bierunia zajęła 2. miejsce.

Jubileusz

Teresa Horst wręcza upominek Mieczysławowi Zimirskiemu, 19 listopada

fot. PZS Bieruń

Jubileuszowa impreza odbyła się 19 października. – Przede wszystkim chcieliśmy się spotkać – mówi Horst. – Chcieliśmy zaprosić wszystkich pracowników, którzy w zetknęli się ze szkołą. Podczas uroczystości oddaliśmy im szacunek za wspólne dzieło. To był dzień wspomnień.

Jednym z głównych punktów programu był koncert fortepianowy Grzegorza Niemczuka. – Można powiedzieć, że w tej chwili jest już pianistą światowego formatu. Był uczestnikiem ostatniego konkursu szopenowskiego, a prywatnie jest synem naszego nauczyciela – dodaje dyrektor.

Organizatorzy zaprezentowali również film w konwencji „w starym kinie”, pokazujący historię szkoły od jej początku. – To był dokument – mówi Horst. – Mamy szczęście, że nadal pracuje u nas Szczepan Ścisłowicz. Przez wiele lat był wicedyrektorem szkoły. W tej chwili jest na emeryturze. Ma bogatą dokumentację fotograficzną i filmową. Kupił specjalne urządzenie do jej obróbki. To jego hobby. Przygotował materiał do pokazania tego dnia.

Dyrektor Horst wraca do 2006 r. – Kiedy udaliśmy się na kopalnię Piast, żeby zacząć od zera budowę wszystkiego, na drzwiach dawnego gabinetu Jacka Witkowskiego sprzed kilkunastu lat nadal wisiała tabliczka: „Kierownik warsztatów szkolnych” i jego imię i nazwisko. To było piękne. Wróciliśmy! – Ściągnąłem tabliczkę w 2007 r. – mówi Witkowski. – Pomieszczenie zajęła kopalniana orkiestra.


BK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz