"Przed hejnałem", Radio Kraków, 24 marca 2014
Pod koniec lutego przy ulicach Mogilskiej i Jana Pawła II wycięto 50 drzew. Niektóre miały ponad 100 lat. Wycinka związana jest z modernizacją ronda Mogilskiego i drogi na pl. Centralny. Czy powinniśmy wycinać zieleń w mieście, w którym brakuje czystego powietrza?
Masz pamięci wyciętych drzew, 6 marca
fot. Piotr Dziurdzia
Jak zmieniać miejski krajobraz, aby mieszkańcy – i nie tylko – czuli się w niej dobrze? Na te i inne tematy Sylwia Paszkowska rozmawiała dzisiaj z Borysławem Czarakcziewem, przewodniczącym Małopolskiej Izby Architektów RP i dr. Kazimierzem Walaszem, ornitologiem z Małopolskiego Towarzystwa Ornitologicznego.
Jaką funkcję w przestrzeni miejskiej pełni zieleń?
Borysław Czarakcziew: Przede wszystkim jest elementem, który kojarzy nam się z wypoczynkiem, relaksem. Wszyscy w mieście chcielibyśmy mieszkać z widokiem na zieloną łąkę, z drzewami. Tak pokazują wizualizacje deweloperskie. Zieleń jest elementem wypoczynku i rekreacji pod względem funkcjonalnym, natomiast pod względem zdrowotności miasta pełni podstawowy element, tworząc korytarze ekologiczne, które na szczęście dla Krakowa są zachowane.
Przepisy mówią o procentowym udziale zieleni w przestrzeni miejskiej. To jest 20%.
Borysław Czarakcziew: W odniesieniu do zabudowy mieszkaniowej. Mówią, że można robić pewne odstępstwa, ale trzeba mieć na to specjalne, udokumentowane miejsca szczególne, w których moglibyśmy zastosować mniejszą skalę zieleni. 20% to jest minimum, które jest określone w planowaniu przestrzeni.
Kraków jest miastem wystarczająco zielonym, wystarczająco przyjaznym?
Borysław Czarakcziew: Mamy największą łąkę w Europie, która jest wpisana do rejestru zabytków i to bardzo cenne.
Cały czas są zakusy, żeby ją zagospodarować.
Borysław Czarakcziew: Już chyba nie. Mamy 32 km Wisły, która jest korytarzem ekologicznym. To duża wartość. Jeżeli zliczymy, nawet biorąc pod uwagę Las Wolski, którym się szczycimy i zoo, niestety mamy mniej zieleni niż np. Katowice.
Nowe osiedla, które powstają, z zielenią mają spory problem.
Borysław Czarakcziew: Mają, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jesteśmy jeszcze na etapie zaspokajania prymitywnych potrzeb, jeśli chodzi o społeczność, to znaczy chcemy, aby każda rodzina mogła mieszkać w swoim mieszkaniu. Te mieszkania są małe. Jest duża konieczność tworzenia miejsc parkingowych. Mamy nierozwiązany system komunikacji, jeszcze na tyle dobrze, chociaż ponoć komunikacja krakowska jest najlepszą komunikacją w Polsce. W kategoriach i hierarchii wyboru zieleń nie jest jeszcze czynnikiem, który decyduje o wyborze miejsca do mieszkania. Jednak cały czas pozostaje to cena metra kwadratowego.
Niestety. Panie doktorze, jak to z pana punktu widzenia wygląda?
Kazimierz Walasz: Mamy bardzo poważne zaniedbania, realizacyjne i umysłowe. Prymitywizm myślenia o mieszkańcach Krakowa, co im jest potrzebne, wśród władz Krakowa jest tak powszechny, że zieleni nie mamy. Miasto ma potężne możliwości kształtowania. Może decydować o tym, jak kształtują się tereny, które są przeznaczone pod zamieszkanie, chociażby w prosty sposób, że daje deweloperowi zamiany terenu, rozszerzenia strefy wolnej od zabudowy, miejsc parkingowych. Jest szereg instrumentów, które miasto posiada w rękach, ale z nich nie korzysta, bo nie chce, bo mieszkańcy nie naciskają, nie wiedzą, że mogą tego wymagać Miasto posiada ogromny budżet, bo to jest prawie 4 mld zł i przeznacza poniżej miliona złotych, czyli 1/4 000, na zieleń miejską dla mieszkańców. W tym budżecie jest 6 mln zł na wykup terenów w związku z inwestycjami, czyli pod drogi, a dla mieszkańców nie ma. W tym samym czasie województwo i miasto wydaje setki milionów złotych na akcję, która się nagle pojawiła, czystego powietrza. Czyli można te pieniądze wziąć z powietrza i one się znajdą, jeśli w głowach urzędników, polityków będzie chęć, żeby zieleń była potrzebna dla wszystkich przy każdym osiedlu. Nie chodzi o Lasek Wolski czy Dolinę Wisły – ale aby w ramach każdego osiedla, jednostki urbanistycznej takie miejsca mogły się znaleźć.
Jak można było dopuścić do tego, żeby powstała taka betonowa pustynia, jak Ruczaj?
Kazimierz Walasz: Właśnie. Mieszkam na Ruczaju. Tutaj zaniedbania ze strony władz są potężne, ale one wynikają z niezrozumienia sytuacji, nieumiejętności kształtowania przestrzeni. To trochę poza urzędnikami, bo prawo budowlane jest tak skonstruowane, że działa na niekorzyść mieszkańców.
Pan Czarakcziew chciał odpowiedzieć dr. Walaszowi. Mówiliśmy o tym, że mieszkańcy muszą sami chcieć reagować na to, co dzieje się wokół. Tymczasem zadowalamy się byle czym.
Borysław Czarakcziew: To nie jest tak, że tylko władza jest winna temu, co się dzieje. 68% Polaków w badaniach, które są robione oficjalnie co parę lat, mówi: „Jestem zadowolony i podoba im się moje otoczenie”. To kwestia edukacji i nacisku na władze, aby kierowały się zasadami, którymi byśmy chcieli. W tej chwili nie widzę, oprócz dużego nacisku ekologicznego, który wiąże się z protestowaniem przeciwko budowaniu wielu budynków, racjonalnej edukacji w tym kierunku. To dopiero początek.