fot. BK
25 czerwca 2025
13 lipca 2022
Teleskop Webba. Najgłębsze zdjęcie wszechświata
Najgłębsze zdjęcie wszechświata
fot. NASA
Zdjęcia z teleskopu
Webba dadzą materiał do badań na dekady – mówi Tomasz Banyś z
planetarium EC1 w Łodzi. NASA opublikowała też wykonaną przez
Webba analizę atmosfery jednej z planet. – Odkryto parę wodną;
jedno z zadań Webba to szukanie planet nadających się do życia – mówi Banyś.
BK
26 września 2021
Historia. Proces Nicolae Ceausescu, 25.12.1989, lektor PL [WIDEO]
Fragment programu TVP, prawdopodobnie 1990, VHS rip.
Wideo: https://pl-pl.facebook.com/szarynotesblog/videos/232530505402401
BK
2 kwietnia 2021
Kenia 2008. Spotkanie z babcią Baracka Obamy (1922-2021)
„TOK360”, TOK FM, 1 kwietnia 2021
Ten tydzień zaczął się dla Kenijczyków od informacji o śmierci Sary Obamy, przyrodniej babci byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy. Reporter TOK FM miał okazję ją poznać i to właściwie przypadkiem, bo dziennikarzem jest się przecież przez całą dobę.
Sara Obama (siedzi druga od prawej), Kogelo, Kenia 2008
fot. Karolina Sobel
https://audycje.tokfm.pl/podcast/104086,Podsumowanie-dnia-ruszyl-Spis-Powszechny-kilkugodzinny-chaos-w-zapisach-na-szczepienia-wojsko-wylaczylo-internet-w-Birmie
BK
30 marca 2021
Sara Obama 1922-2021
Moja relacja ze spotkania z Sarą Obamą w Kenii w 2008 r.
Reportaż z Kenii. Spotkanie z babcią Baracka Obamy
"Suplement", nr 7/2008
fot. Karolina Sobel
http://szarynotes.blogspot.com/2010/04/reportaz-z-kenii.html
BK
1 maja 2020
Czy zły chłopiec poradził sobie ze smogiem? Po wizycie na chińskim zielonym Expo
13 września 2019
12 września 2017
26 lutego 2011
Dziennik z podróży do Chin. Część 3
W marcu wysłałem do przedstawicielstwa Chińskiej Rady Stypendialnej w Brukseli podanie o językowe stypendium rządu chińskiego w Pekinie – www.csc.edu.cn. W lipcu przyszła informacja o przyjęciu.
Na początku wszystko było interesujące. Kolej transsyberyjska, nowa kultura. Później zaczął dokuczać mi smog i problemy w porozumieniu się z Chińczykami w języku angielskim. Na koniec groziło mi zatrzymanie na granicy.
27 sierpnia 2010
Za oknem góry, doliny, jeziora, tęcza. Wychodzę z mojego przedziału w wagonie drugiej klasy i robię fotografie moim małym aparatem.
Na podobne stypendium do mojego jedzie też w pociągu Tomasz z Niemiec. Często widzę go, kiedy fotografuje krajobraz.
– To różni studenta z Polski od studenta z Niemiec – powiedział Adam, jeden z zapoznanych w pociągu Polaków. – On w pierwszej klasie i z długim obiektywem w aparacie.
30 sierpnia 2010
W pokoju (dom akademicki Pekińskiego Uniwersytetu Językowego) jestem z Białorusinem Witalisem. Ma 21 lat, jest szczupły, wysoki, ma ciemne włosy. Jest pasjonatem chińskiej kultury. Przez trzy lata studiował sinologię w Mińsku.
31 sierpnia 2010
Pierwsze wrażenia. Sklepy są dobrze zaopatrzone. Ceny są niskie: piwo 3 juany (1 juan – 0,43 zł), porcja makaronu 6 juanów, papierosy 5 juanów. Mają McDonald'sy, Coca-Colę, Marlboro, MTV i CNN. Smog powoduje, że odległe budynki są za lekką mgłą. Chińczycy plują, a śmieci i niedopałki wyrzucają na ulicę. Nocą słabo widać gwiazdy.
Jedzą tu ryż, makarony, bułki na parze, mięsa, warzywa, ser sojowy. Tradycyjnym daniem w Pekinie jest kaczka.
Internet jest cenzurowany. MySpace, YouTube, Facebook i mój blog. Pojawia się komunikat „Nie można wyświetlić strony”.
7 września 2010
Przenieśliśmy się do nowego domu akademickiego. Ubikacja – dziura w podłodze – i łazienka są na korytarzu. Pokoje są po remoncie, z nowymi meblami. Jest telewizor i klimatyzacja. Mamy widok na ulicę.
Aby korzystać z biblioteki i stołówki, trzeba kupić kartę studencką. Wpłaca się na nią pieniądze i w ten sposób płaci w stołówce. Myślałem, że wyżywienie pokrywa stypendium.
9 września 2010
Witalis przyszedł z wiadomością, że nie można wypożyczać książek z biblioteki z powodu awarii komputerów. Ich naprawa potrwa dwa tygodnie. Aby zrobić zadanie domowe, chciał skorzystać w czytelni ze słownika. Na jednym piętrze powiedzieli mu, że aby skorzystać z czytelni, powinien mieć tytuł naukowy, na innym piętrze usłyszał, że już nie pracują, a na kolejnym piętrze, że słownika nie ma, bo to czytelnia czasopism. Witalis nie zrobił więc zadania domowego, a kiedy opowiedział o sytuacji wykładowcy, ten powiedział mu, że w takim razie słownik musi sobie kupić sam.
13 września 2010
Mieliśmy zajęcia z drugim wykładowcą. Robi się trudniej, bo zaczynamy posługiwać się tylko znakami. Zajęcia są na dobrym poziomie. Zapoznani studenci mówią mi, że ta uczelnia to najlepszy uniwersytet językowy.
Uczę się wymowy (dialekt mandaryński), łacińskiej transkrypcji pinyin, podstawowych zwrotów i znaków. Po dziesięciu dniach nauki powinienem znać ok. 150 znaków. Powinienem też umieć się przywitać, przedstawić siebie i swoją rodzinę, zamówić jedzenie, zrobić zakupy oraz zapytać o datę i godzinę.

Zajęcia na Pekińskim Uniwersytecie Językowym
fot. Romeo Ortiz
22 listopada 2010
Dziennik z podróży do Chin. Część 2
W marcu wysłałem do przedstawicielstwa Chińskiej Rady Stypendialnej w Brukseli podanie o językowe stypendium rządu chińskiego w Pekinie – www.csc.edu.cn. W lipcu przyszła informacja o przyjęciu.
Na początku wszystko było interesujące. Kolej transsyberyjska, nowa kultura. Później zaczął dokuczać mi smog i problemy w porozumieniu się z Chińczykami w języku angielskim. Na koniec groziło mi zatrzymanie na granicy.
24 sierpnia 2010
Wsiadłem do pociągu relacji Moskwa-Pekin. W przedziale leżał krępy chłopak.
– Cześć, jestem Altan. Pijesz?
Altan pochodzi z Kałmucji, ale ma też mongolskie obywatelstwo. Handluje pamiątkami sprowadzanymi z Mongolii. Ma 24 lata. Interesuje go boks.
30 sierpnia 2010
Dotarłem do Pekinu i na Pekiński Uniwersytet Językowy – Beijing Yuyan Daxue. Podróż metrem jest prosta. Bilet kosztuje 2 juany (1 juan – 0,43 zł), jest na nim mapa połączeń. Stacje opisane są w alfabecie łacińskim, a w wagonach są podświetlane tabliczki z przebiegiem trasy.
Kampus jest ogromny. Dostałem tymczasowy pokój, za który muszę płacić do 1 października. W pokoju jestem z Białorusinem Witalisem. Ma 21 lat, jest szczupły, wysoki, ma ciemne włosy. Jest pasjonatem chińskiej kultury. Przez trzy lata studiował sinologię w Mińsku.

Pekiński Uniwersytet Językowy
fot. BK
4 września 2010
Zarejestrowałem się na uczelni. Dostałem chińską kartę do telefonu komórkowego. Moje miesięczne stypendium wyniesie 1700 juanów. Jednorazowo dostałem też 1500. Nadali mi chińskie imię Baertuo.
6 września 2010
System zapisu chińskich znaków kształtował się przez ponad 3 tysiące lat. Są piktogramami – obrazkami, hieroglifami – oznaczającymi pojęcia. Podstawową jednostką jest sylaba. Jednej sylabie odpowiada jeden znak. Wyrazy składają się z jednej lub kilku sylab. Niemal każdy znak można podzielić na mniejsze elementy znaczeniowe. Liczbę znaków szacuję się na 50 tys. Wykształcony Chińczyk posługuje się 6-10 tys. Do lektury gazety potrzeba 2-3 tys., a do zrozumienia samej jej treści 1200-1500.
Język chiński jest językiem tonalnym. Sposób wypowiedzenia danego wyrazu decyduje o jego znaczeniu. Nie ma odmiany. Treść wynika z kontekstu i szyku.
Istnieje kilka dialektów, jednak znaki są dla nich wspólne. Najpopularniejszy dialekt to mandaryński – język urzędowy w Chnach – inaczej putonghua. W latach 50. władze uprościły znaki tego dialektu i stworzyły jego transkrypcję pinyin – fonetyczny zapis w alfabecie łacińskim. Standardowo wyrazy wielosylabowe zapisuje się w tej transkrypcji łącznie. – Pinyin tylko pomaga z nauce chińskiego – powiedziała pani Li, mój wykładowca. – Wszystkie chińskie książki i gazety pisane są znakami.
Poszczególnych znaków nie oddziela się odstępami. W druku mają podobną interpunkcję, z wyjątkiem kropki (mały okrąg) i wielokropka (sześciokropek). Liczby często podawane są po arabsku. Stosują tradycyjny przecinek, żeby oddzielić różne części zdania i odwrócony, kiedy wymieniają rzeczy, które mają ze sobą coś wspólnego.
Klawiatury w komputerach mają łaciński alfabet, a tylko niektóre przyciski są opisane chińskimi znakami. Kiedy Chińczycy piszą na komputerze, używają pinyin, a program proponuje odpowiednie znaki.
16 listopada 2010
Dziennik z podróży do Chin. Część 1
W marcu wysłałem do przedstawicielstwa Chińskiej Rady Stypendialnej w Brukseli podanie o językowe stypendium rządu chińskiego w Pekinie – www.csc.edu.cn. W lipcu przyszła informacja o przyjęciu.
Na początku wszystko było interesujące. Kolej transsyberyjska, nowa kultura. Później zaczął dokuczać mi smog i problemy w porozumieniu się z Chińczykami w języku angielskim. Na koniec groziło mi zatrzymanie na granicy.
23 sierpnia 2010
Pociąg relacji Praga-Moskwa odjechał z Katowic.
24 sierpnia 2010
Moskwa. Mauzoleum Lenina – pierwsze wrażenie: jest z plastiku. Dalej Muzeum Bułhakowa – zrobiłem obiecaną fotografię kota Behemota.
25 sierpnia 2010
Altan (mój towarzysz podróży z pociągu) zaprosił mnie do siebie do Kałmucji. Powiedział, że sfinansuje podróż i pobyt. Będziemy łowić ryby i polować.
28 sierpnia 2010
Rano minęliśmy Bajkał. Wieczorem przekroczyliśmy mongolską granicę. Altan kupił pierogi i soloną herbatę z mlekiem. Mówi, że Mongołowie ciężko pracują i tracą sól, kiedy się pocą.

Kolej transsyberyjska. Granica rosyjsko-mongolska
fot. BK
29 sierpnia 2010
Altan wysiadł w Ułan Bator. Mam teraz w przedziale Anglika, Francuza i Belgijkę.
Kierujemy się na południe. Temperatura rośnie i dochodzi do 30 stopni. Po horyzont rozciągają się stepy, a na nich owce, wielbłądy i małe drewniane wioski.
Minęliśmy pustynię Gobi.
Dotarliśmy do chińskiej granicy. Mongolscy mundurowi salutowali nam na pożegnanie, a w Chinach powitała nas muzyka klasyczna z głośników. Robotnicy zmieniali zestawy kołowe w pociągu, ponieważ w Mongolii i Chinach jest różny rozstaw torów.
Poznałem Ellen i Gene'a. Pochodzą z małego miasteczka niedaleko Seattle. Gene, starszy mężczyzna z siwą brodą, prowadzi tam sklep ze zdrową żywnością. Ellen, młoda malarka – miała wystawy w Ameryce i Berlinie, jest jego klientką. Gene powiedział jej, że chciałby wybrać się w podróż koleją transsyberyjską, ale nie ma z kim. Ellen zaproponowała, że z nim pojedzie.
Znalazłem na niebie Wielki Wóz.
30 sierpnia 2010
W pokoju jestem z Białorusinem Witalisem. Ma 21 lat, jest szczupły, wysoki, ma ciemne włosy. Jest pasjonatem chińskiej kultury. Przez trzy lata studiował sinologię w Mińsku.
18 kwietnia 2010
Reportaż z Kenii. Spotkanie z babcią Baracka Obamy
"Suplement", nr 7/2008
Samolot ląduje w Mombasie. Głos stewardessy obwieszcza z głośników: „Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrał senator Barack Obama”. Dla Kenii to historyczny dzień.

Sara Obama
fot. Karolina Sobel
– Czy cieszysz się, że wybory wygrał Barack Obama? – pytam naszego kierowcę w drodze z lotniska do centrum miasta. W matatu, czyli „minibusie” w lokalnym języku suahili, jadę z przyjaciółką z Polski i dwoma Kenijczykami. – Oczywiście, to syn naszej ziemi. Jego babcia mieszka w Kogelo.
„Obama, Obama!” – krzyczeli ludzie na ulicach miasta. „Czy znasz Obamę? Czy głosowałeś na niego?” – pytali białych i zachęcali do kupienia jego portretu.
Aby dostać się do Kogelo, trzeba przejechać autobusem lub pociągiem na wschód, nad Jezioro Wiktorii. Jest to ok. półtora dnia drogi, podczas której można zajrzeć do książki i zapoznać się z historią kraju.
„Do X wieku wybrzeże skolonizowane przez Arabów. Od XVI wieku pod panowaniem Portugalczyków. W 1886 roku włączono kraj do posiadłości brytyjskich, a w 1920 roku utworzono kolonię. Od lat 40. trwały walki o niepodległość, w których zginęło 13 500 Afrykańczyków i 100 Europejczyków. Niezależność uzyskano w 1963 roku. Za kadencji pierwszego prezydenta, Jomo Kenyatty, Kenia stanowiła przykład bogactwa i stabilności”.
W grudniu 2007 roku wybory prezydenckie wygrał Mwai Kibaki, lecz opozycja uznała je za sfałszowane. Wybuchły zamieszki, zginęło kilka tysięcy ludzi. – Policja strzelała pod moim domem, miasto było sparaliżowane – mówi Sebastian, Polak spotkany w Mombasie.
Wioska Kogelo
Po drodze trzeba zmienić autobus w Nairobi. Stolica – jedyne w Kenii miejsce z wysokimi wieżowcami – jest największym miastem w kraju. Ok. 18 km na południe, u stóp gór Ngong miała swoją farmę, ogrody i niski kamienny domek Karen Blixen, autorka „Pożegnania z Afryką”.
Tymczasem na ulicach Nairobi ludzie cały czas fetują zwycięstwo Obamy. Na chodnikach straganiarze rozkładają świeże gazety. „Nowy świt w Ameryce” – mówią tytuły – „Pierwsza rodzina”, „Ameryko, nadchodzimy!”, „Zwycięstwo przynosi dumę kenijskiej diasporze”, „Ameryka głosuje na zmiany i nadzieję”.
Po południu docieramy do Kisumu – handlowe miasto nad Jeziorem Wiktorii, jest senne, rozgrzane od popołudniowego słońca, a powietrze jest wilgotne od parującego deszczu. Wszystkie drogi biegną w dół w stronę jeziora i przypominają ogromny bazar obudowany odrapaną, kolonialną architekturą. Miejscowi cały czas nas pozdrawiają – „Obama, Obama!”. Noc spędzamy w hotelu.







