[Fragmenty wywiadu wyemitowane zostały
w programie „Co jest grane w Łodzi” Radia Złote Przeboje 1
lutego 2023 r.]
– Możemy podpowiedzieć Unii
Europejskiej, że prawdziwe „kamienie milowe” to przyjmowanie uchodźców
z Ukrainy, początek „Solidarności” i Wielka Orkiestra
Świątecznej Pomocy – mówi Maryla Rodowicz, gwiazda 31. finału
charytatywnej zbiórki w Łodzi. Artystka wspomina też Łódź i
zapowiada nowe albumy, ale też książkę kucharską.
Maryla Rodowicz 29 stycznia podczas charytatywnego konceru w ramach 31. finału WOŚP w Łodzi
fot. BK
Rozmawiamy
przed pani koncertem w ramach 31. finału Wielkiej Orkiestry
Świątecznej Pomocy w Łodzi. Czym dla pani jest Orkiestra?
Jestem z nią związana
od początku. Zagrałam sporo koncertów w ramach WOŚP i dałam
wiele fantów na licytacje. Zawsze wierzyłam w tę akcję. To jest
31. WOŚP i ludzie dalej tłumnie walą do puszek i przyklejają
sobie serduszka. Specjalnie włożyłam sweter z serduszkiem. To
piękna akcja. Tak samo, jak przyjmowanie uchodźców z Ukrainy czy
początek „Solidarności”. Możemy podpowiedzieć Unii
Europejskiej, że to są prawdziwe „kamienie milowe”, które
dowodzą, że Polacy mają wielkie serca.
Rozmawiamy w Łodzi. W piosence
„Gejsza nocy” śpiewa pani, że „akcja toczy się w mym mieście
Łodzi”, o klubach i hotelach Maxim, Centrum i Grand. Poza hotelem
Grand już nie ma tych miejsc. Czym dla pani jest Łódź, skoro
wyróżniła ją pani w piosence?
Bardzo lubię Łódź. Uważam, że
jest piękna, chociaż zaniedbana. Niedawno się dowiedziałam,
że w centrum Łodzi są kamienice bez kanalizacji. To jest
niesamowite. Żal mi tych ludzi i żal mi tego miasta. Zasługuje na to, żeby je odbudować, żeby
było piękne i odzyskało blask. Jest dużo pięknej
architektury.
A miejsca, o których pani śpiewa,
Central, Grand, Maxim? Bywała tam pani?
Pewnie. Miałam tutaj narzeczonego,
który był w hotelu Mazowieckim. Przyjeżdżałam do niego w nocy,
potajemnie. Wcześniej, kiedy miałam może 13 lat, mieszkał tu
brat mojej babci. Miał na imię Jan i był charakteryzatorem w
Teatrze Muzycznym. Niedawno grałam akustyczny koncert w tym teatrze
i spytałam, czy pamiętają Jana Szorkina. I portier powiedział:
„Tak, pamiętam. Mogę powiedzieć, jak umarł. Wchodziło się od
tyłu do teatru po schodkach. I tam dostał zawału”. W ten sposób
dowiedziałam się, jak zmarł. Właśnie do niego przyjeżdżaliśmy.
Tu kupiłam w Peweksie pierwsze jeansy. Już nie pamiętam, ile
kosztowały. Chyba 8 dolarów.
Czy pani jest surowym krytykiem
wykonań swoich piosenek przez innych, np. młodszych wykonawców?
Dwa lata tamu pani piosenka „Małgośka”, w wersji „Mateusz”,
była dość popularna w radiu. Czy podoba się pani, kiedy młodzi
biorą pani piosenki na warsztat?
Z ciekawością [ich] słucham, ale nie
lubię, jak ktoś śpiewa moje piosenki. Oczywiście każdy [je]
śpiewa, jak czuje. To często autorskie wykonania, które odbiegają
od pierwowzoru. Nie lubię, jak zmienia się linię melodyczną. To
piosenki na ogół napisane przez świetnych kompozytorów. Sama
rzadko zmieniam linię melodyczną. Z szacunkiem podchodzę do
kompozycji. A jak słyszę, że ktoś traktuje to bardzo swobodnie i
od początku improwizuje, to tego nie cierpię.
Czy nad czymś pani teraz pracuje?
Czy możemy się spodziewać czegoś fonograficznego od Maryli
Rodowicz?
Ależ Maryla Rodowicz się bardzo
rozwija i jest bardzo aktywna. Przeżywam drugie życie i mam bardzo
dużo, jak to się teraz mówi, projektów. Są też związane z
nowym wydawnictwem.
Jakim?
Płytowym.
Czy to będzie nowy, autorski
materiał?
Też, bo są planowane dwie płyty.
Jedna z nowymi utworami, a jedna z moimi hitami, ale nie powiem, w
jakim wykonaniu. Planuję też wydanie książki kucharskiej.
Ostatnio dwa albo trzy razy gotowałam dla TikToka. Tych [moich]
przepisów się uzbierało sporo. Moje dzieci też gotują i to
będzie rodzinna książka kucharska.
Ma pani popisowe danie?
Ależ oczywiście i to nie jedno. Moje
wszystkie są popisowe. Mój syn powiedział niedawno, że miałam
kiedyś dużo ciekawych przepisów i często gotowałam ciekawe
potrawy, a teraz, to chyba już mi się nie chce. Ale dla kogo mam
gotować? Mieszkam [sama] z kotami. Czasami na śniadanie wpada do
mnie młodszy syn. To śniadanie o 14, bo zwykle w piątek idzie na
imprezę i przyjeżdża do mnie w sobotę właśnie mniej więcej o
tej godzinie. To leniwe śniadanie, ale on świetnie gotuje, jak
wszystkie moje dzieci.
Kiedy płyty, kiedy książka?
Wszystko w tym roku.
Zaraz pani koncert.
Sypie śnieg?
Przestało.
Ale to ładnie, jak jest scena i pada śnieg.
Trochę jeszcze leży.
To dobrze. Byle na scenie nie leżał.
BK