23 czerwca 2012

Pofrunęli z Eluce

www.suplement.us.edu.pl, czerwiec 2012

Zróbcie hałas dla nauczycieli, którzy czują misję! – mówił L.U.C podczas koncertu 20 czerwca w krakowskim klubie Forty Kleparz. Występ pod nazwą „Fruń za pasją” odbył się w ramach Grolsch ArtBoom Festivalu.

L.U.C w Fortach Kleparz

fot. KM

4. edycja festiwalu prezentującego sztukę w przestrzeni publicznej odbywa się w dniach 19-29 czerwca. W tym roku hasłem przewodnim jest „Twierdza Kraków – Festung Krakau”. Przez dwa tygodnie prezentowane są projekty m.in. Guerrilla Girls, Grupy Voina, Ai Weiweia, Doroty Nieznalskiej i Mirosława Bałki.

Łukasz „L.U.C” Rostkowski, to osoba działająca na wielu artystycznych płaszczyznach. Pierwszą płytę nagrał w 2004 roku w Kanale Audytywnym. W ramach akcji Pospolite Ruszenie sprzeciwia się kiczowatym remontom budynków. Podczas krakowskiego festiwalu zorganizowany został konkurs ReFRESZ. Spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe zgłaszały budynki, które wymagają renowacji i artystycznej interwencji. Zwyciężył blok na krakowskim osiedlu Ruczaj. Jego elewacja zostanie odmalowana na podstawie projektu stworzonego przez zaproszonych artystów.

Na Kleparzu wrocławski raper wykonał piosenki z wydanej w 2011 roku płyty „Planet L.U.C. Kosmostumostów”. Występy promujące album muzyk określa jako „koncertokomiksy”. Piosenkom towarzyszą wyświetlane na ekranach animacje, publiczność dostaje naklejki. – Projekt Planeta składa się z wielu ścieżek, tak jak planeta ma wiele stron, w które można pójść – mówił L.U.C dla „Suplementu”.

„Choć pali dużo, student to nie Lexus / Jego się nie oblewa i nie leczy nim kompleksów” – śpiewał L.U.C. Podczas piosenki „Wrometamorfoza” pojawił się na scenie w peruce, z gitarą-zabawką buchającą zimnym ogniem.

– Jedyne, co mam mu do zarzucenia, to puszczanie z nagrań fragmentów, które na płycie śpiewają goście, ale i tak bardzo mi się podobało – mówiła jedna z uczestniczek.

Po wykonaniu „Pospolitego Ruszenia”, na rękach publiczności L.U.C odfrunął do garderoby.

BK

2 czerwca 2012

Katowice Europejską Stolicą Młodzieży?

"Suplement", nr 2/2012

– Starania miasta o tytuł ESM są naturalną konsekwencją wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – mówi Łukasz Kałębasiak z „Miasta Ogrodów”. – Byliśmy od niego o krok, a energia, którą wyzwolili w sobie mieszkańcy miasta, szczególnie ci młodzi, nie powinna zostać zmarnowana.


Street Art Festival (20-29 kwietnia). Koparki obszyte przez Olek przed Spodkiem

fot. Paweł Mrowiec

Pomysłodawcą i organizatorem kandydatury stolicy naszego województwa do tytułu w 2015 roku jest Instytucja Kultury „Katowice – Miasto Ogrodów” (do września 2011 roku „Katowice 2016 Biuro ESK”). Zdobycie tytułu, zdaniem organizatorów, oznaczałoby dla Katowic wzrost popularności i atrakcyjności turystycznej, zainteresowanie mediów, możliwość realizacji nowych pomysłów oraz pobudzenie życia kulturalnego miasta zwycięskiego i sąsiadujących miast i gmin, a także możliwość pozyskania nowych źródeł finansowania publicznego.

Ambasadorami starań o tytuł dla Katowic zostali: wokalistki Ania Brachaczek i Asia Mina, dziennikarz Kamil Durczok, himalaista Artur Hajzer, pisarz Wojciech Kuczok, kabaret Mumio, muzyk Artur Rojek oraz operator Adam Sikora.

Czy marzenie się spełni?

Hasłem katowickich starań jest „Miasto marzeń”. Nawiązuje ono do sloganu „Miasto ogrodów”, stworzonego na potrzeby walki o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (zwyciężył Wrocław). „Przyjazne miasto, które pobudza wszystkie zmysły i zachęca do działania, nie mogłoby istnieć, gdyby nie marzenia jego mieszkańców – podają organizatorzy. – Szczególne znaczenie w tworzeniu idealnego miasta mają marzenia młodych. To oni stanowią o kształcie jutra. To od ich aspiracji, pragnień i możliwości zależy, jak Katowice będą wyglądały za 5, 10, 20 lat”.

Młodzi rządzą!

Działania w ramach kandydatury oparte są o sześć bloków tematycznych: wydarzenia kulturalne, muzyka i film, sport, aktywność społeczna, aktywność obywatelska oraz przedsiębiorczość. Wykreowaniu pomysłów na działania mają służyć m.in. debaty Rady Konsultacyjnej Młodych. W skład rady wchodzą reprezentanci stowarzyszeń i organizacji działających na rzecz młodzieży i realizujących projekty z ludźmi młodymi, m.in. Forum Studentów AEGEE Katowice.

Spotkania rady rozpoczęły się w grudniu 2011 roku. Ich celem nadrzędnym jest stworzenie spójnej koncepcji działań dedykowanych młodzieży. Rada jest również głównym autorem złożonego już wniosku aplikacyjnego o tytuł. – Wśród członków stowarzyszeń wspierających nasze starania jest wiele studentów UŚ – mówi Łukasz Kałębasiak z Instytucji Kultury „Katowice – Miasto Ogrodów”. – Chęć dołączenia do Rady Młodych deklaruje działające na uczelni stowarzyszenie AIESEC.

Plany, plany, plany

W dniach 21-31 marca do wspólnych starań organizator zachęcał hasłem „Dream, it Works!”. Głównym wydarzeniem w tych dniach była oficjalna inauguracja pod nazwą „Młodzi na start”, która miała miejsce 28 marca w Bibliotece Śląskiej w Katowicach. – Podczas spotkania wiedzą podzielił się z nami m.in. Marcello Ingrassia, zaangażowany w projekt Europejska Stolica Młodzieży Turyn 2010 – mówi Kałębasiak. – Przekonywał nas, że mamy szansę na tytuł, jeśli przekonamy urzędników, aby zaufali młodzieży, wsłuchali się w jej głos i oddali część decyzji jej dotyczących w ręce młodych ludzi. Że jest to możliwe, udowadniał przykład Młodych Burmistrzów dzielnicy Lewisham w Londynie, którzy również przyjechali do Katowic.

Do tej pory organizatorzy proponowali również m.in.: spacer Wschodząc nad Rawą oraz warsztaty muzyczne z beatboxu z Minixem, kulinarne z Patrycją Walter, designerskie z Grupą Wzorro, taneczne z Maciejem Florkiem, a także koncert Cool Kids of Death, konkurs literacki i plastyczny „Katowice. Moje Miasto Marzeń” oraz Katowice Street Art Festival.

– Najbardziej spektakularne plany, wpisane w program kulturalny starań, to największe festiwale wpisane w pejzaż Katowic, Off Festival i Tauron Nowa Muzyka – mówi Kałębasiak – ale i mniejsze, bardziej społeczne projekty, takie jak SuperOgród. To pomysł młodej artystki, absolwentki ASP, która wymarzyła sobie wertykalny ogród na fasadzie katowickiej Suerpjednostki. To projekt, który angażuje mieszkańców tego gigantycznego gmachu. Mieszkańcy otrzymują od nas donice z kwiatami, którymi muszą się opiekować.

Historia konkursu

Wyborem do tytułu zajmuje się Europejskie Forum Młodzieży, międzynarodowa organizacja z siedzibą w Brukseli. Krótką listę miast, z których zwycięzcę poznamy w listopadzie, forum ogłosi w lipcu.

Pomysł na Europejską Stolicę Młodzieży narodził się w 2009 roku w Holandii – w Rotterdamie. Było to pierwsze miasto, które pod takim tytułem przedstawiło program przeznaczony dla osób w wieku 12-27 lat. Od 2010 roku miasta, które zdobywają tytuł, wybierane są w drodze konkursu. W 2011 roku stolicą była Antwerpia, w 2012 jest nią Braga. Następne w kolejności są Maribor i Saloniki.

BK

30 maja 2012

Graffiti to nie zawsze wandalizm

"Gazeta Mysłowicka", nr 11/2012

Sztuka ulicy (ang. street art) to m.in. graffiti, murale – duże malowidła na ścianach – i naklejki. Dzieła street artowców pojawiają się w Mysłowicach. O sztuce ulicy rozmowa z dr Irmą Koziną, historykiem sztuki z Uniwersytetu Śląskiego.


Mural Mony Tusz na ogrodzeniu KWK Mysłowice

fot. archiwum Mony Tusz

Czym różni się street art od graffiti?

Kiedy myślę o street arcie, to myślę zarówno o zjawiskach, które się pojawiają na murach przy ulicy, jak i siedziskach Matyldy Sałajewskiej na ul. Mariackiej w Katowicach.


Kiedyś street artowców nazywano grafficiarzami.


Street art to pojęcie szerokie, w obrębie którego znajduje się też graffiti.


Jednym z pierwszych street artystów uznanych przez kolekcjonerów i krytyków był Keith Haring. W latach 80. XX w. wysiadał na stacjach metra w Nowym Jorku i na tablicy ogłoszeń białą kredą tworzył formy rysowane linią. Został za to aresztowany. Wtedy street art był pojęciem, które zawierało element sprzeciwu wobec władzy.


Niektórzy uważają, że street art powinien być partyzancki, nielegalny, tymczasem organizowane są jego festiwale.


Street art nie jest już partyzancki, ale to się zaczęło od Keith'a Haringa i słynnych nowojorskich galerników Tony'ego Shafraziego i Leo Castelliego. Shafrazi z Castellim lansowali Andy'ego Warhola, ale w pewnym momencie usłyszeli, że pop art z Andym Warholem jest salonowy i nieautentycznie wylansowany. Zwrócili się do Haringa, który współpracował ze slamsami i gangami. Była słynna akcja „Crack is Wack” – „Kokaina daje kopa”. Była związana z tym, że dużo młodych ludzi w Nowym Jorku umierało po zażyciu kokainy. Policja nie reagowała, hiphopowcy zorganizowali festiwal uliczny i śpiewali „crack is wack”. Haring zrobił wielką tablicę, na której przedstawił śmierć, która „daje kopa” i spycha młodych ludzi do grobu. To było przeciw policji. Musiały być organizowane szwadrony pilnujące przedstawienia Haringa, bo władze Nowego Jorku chciały to usunąć.


Jak to się skończyło?


Policja zareagowała i aresztowano mnóstwo sprzedawców narkotyków. To było przeciw władzy, ale na rzecz człowieka. Wtedy zastanawiano się, czy mural „Crack is Wack” zostanie, a niedawno czytałam, że zniszczył się po trzydziestu latach i został odrestaurowany jako najważniejsze dzieło sztuki w Nowym Jorku.


Jest śmieszna sprawa Banksy'ego. Banksy chce być muzealny, więc umieszcza kamień ze swoją sztuką w zbiorach sztuki starożytnej w Londynie. Kamień przez rok nie jest zauważony, to denerwuje Banksy'ego, wreszcie pisze oświadczenie do gazety – słuchajcie, zostawiłem w muzeum moje dzieło, na kamieniu, nikt tego nie zauważył, a ja tam już od roku jestem.


To jeden z najbardziej znanych współczesnych street artowców. W 2007 roku jedna z jego prac została sprzedana za rekordową sumę 102 tys. funtów. Autor dziwił się później, jak ludzie mogą kupować dzieła o tak niskiej wartości artystycznej. Jak w street arcie odróżnić dzieło sztuki od amatorszczyzny?


Proces tworzenia aury wokół własnej osoby zalicza się do dzieła sztuki i ludzie płacili za to, że to Banksy. Tak samo było w czasach Leonarda da Vinci. Wszyscy podziwiali geniusz da Vinci związany z tym, że był inżynierem, robił machiny oblężnicze i dodawali to do jego twórczości. Ktoś płacił za Monę Lizę nie dlatego, że to było dzieło wybitne, bo jeśli przyjrzeć się malarstwu włoskiemu z przełomu XV i XVI wieku, to można znaleźć lepsze dzieła od Mony Lizy, ale nie można znaleźć takiej osobowości jak da Vinci.


Street art jest potrzebny?


Street art ma szansę bycia demokratycznym działaniem, więc go wspieram. Zdziwił się mój student, który całe Katowice pokrywa wyobrażeniem naklejanego gołębia. Studiował na ASP i zapytał, na czym na akademii to przykleić, a ja powiedziałam, że nie na akademii. Dałam mu pokrowiec z komputera. Dał mi wlepkę Gołębia Gru i mam ją na pokrowcu.


Ulica może być miejscem do wyrażania rzeczy, których nie można wyrazić gdzie indziej, natomiast nie podoba mi się, że ktoś niszczy odremontowane budynki.


BK

25 maja 2012

Kot i Szwedzki. Biorą puszkę i malują

Przy okazji Wall Street Festivalu, który odbył się 19 maja w Świętochłowicach, o swojej twórczości mówią członkowie 0700team Zbigniew Kot i Szwedzki.


Szwed (pierwszy od góry) i Kot (drugi od dołu) na wiadukcie nad ul. Żołnierską w Świętochłowicach

fot. KM

Zbigniew Kot:

– Lubię malować i nie uważam się ani za grafficiarza, ani za streetartowca. Biorę puszkę w sprayu czy farbę emulsyjną i maluję.

Zaczęło się od lekcji plastyki. Był 1996 r. Podobało mi się rysowanie. Poznałem kolegę, powiedział mi, że jego brat maluje i że jest coś takiego, jak spraye. To było w szóstej klasie podstawówki. Zakupiliśmy pierwsze spraye, mazaki. Pobazgraliśmy osiedle, potem myłem połowę klatek schodowych. Tata zlał mi tyłek pasem, ale było warto.

Nie wyobrażam sobie nie malować. To całe moje życie. Jeśli nie maluję ściany, a siedzę z dziewczyną w domu, to maluję na kartce albo maluję jej ubrania. Na szczęście jest bardzo wyrozumiała.

Szwedzki:

– Graffiti i street art w moim przypadku to podobna technika, bo maluję, rzadziej wlepiam czy robię szablony lub plakaty, co jest domeną street artu. Maluję postacie, które ingerują w przestrzeń miejską i ludzi, więc uważam się bardziej za streetartowca, ale nazwa nie ma dla mnie większego znaczenia.

Stworzyłem postać Szwedzkiego i utożsamiam się z nią. Tekstami w dymkach lubię ingerować w to, co dzieje się dookoła, do ludzi zwracać się bezpośrednio albo opisywać miejsce, w którym się pojawiam, jako postać.

Moje pierwsze przygody zaczęły się od malowania liter. Było to w latach 2000-2003. Zacząłem kultywować to na własną rękę i w kręgu znajomych. Nie obserwowałem sceny. Później zacząłem widzieć ludzi z zagranicy i wtedy zainteresowałem się formą street artu, w której tworzy się postać i powiela.

Czy któregoś Szweda pamiętam albo lubię najbardziej? Kilka lat temu malowaliśmy w Chorzowie. Był o tyle fajny, że miał dobre parę metrów wysokości, ale nie uważam go za najlepszego. Po prostu był wysoki. Korzystałem wtedy z trzech albo czterech stopni rusztowania. Mam problem ze sklasyfikowaniem tego, który jest najlepszy, bo wszystkie lubię. Bardzo podoba mi się Szwed koło Silesii City Center – z napisem „Lubię często Fresco z Tesco”, bo sam lubię często Fresco z Tesco. Samo życie.

BK

21 maja 2012

Peter Gabriel Life

www.suplement.us.edu.pl, maj 2012

Brytyjski muzyk wystąpił na zakończenie Life Festivalu Oświęcim 2012. – Nie do końca rozumiałem, co wy tutaj próbujecie robić – mówił podczas wizyty – ale po odwiedzeniu obozów Auschwitz i Birkenau zaczynam powoli czuć, o co w tym wszystkim chodzi.

Peter Gabriel w Oświęcimiu

fot. KM

Ideą zorganizowanego po raz trzeci festiwalu jest budowanie pokojowych relacji ponad granicami kulturowymi i państwowymi oraz walka z rasizmem i antysemityzmem.

Gabriel zaczynał jako wokalista Genesis. Po odejściu z grupy jego pierwszy album ukazał się w roku 1977. Od tamtej pory nagrał kilkanaście płyt, łącząc rock, pop i muzykę etniczną. Jednym z jego najbardziej znanych albumów jest wydany w 1986 roku krążek „So”. Pochodzi z niego przebój „Sledgehammer”. Znany jest z działalności społecznej (Amnesty International), zamiłowania do eksperymentów (grał z szympansami bonobo), nowych technologii (jedne z pierwszych animowanych teledysków) i widowiskowych koncertów (promując album „Up” w piosence „Downside Up” śpiewał zawieszony nad sceną do góry nogami).

Zamiast tradycyjnego rockowego składu, 62-letniemu Brytyjczykowi towarzyszyła w Polsce kilkudziesięcioosobowa New Blood Orchestra. Muzyk promował w ten sposób wydany w 2011 roku album „New Blood”, zawierający symfoniczne aranżacje jego utworów, nagranych z orkiestrą pod dyrekcją Bena Fostera. Razem z Gabrielem śpiewała również na scenie jego córka Melanie. Między piosenkami zza kulis muzyka tłumaczył dziennikarz radiowej Trójki Piotr Kaczkowski.

– Kilka tygodni temu świętowałem z moim ojcem jego urodzimy. Ma 100 lat – mówił Gabriel przed wykonaniem „Father, Son”.

Podczas dwugodzinnego koncertu publiczność usłyszała m.in. „Heroes” z repertuaru Davida Bowiego, „Biko”, „Digging in the Dirt”, „Don’t Give Up”, „In Your Eyes” z gościnnym udziałem polskiej grupy Kroke, „Red Rain” oraz „Solsbury Hill”. Występ zamknął instrumentalny utwór „The Nest That Sailed the Sky”.

– Nie znałam wcześniej Petera Gabriela. Bawiłam się lepiej niż myślałam. Szkoda, że było tak zimno – mówiła jedna z uczestniczek. – Nie wszystko słyszałem. Koncert był źle nagłośniony, ale popłakałem się na „Signal to Noice”. To świetny kawałek – dodał inny uczestnik.

W czasie trzech dni festiwalu (10-13 maja) w Oświęcimiu wystąpiła m.in. Orkiestra Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego, Krystyna Janda, Dżem i Anna Maria Jopek.

BK

16 maja 2012

Sztuka na ulicy

"Śląsk", nr 5 (199)

– Autorem jednego z pierwszych murali w Katowicach (przy ulicach Mielęckiego i Warszawskiej) „Dawno w mieście nie byłem” jest Marcin Maciejowski. On otworzył drogę – mówi organizator kwietniowego Katowice Street Art Festivalu.

Raspazjan, mural w bramie przy ul. Andrzeja w Katowicach

fot. archiwum Raspazjana

– Street art ma szansę bycia demokratycznym działaniem – mówi dr Irma Kozina, historyk sztuki z Uniwersytetu Śląskiego. – Podoba mi się ta sztuka, natomiast nie podoba mi się, że ktoś niszczy odremontowane budynki.

Dr Kozina mówi o początkach sztuki ulicznej: – Jednym z pierwszych street artystów był Keith Haring. W latach 80. wysiadał na stacjach metra w Nowym Jorku i na tablicy ogłoszeń białą kredą tworzył formy rysowane linią.

Według części znawców, artystów i miłośników street art powinien być sztuką niekomercyjną. Kiedy w 2007 roku praca jednego z najbardziej znanych streetartowców, anonimowego Brytyjczyka Banksy'ego, została sprzedana za rekordową sumę 102 tys. £, autor ostro to krytykował. – Proces tworzenia aury wokół własnej osoby zalicza się do dzieła sztuki i ludzie płacili za to, że to Banksy – dodaje dr Kozina.

– Chodzi o to, żeby zmieniać miasto – mówi Łukasz Kałębasiak z Instytucji Kultury Katowice „Miasto Ogrodów”, organizatora Street Art Festivalu. – Zależy nam też na tym, żeby przyzwyczaić ludzi do tego, że aby zobaczyć dobrą sztukę, nie muszą chodzić do galerii. Chcemy też pokazać, że street art nie jest tylko malowaniem murali czy graffiti, ale mogą to być instalacje, wlepki albo knitting, który polega na obszywaniu obiektów. Rola sztuki ulicy to też nobilitacja zrujnowanych miejsc.

Na tegorocznym festiwalu przeważali artyści z zagranicy. Pojawili się też twórcy z regionu: w Katowicach m.in. Magdalena Drobczyk, Mona Tusz i Raspazjan, a w Piekarach Śląskich grupa 0700team – Franek Mysza, Zbigniew Kot i Szwedzki.


Wiadukt nad ul. Żołnierską w Świętochłowicach. 0700team maluje filary. Powstaje mysz, kot i skejt. Przyszła wiosna. Dla twórców graffiti to początek sezonu.

Franek Mysza: – Gdy skończyłem 16 lat zakochałem się w graffiti, wtedy także zacząłem sam malować i nadal to robię, co pozwala mi oddychać w miejskiej przestrzeni. W 2004 roku powstało 0700team i tak rozpoczęła się przygoda ze street artem. Graffiti to pasja życia. Dzięki niej poznałem wspaniałych ludzi i przeżyłem cudowne chwile.

Był 1996, 1997 rok. Wtedy powstały pierwsze tagi i prace w Katowicach, Chorzowie i Siemianowicach. Tak tworzyła się historia śląskiej sceny. Jeździłem środkami transportu i byłem pod wrażeniem, jak wszystko zaczyna się rodzić na moich oczach. Zobaczyłem, jak chłopaki piszą po ścianach i mówię: „Muszę spróbować!”. Zawsze lubiłem rysować – już w podstawówce malowałem po zeszytach. Tworzyłem różne postacie, jednak marzeniem było trafić w ten jeden odpowiedni charakter, który pozwoli mi zarażać optymizmem innych. Tak powstał powstał Franek Mysza.

Na pewno będę malował do końca swych dni, ale nie wiem, czy da się żyć tylko z malowania. To ciężka praca. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że czasem przypomina to prace budowlane, często nosimy ciężkie wiadra czy wspinamy się po rusztowaniach. Od niedawna mam mały problem z kręgosłupem i często malowanie czy samo ruszanie się z domu sprawia ból – jednak nadal to kocham. Mimo tego całego artystycznego syfu. Jak się maluje, człowiek wygląda czasem jak bezdomny. Nie potrafię siedzieć w domu. Kiedy jest ładna pogoda, to każde wyjście traktuję jak polowanie na ścianę. Czuję się jak myśliwy. Chociaż to dziwne, bo zazwyczaj to mysz jest ofiarą.



Drobna dziewczyna o krótkich włosach i wysoki chłopak w dredach przed Teatr Śląski przyjeżdżają na rowerach. Mona Tusz i Raspazjan (Spaz) dzień wcześniej malowali mural w Bielsku-Białej. Zmęczeni piją mocną kawę.

Spaz: – Bronię się przed tym, żeby nazywano mnie streetartowcem. Jestem malarzem. Maluję obrazy i murale. Za moich młodych lat, kiedy ktoś malował literki, to było graffiti, a kiedy ktoś malował postać, to było nazywane „charakterkiem”. Teraz „charakterki” są nazywane street artem.

Mona: – W ubiegłym roku malowaliśmy w bramie przy ul. Andrzeja w Katowicach. Powstała tam galeria „Ajnfart Story”. Była to dla mnie dość trudna realizacja i inna, niż zwykle konfrontacja z mieszkańcami. Kiedy zaczynałam malować, najpierw przyszedł pan i stwierdził, że to, co robię, jest brzydkie. Potem pani oznajmiła: „To jakieś wody płodowe! Może to i ładne, ale w galerii, nie tu!”, a ktoś zniszczył część mojej pracy malując na niej kibicowskie hasła. Jednak pod koniec pracy, pan, który narzekał na brzydotę, przyszedł podziękować. Mówił, że malowidła zaczynają mu się podobać, a cała brama i podwórko już nie straszy.

28 kwietnia 2012

Myslovitz na nowo

"Gazeta Mysłowicka", nr 10/2012

20 kwietnia mysłowicka grupa wydała oświadczenie, w którym informuje o zakończeniu współpracy w dotychczasowym składzie. Artura Rojka zastąpił Michał Kowalonek z zespołu Snowman. Trwają próby przed pierwszymi koncertami z nowym wokalistą.


Myslovitz z nowym wokalistą Michałem Kowalonkiem (drugi od prawej)

fot. Leszek Gnoiński

W jaki sposób Michał został wokalistą Myslovitz?

Przemek Myszor: Kupiliśmy go na Allegro. Szukałem stroika, zobaczyłem, że można kupić wokalistę Myslovitz i dałem za niego 5 dych. Nikt nie przebił i musimy razem grać... Kiedy już wiedzieliśmy, że zespole będą zmiany, wiedzieliśmy też, że będziemy grać dalej jako Myslovitz. Przeżywaliśmy odejście Artura. Wiedzieliśmy, że wcześniej czy później to się stanie. Kiedy pojawiła się roczna przerwa, to już wtedy rozmawialiśmy między sobą, że w razie czego w dalszym ciągu będziemy grać jako Myslovitz. Kiedy zapadła decyzja, nowego wokalisty szukaliśmy intensywnie przez miesiąc, w internecie, przez znajomych. Trochę orientujemy się też w branży. W ten sposób wytypowaliśmy sobie grupę ludzi, z którymi chcielibyśmy porozmawiać. Kiedy znaleźliśmy Michała, zadzwoniłem do niego, a on się rozłączył.

Wojtek „Lala” Kuderski: Nie chcieliśmy, żeby był to ktoś z talent show. To nie miał być też ktoś bardzo znany, ale ktoś, kto będzie do nas pasował. Dla nas ważne jest to, że to my szukaliśmy, a to nie on szukał nas. Nie chcemy się ścigać. Muzyka to nie sport i nie chcemy mówić: „Bo z Michałem będziemy lepsi”. W dalszym ciągu reprezentujemy ten sam, jeśli nie wyższy poziom. Myslovitz to ciągle ci sami ludzie.

Przemek zadzwonił do Michała i co dalej?

Michał Kowalonek: Odezwałem się do Przemka już wcześniej i napisałem, że jeśli będzie miał kiedyś wolną chwilę, to chętnie coś z nim zrobię. Przemek odpowiedział, że może za miesiąc miałby propozycję współpracy. Po miesiącu zadzwonił i powiedział, że rozstają się z dotychczasowym wokalistą i czy nie przyjechałbym zaśpiewać. Trochę się przestraszyłem i odpowiedziałem, że nie mogę rozmawiać, że zadzwonię za pół godziny. Poszedłem do domu i rozmawialiśmy żoną. Zastanawialiśmy się, czy nie oszalał albo czy to nie głupi żart. Po czterech dniach pojawiłem się na pierwszym przesłuchaniu. Potem były kolejne spotkania, na których chłopaki przemaglowali mnie od góry do dołu. Utwory nie są łatwe i jest ich wiele. Chcę dodać coś od siebie, żeby w tych dotychczasowych utworach zespołu także był mój cień.

Jesteś z Poznania. To nie problem, że zespół jest z Mysłowic?

Michał: W tym gorącym dla zespołu okresie wsiadam w pociąg i przyjeżdżam na tydzień. Nocuję u mamy Przemka, którą serdecznie pozdrawiam, a do domu wracam na weekendy.

Jak przebiegają próby?

„Lala”: Bardzo intensywnie. Czasami po 8-12 godzin z niewielkimi przerwami. Jesteśmy mocno zmobilizowani. W zespole jest teraz bardzo dużo świeżości. Mamy nadzieje, że nie będzie to świeżość tylko na teraz.

Wojtek Powaga: Gra nam się świetnie. Bardzo mi się podoba, jak Michał interpretuje teksty.

Atmosfera jest dobra.

Jacek Kuderski: Jest bardzo dobra. Dawno tak nie było. Wszystkie naprężenia, które były wcześniej w zespole puściły. Teraz jest tak, jakbyśmy zaczynali od nowa. Czuję się dwadzieścia kilka lat młodszy. Zdajemy sobie sprawę, że mamy dorobek i musimy to wszystko utrzymać. Od kilku majowych koncertów zależy to, czy publiczność nas zaakceptuje. Liczymy, że zaakceptuje, bo w zespole Myslovitz pozostało 4 muzyków. Brzmienie się nie zmieni. Zmieni się wokal, ale Michał potrafi interpretować utwory w stylu Artura, a ma też swoją charakterystyczną barwę. W historii wielu zespołów było tak, że szukano wokalisty podobnego głosowo. My wyszliśmy z innego założenia. Szukaliśmy wokalisty, który nie będzie w stu procentach przypominał Artura, ale w utworach będzie czuł się dobrze. Udało nam się go znaleźć. Zespół Myslovitz nie jest zespołem z castingu, więc chcieliśmy podejść do tego inaczej, żeby publiczność dalej nas szanowała. Były trudne momenty, ale w końcu pojawił się Michał.

Poza próbnym koncertem w Mysłowicach, planowany jest inny występ w mieście?

Przemek: Otwartą próbę w MOK-u gramy 30 kwietnia. To pierwszy oficjalny wspólny występ. Pierwszy koncert zaplanowany jest na 4 maja we Wrocławiu. Duży koncert w Mysłowicach planujemy prawdopodobnie na jesień.

Na najbliższych koncertach pojawią się nowe utwory?

Wojtek: Na pierwszy koncert chcemy się wyrobić z nowym utworem, który przyniósł Michał.

Jacek: Na dziś mamy opracowane 18 piosenek z dotychczasowego repertuaru. Żeby być przygotowanym do koncertów, musimy mieć ich minimum 20.

Pojawiły się informacje o nowej płycie z Michałem.

„Lala”: Wydanie płyty planujemy na jesień. Chcielibyśmy, żeby niebawem ukazał się singiel ukazujący możliwości Michała. Na nowej płycie zaśpiewa wszystkie utwory. Bardzo podoba mi się chrypka w jego głosie i na nowej płycie chciałbym to wykorzystać. Oprócz utworów, które już mamy, będą nowe, ale nie wiemy jeszcze, w jakiej ilości.

Odejście z zespołu było decyzją Artura?

Przemek: Tak, ale nie chciałbym się skupiać na rzeczach, które nas poróżniły, a na tym, co razem osiągnęliśmy, bo przecież osiągnęliśmy wiele.

BS, BK

19 kwietnia 2012

Ostry jak Tabasko

www.suplement.us.edu.pl, kwiecień 2012

– Kilka kawałków na płycie jest naprawdę dobrych – mówił o wydanym w kwietniu albumie Tabasko „Ostatnia szansa tego rapu” Grzegorz, uczestnik koncertu. Publiczność usłyszała m.in. „Kochana Polsko”, „Ostry na prezydenta”, „Niebo”, „Nie odejdę stąd”, „Zachłanność” i „Wychowani w Polsce”.


O.S.T.R. Koncert Tabasko w Mega Clubie

fot. KM

Piosenki pochodziły zarówno z solowej twórczości O.S.T.R., z działalności pod szyldem Tabasko, jak i ze współpracy rapera z innymi muzykami. Koncert odbył się 13 kwietnia w katowickim Mega Clubie. Jako support wystąpiła Familia H.P.

Adam „O.S.T.R.” Ostrowski jest absolwentem Akademii Muzycznej w Łodzi. W 2001 roku ukazała się jego debiutancka płyta „Masz to jak w banku”. Nagrał kilkanaście solowych płyt, w tym dwie jako POE, wspólnie z Emade. W 2007 roku otrzymał nominację do MTV Europe Music Award w kategorii najlepszy polski wykonawca. W 2008 roku otrzymał Fryderyka za płytę „HollyŁódź”. Laureat trzech złotych i jednej platynowej płyty za sprzedaż albumów. W 2009 roku wyprodukował ścieżkę dźwiękową do filmu „Galerianki” w reżyserii Katarzyny Rosłaniec.

Tabasko jest kontynuacją wydanego w 2002 roku pod tym tytułem albumu O.S.T.R. W skład grupy wchodzą O.S.T.R, Kochan, Haem i beatboxer Zorak. Album „Ostatnia szansa...” nagrany został w holenderskim studiu Killing Skills. „Materiał wyprodukowany przez Holendrów i Ostrego – reklamuje album wydawca – to subtelne połączenie analogowej barwy sowieckich synthów z kreatywnym i niepowtarzalnym samplingiem”.

BK

27 marca 2012

Autor „Tanga” doktorem honoris causa UŚ

www.suplement.us.edu.pl, marzec 2012

– Sławomir Mrożek lubi krótkie formy, więc będę mówił krótko – mówił rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Wiesław Banyś podczas uroczystości 23 marca w Teatrze Śląskim. – Wniosek nadania najwyższej godności naszej uczelni jest uzasadniony.


Sławomir Mrożek w Teatrze Śląskim

fot. BK

Laudację wygłosił prof. Marian Kisiel, prodziekan Wydziału Filologicznego UŚ i kierownik Zakładu Literatury Współczesnej. – Sławomira Mrożka nie można zamknąć w definicji. Jest geniuszem literatury – mówił. – Przede wszystkim to wybitny polski dramaturg i prozaik.

Mrożka połączyła z Katowicami miłość. W 1957 roku poznał tutaj swoją pierwszą żonę Marię Obrembę, którą po dwóch latach poślubił, również w Katowicach. – Powinienem wygłosić przemówienie o Śląsku. Będzie to przemówienie prywatne, o mojej pierwszej żonie – mówił wzruszony pisarz. – W roku 1963 wyjechaliśmy do Italii, a ja bez niej nie wyjechałbym nigdy. – Maria Obremba zmarła sześć lat później.

O godz. 17 honorowy doktor spotkał się z czytelnikami w księgarni Matras. Na następny dzień w Teatrze Śląskim zaplanowana została premiera jego sztuki „Kontrakt” w reżyserii Bogdana Cioska.

81-letni autor przyjechał do Katowic w towarzystwie żony Susany Osorio. Debiutował wydanymi w 1953 roku „Opowiadaniami z Trzmielowej Góry” oraz zbiorem opowiadań „Półpancerze praktyczne”. Po wyjeździe za granicę do kraju powrócił w roku 1996. Od czterech lat mieszka w Nicei. Niedawno nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazał się w Polsce drugi tom jego „Dziennika”.

BK

Bracia Waglewscy wystąpili w Mega Clubie

www.suplement.us.edu.pl, marzec 2012

– Im starszy tym lepszy mam smak – śpiewał Fisz. Jego koncert wraz z Emade odbył się w Katowicach 23 marca w ramach trasy promującej wydany w listopadzie album „Zwierzę bez nogi”.


Fisz i Emade w Mega Clubie

fot. KM

Wcześniej duet można było zobaczyć na Śląsku przed czterema miesiącami w chorzowskiej Szufladzie 15. Był to koncert w ramach festiwalu Ars Cameralis. Materiał z nowej płyty muzycy zaprezentowali wtedy na żywo po raz pierwszy.

– Mija 10 lat od wydania naszej debiutanckiej płyty „Polepione dźwięki” – mówił Fisz dla serwisu kulturaonline.pl – Nie lubimy jubileuszy, nie chcieliśmy też nagrywać nowych wersji starych nagrań czy wydawać czegoś w stylu „najlepszych przebojów”. Zrobiliśmy sobie prezent tą płytą trochę przez przypadek.

„To płyta w dużym stopniu sentymentalna – reklamował koncert organizator – to podróż do czasów, kiedy hip hop święcił swoje triumfy na międzynarodowej arenie. To właśnie w latach 90. trio Fisz, Emade i DJ Eprom zakochali się w tych brzmieniach, z wypiekami na twarzy podglądali, co dzieje się w muzyce. Hip hop okazał się dla nich najbardziej rewolucyjnym gatunkiem tamtych czasów. Płyta to swoisty hołd oddany klasyce tego gatunku. Muzycznie jak i tekstowo celowo najeżona została cytatami z twórczości ulubieńców – Run-D.M.C., Tribe Called Quest, BDP, Beastie Boys, Blackstar, jak również z początków własnej twórczości zespołu”.

– Dość długo pracowaliśmy nad płytą, prawie rok – mówił Fisz dla serwisu nowamuzyka.pl. – Obecnie skupiamy się nad tym, co lubimy najbardziej, czyli na koncertach. Mam nadzieję, że „Zwierzę bez nogi” wybuchnie koncertowo i tym samym otworzy nowy rozdział.

Z nowego krążka publiczność w Mega Clubie usłyszała m.in. piosenki: „Napoleon”, „Zwierzę bez nogi” i „Dziecko we mgle”. Muzycy wykonali też m.in. piosenki: „Szef kuchni”, „Jesteście gotowi?”, „Wiosna 86” i „Heavi metal”.

– To był najlepszy koncert Fisza, na jakim byłam – mówiła jedna z uczestniczek.

BK