"Przed hejnałem", Radio Kraków, 28 maja 2013
5 marca 2013 r. czterech Polaków – Adam Bielecki, Artur Małek, Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka – weszło na położony w Karakorum ośmiotysięcznik Broad Peak. Było to pierwsze zimowe zdobycie szczytu. Podczas zejścia Kowalski i Berbeka zginęli.
fot. Wikipedia
W 2001 r. himalaista Krzysztof Wielicki ogłosił „Manifest zimowy”. Odpowiedzią na wezwanie stał się program Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015, kierowany przez Artura Hajzera. Miał wyławiać młode talenty, zdolne do zdobycia ostatnich niezdobytych zimą ośmiotysięczników. W ramach tego programu Bielecki, Małek, Kowalski i Berbeka dokonali pierwszego zimowego wejścia na znajdujący się na granicy Chin i Pakistanu Broad Peak. Śmierć Kowalskiego i Berbeki wywołała burzę. Dla niektórych był to koniec polskiego himalaizmu.
Co powoduje, że człowiek wystawia swoje ciało na granice wytrzymałości i ryzykując życie wspina się na szczyty wysokich gór? Jak zmienia się himalaizm? Jak z tragedii na Broad Peak powstał "medialny serial"? O wyprawie na szczyt łańcucha górskiego Karakorum 28 maja Sylwia Paszkowska rozmawiała z Przemysławem Wilczyńskim, który wraz z Bartkiem Dobrochem jest autorem książki „Broad Peak. Niebo i Piekło”.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/broad-peak-niebo-i-pieklo
wydawca: BK
19 lipca 2014
3 lipca 2014
Łzy w niebie, czyli Clapton w Oświęcimiu
www.suplement.us.edu.pl, czerwiec 2014
20 tys. osób bawiło się na zakończenie Life Festivalu 2014. Główną gwiazdą był brytyjski muzyk Eric Clapton.
20 tys. osób bawiło się na zakończenie Life Festivalu 2014. Główną gwiazdą był brytyjski muzyk Eric Clapton.
Eric Clapton w Oświęcimiu
fot. Konrad Kubuśka, LFO
– Jednym z elementów, które wpisuje
się w ideę, którą chciałem uwiarygodnić i wprowadzić w życie,
jest próba odczarowywania Oświęcimia, żeby nie kojarzył się
tylko i wyłącznie z obecnym Muzeum Auschwitz-Birkenau i z historią,
od której festiwal nie ucieka – mówił przed festiwalem w Radiu
Kraków Darek Maciborek, dyrektor trwającego między 25 a 28 czerwca
wydarzenia i dziennikarz radia RMF FM.
26 czerwca w ramach imprezy wystawiony
został spektakl warszawskiego Teatru 6.piętro „Słoneczni
chłopcy” Neila Simona w reżyserii Olgi Lipińskiej. W tytułowe
role wcielili się m.in. Krzysztof Kowalewski i Piotr Fronczewski.
Dzień później na stadionie MOSiR
wystąpiły m.in. amerykańsko-izraelska grupa Balkan Beat Box i
legenda grunge z Seattle Soundgarden.
Ostatniego dnia festiwalu wystąpiła
m.in. Edyta Bartosiewicz. Artystka po kilkunastu latach przerwała
fonograficzne milczenie wydanym w ubiegłym roku albumem „Renovatio”.
Na koncercie zabrzmiały m.in. „Sen”, „Szał”, „Zegar”,
cover Joy Division „Love Will Tear Us Apart” i na bis wzruszający
„Ostatni”.
O godz. 21 na scenie pojawił się Eric
Clapton. 69-letni dzisiaj muzyk karierę rozpoczął w latach 60. Już
wtedy nazywano go bogiem gitary. Grał m.in. w zespołach The
Yardbirds, Cream i Derek and the Dominos. Jego pierwszy solowy album
ukazał się w 1971 r. Dyskografię najlepszego białego bluesmana,
jak o nim mówią, zamyka wydana w ubiegłym roku płyta z coverami
utworów innych wykonawców „Old Sock”.
Podczas koncertu w Oświęcimiu
publiczność usłyszała m.in. „Pretending”, „Tell the Truth”,
„Crossroads” i „Cocaine”. Po spokojniejszej, bardziej
bluesowej pierwszej części występu poruszenie wywołały przeboje
„Tears in Heaven” i „Layla”. Występujący z Brytyjczykiem
klawiszowiec Paul Carrack zaśpiewał swoją piosenkę „How Long”,
którą w latach 70. wykonywał z grupą Ace. Zaśpiewał również
piosenkę wykonaną na bis – cover Joe Cockera „High Time We
Went”.
– Miałam problem z pieniędzmi, bo
na terenie festiwalu nie znalazłam bankomatu, a po wejściu nie
można było wyjść za bramę. Szkoda też, że na bis Clapton
zagrał tylko jedną piosenkę. Ale to nic – mówiła jedna z
uczestniczek. – Koncert bardzo mi się podobał i cały czas nucę
„Cocaine”!
Chociaż Brytyjczyk nie zagrał
„Wonderful Tonight”, to i tak tego wieczoru było pięknie.
BK
1 lipca 2014
29 czerwca 2014
W Bieruniu kształcą górników od 35 lat
Fragmenty artykułu ukazały się w
„Dzienniku Zachodnim” 27 czerwca 2014 r.
Na początku było jeszcze trochę
bałaganu. Było 15 nauczycieli, a uczniów nie było nawet 200.
Dzisiaj do Powiatowego Zespołu Szkół, jednej z największych tego
typu placówek w kraju, uczęszcza ponad 1 100 osób, w tym 560 na
kierunki górnicze, na które z roku na rok wzrasta zainteresowanie.
W tym roku szkolnym PZS obchodzi swój jubileusz.
Uczniowie PZS po wyjeździe z dołu kopalni w 1982 r.
fot. PZS Bieruń
„Był chłodny, kwietniowy poranek,
ćwierć wieku temu. Z autobusu wysiadł młody, zaspany synek. (...)
Idąc ścieżką pomiędzy łąkami spoglądał na nowe bloki
widniejące opodal i ogromny szyb nowoczesnej, jednej z największych
w Europie, kopalni. (...) Po chwili marszu ukazał mu się wielki,
jak na owe czasy, budynek szkoły. (...) Tak pamiętam moje pierwsze
wspomnienie związane z Bieruniem i szkołą. Ten młody synek to ja
(...) Drugi obraz przywołany z pamięci to konferencja nauczycieli
przed rozpoczęciem roku szkolnego. Pachnący farbą (jeszcze przez
kilka następnych miesięcy) budynek internatu. Mała świetlica.
Dyrektor, nauczyciele. Można ich policzyć na palcach obu rąk.
(...) Trzecia odsłona to początki nowego roku szkolnego. Nie ma
jeszcze auli, nie ma hali sportowej” – wspominał nauczyciel
Szczepan Ścisłowicz w publikacji „Srebrny Jubileusz”,
przygotowanej w 2003 r. na 25-lecie placówki.
– Pracowałem w szkole górniczej w
Chorzowie – mówi nauczyciel. – Dyrektorem był tam Stanisław
Sępa, który zorientował się, że w Bieruniu Nowym powstaje szkoła
górnicza przy kopalni Piast. Przeniósł się tutaj. W trakcie
luźnej rozmowy wyszło na to, że potrzebują tutaj elektryka i
mówi: „Ja bym się na pana miejscu nie zastanawiał, tym bardziej,
że będzie miał pan nową szkołę i szansę na mieszkanie” i
przyjechałem na rozmowę. Okazało się, że rzeczywiście nie mają
elektryka i tak zostałem przez pierwszy rok.
Ścisłowicz jest najdłużej
pracującym nauczycielem szkoły.
Na mocy decyzji kuratora oświaty 1
września 1978 r. w Zasadniczej Szkole Górniczej KWK Piast 176
uczniów, pod okiem 15 nauczycieli, rozpoczęło naukę na
kierunkach: górnik technicznej eksploatacji złóż, mechanik maszyn
i urządzeń górnictwa podziemnego oraz elektromonter górnictwa
podziemnego.
„Pierwszego września gotowych było
tylko kilka sal lekcyjnych, wszędzie kręcili się jeszcze
robotnicy, pracowały maszyny, było trochę bałaganu”. Tak o
początku pierwszego roku szkolnego w placówce mówił w wywiadzie
dla „Srebrnego Jubileuszu” pierwszy dyrektor Czesław Dziubek.
„Szkoła była częścią inwestycji
KWK »Piast«
i na wyposażenie klas w niezbędne sprzęty, w pomoce naukowe,
książki do biblioteki itd. pieniądze, właściwie bez ograniczeń,
dawała kopalnia – mówił Dziubek. – Nie było więc problemu
braku środków. Uczniowie otrzymywali znaczącą pomoc materialną,
byli wyposażeni w ubranie – kurtki, garnitury, koszule, buty itd.
Nie musieli kupować podręczników, zeszytów, przyborów szkolnych.
Najlepsi dostawali mundury galowe. Wszystko fundowała im kopalnia”.
„Uczniowie byli wtedy bardziej
dorośli, wiedzieli, po co przyjechali na Śląsk – żeby zdobyć
zawód, mieszkanie, żeby się urządzić. Nie widzieli przyszłości
w swoich stronach i dlatego podchodzili do życia poważniej” –
mówił były dyrektor.
Kolejnymi dyrektorami byli Stanisław
Sender, Henryk Kossowski i Mieczysław Zimirski. Od 2006 r. funkcję
tę pełni Teresa Horst. – Przez pierwsze lata dobrze się czułam
jako polonista, chętnie uczyłam, ale uznałam, że nic ciekawego
już w tej dziedzinie nie zrobię – mówi Horst. – Podczas
konkursu na dyrektora jury, złożone w dużej mierze z mężczyzn,
wyrażało obawy czy refleksje, jak kobieta poradzi sobie z
prowadzeniem szkoły technicznej, kobieta z wykształceniem
humanistycznym. Powiedziałam wtedy, że liczą się umiejętności
managerskie, czyli korzystanie z wiedzy ludzi, którzy znają się na
konkretnych dziedzinach, w tym naszych inżynierów.
Horst mówi o początkach szkoły: –
Piast to była nowa kopalnia, powstała dwa lata wcześniej. Plany
były bardzo poważne i w tamtym czasie to był bardzo duży zakład.
Pracowało tam ponad 11 tys. ludzi. Potrzeba było wykwalifikowanych
pracowników. Wówczas wybudowano szkołę.
Strajk w kopalni
Kiedy 13 grudnia 1981 r. wprowadzono w
Polsce stan wojenny, na kopalni rozpoczął się strajk. Górnicy
Piasta i pracownicy Przedsiębiorstwa Robót Górniczych w
Mysłowicach zaprotestowali w ten sposób przeciwko internowaniu ich
kolegów. Żądali uwolnienia aresztowanych działaczy związkowych i
zniesienia stanu wojennego.
„Podczas rozpoczętej jeszcze przed
północą 12 grudnia, specjalnej akcji »Jodła«
internowano większość działaczy NSZZ »Solidarność«
– piszą w książce »Historia
Górnego Śląska« Adam
Dziurok i Bernard Linek – do końca 1982 roku w ośrodkach
internowania osadzono ponad 1900 osób tylko z województwa
katowickiego. Proponowano im często paszporty i sugerowano wyjazd do
Niemiec. W proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego od 13 do
28 grudnia w blisko 50 zakładach (głównie kopalniach) w
województwie katowickim podjęto akcje strajkowe (...) Większość
strajków zakończyła dopiero interwencja wojska oraz
Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej (ZOMO)”.
„Nawet bardzo pogłębiona analiza
wydarzeń poprzedzających wybuch strajku na kopalni »Piast«
nie prowadzi do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co było jego
przyczyną” – pisze Andrzej Sznajder w publikacji „14 dni pod
ziemią”, wydanej przez IPN i Kompanię Węglową, właściciela
kopalni.
Na poziomie 650 m pod ziemią protest
rozpoczęło ok. 2 tys. górników. Był przygotowany plan
pacyfikacji. – Od podobnej tragedii, jak na kopalni Wujek uratował
nas prawdopodobnie fenomen tego strajku, prowadzenia go na dole
kopalni – mówił Augustyn Czarnynoga z NSZZ „Solidarność” w
filmie „Najdłuższa szychta”, przygotowanym przez kopalnię na
25. rocznicę strajku.
– Nikt z nas zjeżdżając na dół
nie myślał, że będzie to trwało tak długo – mówił w filmie
Kazimierz Graca, w 1981 r. górnik oddziału robót przygotowawczych.
Protestujący przedstawili trzy warunki zakończenia strajku:
bezpieczeństwo dla strajkujących, opieka lekarska i gwarancja
dalszej pracy. Na warunki zgodzili się dyrektor kopali i komisarz
wojskowy. Strajk zakończyło ok. 1 tys. pracowników. 28 grudnia ok.
godz. 20 wszyscy protestujący byli już na powierzchni. Był to
najdłuższy strajk po wprowadzeniu stanu wojennego.
Aresztowania i internowania osób
uznanych przez władzę za przywódców protestu rozpoczęły się
jeszcze tego samego wieczoru. Wyroki w procesach były
uniewinniające, ale po wypuszczeniu aresztowanych czekały na nich
kolejne zatrzymania. Większość protestujących zwolniono z pracy.
Jak śpiewał Jak Krzysztof Kelus słowa
Jana Michała Zazuli:
Wyjeżdżajcie już chłopcy od
Piasta
Pora chłopcy opuścić tę dziurę
Baby płaczą, napiekły wam ciasta
Złota klatka uniesie was w górę
Wyjeżdżajcie, już szychta
skończona
– W trakcie stanu wojennego nie było
większych problemów w funkcjonowaniu szkoły i we współpracy z
kopalnią – mówi Ścisłowicz. – Jedynie w początkowym okresie
uczniowie nie mogli wyjeżdżać do domów i upuszczać internatu po
godzinie policyjnej. – W trakcie strajku szkolne warsztaty na
kopalni zostały zawieszone. Zostały wznowione po jego zakończeniu.
Jak czytać internetowe rankingi lekarzy
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 24 kwietnia 2014
Podobno ponad 20% pacjentów przy wyborze lekarza kieruje się opiniami w internetowych serwisach rankingowych. Można w nich przeczytać, że neurolog z Krakowa jest dobry, bo jest miły.
fot. freeimages
Wybieramy się do restauracji i sprawdzamy w sieci, jak oceniają ją internauci, sprawdzamy też opinie o hotelach, wykładowcach i pracy innych osób czy instytucji. Podobnie jest z wyborem lekarza. Podobno co piąty pacjent kieruje się komentarzem przeczytanym w internecie. O tym, jak czytać takie rankingi, Sylwia Paszkowska rozmawiała 24 kwietnia z dr Katarzyną Turek-Fornelską, pediatrą i Rzecznik Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie i dr. Zbigniewem Okoniem, prawnikiem oraz specjalistą od prawa komputerowego, zwalczania nieuczciwej konkurencji i reklamy.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/jak-czytac-internetowe-rankingi-lekarzy
wydawca: BK
Podobno ponad 20% pacjentów przy wyborze lekarza kieruje się opiniami w internetowych serwisach rankingowych. Można w nich przeczytać, że neurolog z Krakowa jest dobry, bo jest miły.
fot. freeimages
Wybieramy się do restauracji i sprawdzamy w sieci, jak oceniają ją internauci, sprawdzamy też opinie o hotelach, wykładowcach i pracy innych osób czy instytucji. Podobnie jest z wyborem lekarza. Podobno co piąty pacjent kieruje się komentarzem przeczytanym w internecie. O tym, jak czytać takie rankingi, Sylwia Paszkowska rozmawiała 24 kwietnia z dr Katarzyną Turek-Fornelską, pediatrą i Rzecznik Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie i dr. Zbigniewem Okoniem, prawnikiem oraz specjalistą od prawa komputerowego, zwalczania nieuczciwej konkurencji i reklamy.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/jak-czytac-internetowe-rankingi-lekarzy
wydawca: BK
22 czerwca 2014
Tadeusz Huk gościem programu "Przed hejnałem"
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 1 maja 2014
Aktor teatralny, kinowy i telewizyjny. Twórca ok. stu ról. Absolwent Wydziału Aktorskiego krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Po studiach związany z Teatrem im. Słowackiego, a następnie z Teatrem Starym.
fot. materiały prasowe
„Teatralny arbiter elegantiarum, o zniewalającym męskim uroku, łączy intelektualny dystans, dyscyplinę i precyzję z siłą ekspresji, autoironią, wyrafinowanym poczuciem humoru. Jest aktorem o bardzo szerokim emploi, zaskakuje różnorodnością teatralnych wcieleń – klasyczny i nowoczesny, formalny i emocjonalny, tragik i komik” – m.in. tak mówią o dzisiejszym gościu Sylwii Paszkowskiej. Zapraszamy na spotkanie.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/tadeusz-huk-gosciem-programu-przed-hejnalem
wydawca: BK
Aktor teatralny, kinowy i telewizyjny. Twórca ok. stu ról. Absolwent Wydziału Aktorskiego krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej. Po studiach związany z Teatrem im. Słowackiego, a następnie z Teatrem Starym.
fot. materiały prasowe
„Teatralny arbiter elegantiarum, o zniewalającym męskim uroku, łączy intelektualny dystans, dyscyplinę i precyzję z siłą ekspresji, autoironią, wyrafinowanym poczuciem humoru. Jest aktorem o bardzo szerokim emploi, zaskakuje różnorodnością teatralnych wcieleń – klasyczny i nowoczesny, formalny i emocjonalny, tragik i komik” – m.in. tak mówią o dzisiejszym gościu Sylwii Paszkowskiej. Zapraszamy na spotkanie.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/tadeusz-huk-gosciem-programu-przed-hejnalem
wydawca: BK
18 czerwca 2014
Chorzy na niejedzenie
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 12 maja 2014
Anoreksja dotyka rocznie 1 na 10 tys. osób, głównie poniżej 25. roku życia.
fot. freeimages
Nieleczona anoreksja może prowadzić do śmierci nawet 10% chorych. Jak ją rozpoznać, jakie są jej przyczyny, jak możemy pomóc, kiedy zachoruje ktoś z naszego otoczenia i na co powinni zwracać uwagę rodzice, aby uchronić dzieci przed chorobą?
12 maja gośćmi Sylwii Paszkowskiej byli dr Maciej Pilecki, psychiatra i ordynator Oddziału Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, Anna Grabowska, psycholog i psychodietetyk oraz pani Ewelina, która z chorobą zmagała się przez 10 lat.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/chorzy-na-niejedzenie
wydawca: BK
Anoreksja dotyka rocznie 1 na 10 tys. osób, głównie poniżej 25. roku życia.
fot. freeimages
Nieleczona anoreksja może prowadzić do śmierci nawet 10% chorych. Jak ją rozpoznać, jakie są jej przyczyny, jak możemy pomóc, kiedy zachoruje ktoś z naszego otoczenia i na co powinni zwracać uwagę rodzice, aby uchronić dzieci przed chorobą?
12 maja gośćmi Sylwii Paszkowskiej byli dr Maciej Pilecki, psychiatra i ordynator Oddziału Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, Anna Grabowska, psycholog i psychodietetyk oraz pani Ewelina, która z chorobą zmagała się przez 10 lat.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/chorzy-na-niejedzenie
wydawca: BK
11 czerwca 2014
"Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak". Jacek Hugo-Bader w Radiu Kraków
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 11 czerwca 2014
Kiedy reporter Jacek Hugo-Bader zadzwonił do Jacka Berbeki z prośbą, aby zabrał go na Broad Peak, usłyszał w słuchawce krzyk i odmowę. Jacek Berbeka planował wyruszyć na poszukiwanie ciał swojego brata Macieja i Tomasza Kowalskiego, którzy w marcu 2013 r. zginęli schodząc ze szczytu.
Jacek Hugo-Bader podczas wyprawy na Broad Peak
fot. archiwum Jacka Hugo-Badera
Reporter postanowił napisać: „Niech mnie Pan weźmie na tę wyprawę! Błagam”. Udało się. W czerwcu 2013 r. wyruszyli w składzie: Jacek Berbeka, Jacek Jawień, Krzysztof Tarasiewicz, Jacek Hugo-Bader. Towarzyszyli im Alicja i Marek Kowalscy, rodzice Tomasza i Agnieszka Kopral, jego narzeczona. Ciało Tomasza udało się odnaleźć.
5 marca 2013 r. Adam Bielecki, Artur Małek, Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka dokonali pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak w górach Karakorum. Podczas zejścia Kowalski i Berbeka zginęli.
Z wyprawy poszukiwawczej powstała książka „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak”, która w 2014 r. ukazała się nakładem wydawnictwa Znak i którą czytamy na antenie Radia Kraków. Z autorem Sylwia Paszkowska rozmawiała 11 czerwca.
Zapis fragmentów rozmowy Sylwii Paszkowskiej z Jackiem Hugo-Baderem
W książce stawia pan tezę, że himalaiści są jak współcześni gladiatorzy, uzależnieni od tego, co robią.
Jacek Hugo-Bader: Gladiatorzy od niczego nie byli uzależnieni, to byli niewolnicy.
A uzależnienie od pasji to nie jest jakaś niewola?
Można by było nad tym dyskutować, ale to byłaby głęboka filozoficzna dyskusja, a ja jestem prostym człowiekiem, wolałbym na troszkę niższych rewirach się poruszać. Jest to z pewnością rodzaj uzależnienia, sami himalaiści o tym mówią. Każda duża pasja uzależnia, więc jest to też rodzaj ograniczenia wolności podobnie jak hazard, alkohol itd.
Napisał pan w swojej książce, że dzisiaj himalaiści robią spektakl dla wszystkich, który można obserwować online.
Tak, i to nie jest tak, że oni nie mają na to wpływu, gdyż z nimi nie wchodzą na górę paparazzi, oni sami biorą ze sobą aparaty i wysyłają zdjęcia na każdym kroku. Himalaiści chcą celebrować swoje zdobywanie gór, chcą być gwiazdami. Chcą też mieć tę wartość reklamową, bo kto zapłaci za wyczyn, którego nikt nie zobaczy. Chodzi o to, że musisz być zobaczony. Oni się sami sprzedali, sami zamienili ten sport z niestadionowego na stadionowy. Nie mogą grymasić, że media pchają się im z buciorami w życie, bo to nie ja zgwałciłem himalaistów, ich rodziny, ich bliskich z tym, że wszedłem w ich życie. Nie, na to się nigdy nie zgodzę. To oni mnie zaprosili do swojego życia, do sportu. Ja tylko wykonuję swoją pracę. To było ich zaproszenie, ja tylko z niego skorzystałem.
W swojej książce pisze pan o pracy Zdzisława Jana Ryna mówiącej o tym, że osoby, które raz wyjdą na taką wysokość i coś pójdzie nie tak, już nigdy nie będą normalne.
Tak, osoby, które przejdą deteriorację, tę chorobę wysokogórską, muszą liczyć się z tym, że każda taka choroba pozostawia trwałe ślady w psychice człowieka. On już zawsze będzie miał zmienioną psychikę. Nikt tego tak do końca nie zbadał, pan profesor miał 40 pacjentów. 11 z nich miało trwałe ślady w mózgu, zmiany w kierunku psychopatycznym. Oczywiście nie chodzi o to, że te osoby są chore psychicznie, są to tylko zmiany w tym kierunku.
To się bardzo nie spodobało w środowisku.
To nie ja robiłem te badania, ja tylko o nich napisałem. Reportaż jest od tego, żeby coś znalazł i przedstawił swoim czytelnikom.
Czytając pana książkę można się naprawdę wzruszyć. Pisze pan np. o motywacji pozasportowej, która pchała Tomasza Kowalskiego na górę.
Himalaiści mówią, że oni pakują się tam z miłości do gór. To jest taka miłość, bez której nie można już żyć.
Stawia pan tezę, że oni uciekają od zwykłego życia.
Właśnie tak. Dla nich fikcyjne życie to jest to, kiedy oni wracają na nizinę do domów, do swoich rodzin, a prawdziwe życie mają tylko tam. My jedziemy na wakacje, żeby tam pobyć, ale wracamy później do naszego prawdziwego życia – oni mają na odwrót. To jest moja prywatna teoria na ten temat.
Dla mnie postać Tomasza Kowalskiego była tą najbardziej tragiczną, ponieważ to był człowiek, który znakomicie funkcjonował w tym normalnym świecie. Miał bardzo wielu przyjaciół, wszyscy go uwielbiali.
Tak. Dlatego, że on miał życie poza górami.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/dlugi-film-o-milosci-powrot-na-broad-peak-jacek-hugo-bader-w-radiu-krakow-23265
wydawca: BK
Kiedy reporter Jacek Hugo-Bader zadzwonił do Jacka Berbeki z prośbą, aby zabrał go na Broad Peak, usłyszał w słuchawce krzyk i odmowę. Jacek Berbeka planował wyruszyć na poszukiwanie ciał swojego brata Macieja i Tomasza Kowalskiego, którzy w marcu 2013 r. zginęli schodząc ze szczytu.
Jacek Hugo-Bader podczas wyprawy na Broad Peak
fot. archiwum Jacka Hugo-Badera
Reporter postanowił napisać: „Niech mnie Pan weźmie na tę wyprawę! Błagam”. Udało się. W czerwcu 2013 r. wyruszyli w składzie: Jacek Berbeka, Jacek Jawień, Krzysztof Tarasiewicz, Jacek Hugo-Bader. Towarzyszyli im Alicja i Marek Kowalscy, rodzice Tomasza i Agnieszka Kopral, jego narzeczona. Ciało Tomasza udało się odnaleźć.
5 marca 2013 r. Adam Bielecki, Artur Małek, Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka dokonali pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak w górach Karakorum. Podczas zejścia Kowalski i Berbeka zginęli.
Z wyprawy poszukiwawczej powstała książka „Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak”, która w 2014 r. ukazała się nakładem wydawnictwa Znak i którą czytamy na antenie Radia Kraków. Z autorem Sylwia Paszkowska rozmawiała 11 czerwca.
Zapis fragmentów rozmowy Sylwii Paszkowskiej z Jackiem Hugo-Baderem
W książce stawia pan tezę, że himalaiści są jak współcześni gladiatorzy, uzależnieni od tego, co robią.
Jacek Hugo-Bader: Gladiatorzy od niczego nie byli uzależnieni, to byli niewolnicy.
A uzależnienie od pasji to nie jest jakaś niewola?
Można by było nad tym dyskutować, ale to byłaby głęboka filozoficzna dyskusja, a ja jestem prostym człowiekiem, wolałbym na troszkę niższych rewirach się poruszać. Jest to z pewnością rodzaj uzależnienia, sami himalaiści o tym mówią. Każda duża pasja uzależnia, więc jest to też rodzaj ograniczenia wolności podobnie jak hazard, alkohol itd.
Napisał pan w swojej książce, że dzisiaj himalaiści robią spektakl dla wszystkich, który można obserwować online.
Tak, i to nie jest tak, że oni nie mają na to wpływu, gdyż z nimi nie wchodzą na górę paparazzi, oni sami biorą ze sobą aparaty i wysyłają zdjęcia na każdym kroku. Himalaiści chcą celebrować swoje zdobywanie gór, chcą być gwiazdami. Chcą też mieć tę wartość reklamową, bo kto zapłaci za wyczyn, którego nikt nie zobaczy. Chodzi o to, że musisz być zobaczony. Oni się sami sprzedali, sami zamienili ten sport z niestadionowego na stadionowy. Nie mogą grymasić, że media pchają się im z buciorami w życie, bo to nie ja zgwałciłem himalaistów, ich rodziny, ich bliskich z tym, że wszedłem w ich życie. Nie, na to się nigdy nie zgodzę. To oni mnie zaprosili do swojego życia, do sportu. Ja tylko wykonuję swoją pracę. To było ich zaproszenie, ja tylko z niego skorzystałem.
W swojej książce pisze pan o pracy Zdzisława Jana Ryna mówiącej o tym, że osoby, które raz wyjdą na taką wysokość i coś pójdzie nie tak, już nigdy nie będą normalne.
Tak, osoby, które przejdą deteriorację, tę chorobę wysokogórską, muszą liczyć się z tym, że każda taka choroba pozostawia trwałe ślady w psychice człowieka. On już zawsze będzie miał zmienioną psychikę. Nikt tego tak do końca nie zbadał, pan profesor miał 40 pacjentów. 11 z nich miało trwałe ślady w mózgu, zmiany w kierunku psychopatycznym. Oczywiście nie chodzi o to, że te osoby są chore psychicznie, są to tylko zmiany w tym kierunku.
To się bardzo nie spodobało w środowisku.
To nie ja robiłem te badania, ja tylko o nich napisałem. Reportaż jest od tego, żeby coś znalazł i przedstawił swoim czytelnikom.
Czytając pana książkę można się naprawdę wzruszyć. Pisze pan np. o motywacji pozasportowej, która pchała Tomasza Kowalskiego na górę.
Himalaiści mówią, że oni pakują się tam z miłości do gór. To jest taka miłość, bez której nie można już żyć.
Stawia pan tezę, że oni uciekają od zwykłego życia.
Właśnie tak. Dla nich fikcyjne życie to jest to, kiedy oni wracają na nizinę do domów, do swoich rodzin, a prawdziwe życie mają tylko tam. My jedziemy na wakacje, żeby tam pobyć, ale wracamy później do naszego prawdziwego życia – oni mają na odwrót. To jest moja prywatna teoria na ten temat.
Dla mnie postać Tomasza Kowalskiego była tą najbardziej tragiczną, ponieważ to był człowiek, który znakomicie funkcjonował w tym normalnym świecie. Miał bardzo wielu przyjaciół, wszyscy go uwielbiali.
Tak. Dlatego, że on miał życie poza górami.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/dlugi-film-o-milosci-powrot-na-broad-peak-jacek-hugo-bader-w-radiu-krakow-23265
wydawca: BK
9 czerwca 2014
Zegarek. Co mówi o właścicielu?
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 9 czerwca 2014
Jest pierwszą rzeczą, po którą sięgamy po przebudzeniu i ostatnią, którą ściągamy przed snem – zegarek. Jego cyferblat zdradza zaskakująco wiele o swoim właścicielu.
fot. BK
Zegary są wszędzie. Gdziekolwiek się nie znajdziemy, to gdzieś w pobliżu na pewno możemy sprawdzić godzinę. Zegarki mamy w komputerach, na tablicach ogłoszeniowych, w biurach, a w przestrzeni publicznej Krakowa mamy prawdziwe cuda – niestety coraz częściej z elektronicznymi mechanizmami. 9 czerwca w „Przed hejnałem” Sylwia Paszkowska rozmawiała o tym z Wojciechem Strojnym, zegarmistrzem i Michałem Rzepką, również zegarmistrzem i wieloletnim konserwatorem zegarów antycznych w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/zegarek-co-mowi-o-wlascicielu
wydawca: BK
Jest pierwszą rzeczą, po którą sięgamy po przebudzeniu i ostatnią, którą ściągamy przed snem – zegarek. Jego cyferblat zdradza zaskakująco wiele o swoim właścicielu.
fot. BK
Zegary są wszędzie. Gdziekolwiek się nie znajdziemy, to gdzieś w pobliżu na pewno możemy sprawdzić godzinę. Zegarki mamy w komputerach, na tablicach ogłoszeniowych, w biurach, a w przestrzeni publicznej Krakowa mamy prawdziwe cuda – niestety coraz częściej z elektronicznymi mechanizmami. 9 czerwca w „Przed hejnałem” Sylwia Paszkowska rozmawiała o tym z Wojciechem Strojnym, zegarmistrzem i Michałem Rzepką, również zegarmistrzem i wieloletnim konserwatorem zegarów antycznych w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/zegarek-co-mowi-o-wlascicielu
wydawca: BK
2 czerwca 2014
Kim jest współczesny młody mężczyzna?
"Przed hejnałem", Radio Kraków, 2 czerwca 2014
Czy tradycyjny typ mężczyzny odchodzi do lamusa?
fot. archiwum RK
Typów jest wiele. Trzeba je zaakceptować i szukać alternatyw w znalezieniu z nimi wspólnego języka? Taką tezę postawił miesięcznik „Znak” publikując kilka miesięcy temu „Atlas polskich mężczyzn”.
Jak młody mężczyzna może pokazać dzisiaj swoją męskość? O tym Sylwia Paszkowska rozmawiała dzisiaj z Martą Duch-Dyngosz z miesięcznika „Znak” i dr Anną Tylikowską, psychologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/kim-jest-wspolczesny-mlody-mezczyzna
wydawca: BK
Czy tradycyjny typ mężczyzny odchodzi do lamusa?
fot. archiwum RK
Typów jest wiele. Trzeba je zaakceptować i szukać alternatyw w znalezieniu z nimi wspólnego języka? Taką tezę postawił miesięcznik „Znak” publikując kilka miesięcy temu „Atlas polskich mężczyzn”.
Jak młody mężczyzna może pokazać dzisiaj swoją męskość? O tym Sylwia Paszkowska rozmawiała dzisiaj z Martą Duch-Dyngosz z miesięcznika „Znak” i dr Anną Tylikowską, psychologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zapis fragmentów
rozmowy Sylwii Paszkowskiej z Martą Duch-Dyngosz i dr Anną
Tylikowską
Z sondażu wyborczego Ipsos
wynikało, że ponad 74% głosujących na Korwin-Mikkego i Nową
Prawicę to mężczyźni, a 3/4 z nich to wyborcy w wieku 18-39 lat.
Po zobaczeniu tych sondaży zaczęłam się zastanawiać, kim dzisiaj
jest młody mężczyzna. Czy takie wyniki oznaczają, że młodzi
mężczyźni mają skrajnie konserwatywne poglądy, są męskimi
szowinistami, że faszyzują, a kobietę widzą w kuchni i sypialni?
Czy może jest tak, jak napisał nasz słuchacz, że w tej grupie
wiekowej są ludzie, którzy właśnie założyli i prowadzą własną
działalność gospodarczą i głosowali na Korwin-Mikkego dla
poparcia jego programu w zakresie gospodarki i podatków, a tak
naprawdę cała reszta tego, co mówi, ich nie interesuje?
Anna Tylikowska: Myślę, że nie do
końca tak jest, ludzie wybierają polityków głównie według
kryteriów światopoglądowych, a nie gospodarczych. W Korwin-Mikkem atrakcyjne jest to, że jest politykiem bardzo szczególnym w takim
sensie, że jest wyrazisty, zbuntowany, oryginalny, a to są wzorcowe
cechy dorastającego młodego człowieka, nie tylko mężczyzny, ale
może u mężczyzn jest to bardziej widoczne. Janusz Korwin-Mikke
jest w moich oczach takim „Piotrusiem Panem” w tym sensie, że
jest wiecznym chłopcem nieakceptującym pewnych norm, które są
ustalone i które wszyscy akceptują. Nic dziwnego, że może podobać
się młodym mężczyznom, imponować im dlatego, że wielu mężczyzn
jest na etapie poszukiwań, na które sposobem jest bunt łamiący
normy.
W swoim „Atlasie mężczyzn”
napisała pani, że ten dawny, tradycyjny model mężczyzny odchodzi
do lamusa. Nie ma co po nim płakać, gdyż świat się zmienia i
musi się zmienić też mężczyzna. Ten tradycyjny typ to tylko
jeden z wielu.
Marta Duch-Dyngosz: Tak. Celem tego
„Atlasu” było pokazanie, jak różnie możemy popatrzeć na
męskość, jak różne są jej definicje. Wydaje mi się, że
tradycyjny wzorzec mężczyzny jest tym nadal obowiązującym. Wciąż
się do niego odwołujemy i stąd też wynika cała dyskusja o
kryzysie męskości, w której mężczyzna przedstawiany jest jako
słaby, niepotrafiący podołać swoim obowiązkom, mający problem z
wzięciem na siebie odpowiedzialności za rodzinę, pracę. Pojawia
się więc to pytanie, gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni.
Wydaje mi się, że to budzi pewien protest wśród samych mężczyzn,
gdyż w ostatnich latach cały czas dyskutujemy o kobietach,
natomiast takiej dyskusji o mężczyznach, ich roli i jej
zmieniających się wizerunkach nie ma.
Czy mężczyzna poczuł się
osaczony przez kobietę?
Marta Duch-Dyngosz: Myślę, że można
tak powiedzieć. Część mężczyzn mogła poczuć się w jakiś
sposób dotknięta tym obrazowaniem. Rozmowa o mężczyźnie w Polsce
jest zupełnie czymś nowym. Patrząc na reakcję czytelników na
numer „Znaku”, w którym opublikowany został „Atlas polskich
mężczyzn”, zauważyłam, jak trudno było ich przekonać, że
jest to poważny temat, którym należy się zająć nie tylko w
kolorowych pismach, ale poddać również poważnej refleksji.
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam
wyniki wyborów i sukces Nowej Prawicy Korwin-Mikkego, doszłam do
wniosku, że być może to jest reakcja młodych mężczyzn na
genderyzm, którym wszystkich się straszy.
Anna Tylikowska: Gender, jako pewna
problematyka naukowa, zajmuje się znaczeniem spraw związanych z
płcią, ale też z męskością i z kobiecością. Pomaga rozpoznać
to, co wyróżnia, dzieli, łączy m.in. kobiety i mężczyzn. Faktem
jest, że ludzie nie za bardzo wiedzą, co to jest gender, gdyż
wyjaśnienie tego terminu nie pojawia się w naszej publicznej
dyskusji, dlatego może to być dla nich groźne. Przemiany
społeczno-kulturowe związane z gender służą też mężczyznom.
Nie sądzę więc, żeby była to kwestia osaczenia jakimś genderem,
tylko tego, że nasze czasy są trudne. Jesteśmy przeładowani
informacjami i mało kto sobie z tym radzi, więc szukamy jakichś
prostych, wyrazistych rozwiązań, a Janusz Korwin-Mikke jest właśnie
taki prosty i wyrazisty. Nasza teraźniejszość jest ciężka, jest
pełno niejasnych ról. Kiedyś było inaczej, człowiek od dziecka
miał jasno określoną rolę, czy to zawodową, czy społeczną.
Teraz musi on definiować siebie właściwie od zera, a możliwości
definicyjnych jest mnóstwo. To wymaga podejmowania decyzji, a każda
z nich jest dla nas bolesna i problematyczna. W związku z tym
brakuje nam poczucia bezpieczeństwa, dlatego szukamy czegoś
trwałego.
http://www.radiokrakow.pl/audycje/przed-hejnalem/kim-jest-wspolczesny-mlody-mezczyzna
wydawca: BK
Subskrybuj:
Posty (Atom)









