23 czerwca 2013

Cudowna Bartosiewicz zagrała w Parku Śląskim

www.suplement.us.edu.pl, czerwiec 2013

21 czerwca gwiazda lat 90. i artystka, której koncerty są rzadkością, wystąpiła w ramach obchodów 63. urodzin parku w Chorzowie.


Edyta Bartosiewicz w Chorzowie

fot. BK

Edyta Bartosiewicz zadebiutowała w 1992 r. albumem „Love”. Jest autorką pięciu bardzo dobrze przyjętych przez fanów i krytykę przebojowych krążków oraz laureatką pięciu Fryderyków i Paszportu Polityki. Jej ostatnia płyta ukazała się w 1998 r. Po premierze „Wodospadów łez” zniknęła ze sceny. Występowała i nagrywała sporadycznie. Po latach przerwy artystka zagrała pierwszy koncert w 2010 r. w Warszawie. Od tamtej pory wystąpiła z koncertem jedynie kilka razy. W 2011 r. nagrała piosenkę „Witaj w moim świecie” do filmu „Kubuś i przyjaciele”.

Wyczekiwana od wielu lat płyta artystki, której premiera wielokrotnie była przekładana, „Renovatio”, zapowiadana jest po wakacjach. Oficjalna premiera singla z płyty, „Rozbitkowie”, będzie miała miejsce 24 czerwca.

W Chorzowie publiczność usłyszała m.in. piosenki: „Niewinność”, „Ostatni”, „Siedem mórz, siedem lądów”, „Urodziny”, „Zabij swój strach”, „Zegar”, rewelacyjny cover Joy Division „Love Will Tear Us Apart”, a na bis m.in. „Upaść, by wstać”.

Artystka zagrała na Śląsku po raz pierwszy od 2005 r., kiedy gościnnie wzięła udział w jubileuszowym koncercie grupy Myslovitz w Mysłowicach. Występ sprzed 8 lat wspominała podczas Urodzin Parku Śląskiego. Po próbie w Mysłowicach przyjechała z managerem do „parku chorzowskiego”, pływała na łódce i sprawiło jej to ogromną radość.

To był wieczór pełen wzruszeń.

BK

Szemrany

23 maja 2013

Ze słownika: akademik – członek akademii, student, dom akademicki

"Suplement", nr 2/2013

Wyremontowana kuchnia, cicha, ładna okolica, sympatyczni pracownicy, miła atmosfera, miejsca dla palaczy. Tak jest na Ligocie. Są też minusy. Znikający internet, małe pokoje, brak biurek, mało pralek, stan ubikacji, duża odległość od uczelni, grasujące dziki. Dla jednych drogo, dla innych nie. Tak przynajmniej mówią mieszkańcy. Piszemy o Domach Studenta Uniwersytetu Śląskiego.

Dom Studenta nr 1 w Katowicach-Ligocie

fot. Łukasz Wycisło

UŚ prowadzi 10 Domów Studenta (DS): 3 w Katowicach, 4 w Sosnowcu i 3 w Cieszynie. W Katowicach-Ligocie zamknięty jest DS 3. Dlaczego? – Ze względów oszczędnościowych, kiedy zapotrzebowanie na akademiki przez dłuższy czas kształtowało się na niskim poziomie – mówi Jacek Szymik-Kozaczko, rzecznik UŚ. – Jego przyszłość nie jest rozważana jako pojedynczego budynku, a w kontekście całego osiedla akademickiego.

O przyznanie miejsca w DS mogą ubiegać się: studenci i doktoranci UŚ, studenci i doktoranci innych szkół wyższych, a także osoby niebędące studentami ani doktorantami.

Pierwszeństwo w przyznaniu miejsca w DS przysługuje m.in. znajdującemu się w trudnej sytuacji materialnej studentowi lub doktorantowi UŚ, który jest osobą zamiejscową lub niepełnosprawną. Z kolei pierwszeństwo w przyznaniu pokoju jednoosobowego oraz pokoju jednoosobowego typu studio przysługuje studentom lub doktorantom UŚ ostatnich lat studiów pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia oraz jednolitych studiów magisterskich, studiującym na więcej niż jednym kierunku w UŚ lub równolegle w innej szkole wyższej oraz zamieszkującym w DS w poprzednich latach studiów.

Po zapewnieniu zakwaterowania studentom lub doktorantom UŚ, o ile pozwala na to liczba wolnych miejsc, w dalszej kolejności miejsca w DS mogą otrzymać studenci i doktoranci innych szkół wyższych lub osoby niebędące studentami ani doktorantami.

Czy są wolne miejsca? – Na tę chwilę jest pełne obłożenie, natomiast o wolne miejsca można na bieżąco pytać w Dziale Studenckich Spraw Socjalnych lub w administracji każdego z akademików – mówi Szymik-Kozaczko.

W Katowicach i Sosnowcu ceny za miejsce w pokoju dwuosobowym mieszczą się w przedziale 339-402 zł za miesiąc od osoby. W Cieszynie ceny za podobny pokój wynoszą 237 lub 267 zł.

Jaki jest standard obiektów? – Polepsza się z każdym rokiem akademickim, remonty na bieżąco przeprowadzane są we wszystkich akademikach i nie obejmują jedynie bieżących napraw, ale także polepszenie warunków bytowych dla studentów. Akademiki dysponują także specjalnymi pokojami przystosowanymi dla potrzeb osób niepełnosprawnych – mówi Szymik-Kozaczko.

Co o domach akademickich mówią ich mieszkańcy? Zapytaliśmy studentów z DS w Katowicach-Ligocie.

Adriana z DS 1: – Niewiarygodnie: woda, internet, ogrzewanie! Brakuje tylko paczek żywnościowych.

Płacę 375 zł. Stypendium nie otrzymuję, ale cena nie jest rażąca.

Jest przyjemnie. Zastrzeżeń brak. U nas cisza, spokój i wszechogarniający pokój. Ten spokój czasem razi. Razi też brak komunikatywnych person w sąsiedztwie, ale to wynik złośliwego losu, który rzucił mnie na piętro, na którym każdy żyje w swoich 4 ścianach. Na całe szczęście są jeszcze inni. Mieszkanie w akademiku ma ten duży plus, że można poznać ludzi ze starszych lat i liczyć na ich pomoc. Bardzo miła sprawa.

Szemrany

"Gazeta Mysłowicka", nr 23/2013

20 maja 2013

W obiektywie. Przez modę o kulturze

Krytyczna analiza roli ubioru, wyglądu, stylu i mody we współczesnym świecie. Tym tematom poświęcona jest trwająca od 18 maja w Krakowie wystawa fotografii „Pogranicza mody”.

Jurgen z niemieckiego Darmstadt i ubrania z pokrzyw, fragment „Albumu rodzinnego”

fot. BK

„Jedna z klasycznych teorii antropologicznych mówi, że poprzez refleksję nad zwyczajami żywieniowymi i życiem seksualnym można badać daną kulturę jako całość – podaje organizator Fundacja Sztuk Wizualnych. – Za »Pograniczami mody« stoi przekonanie, że ubranie oraz związane z nim zachowania i zwyczaje, a także ich wizualne reprezentacje mogą być analogicznym narzędziem pozwalającym przyjrzeć się kluczowym aspektom kultury współczesnej”. Zdaniem organizatora moda i styl mogą być zarówno narzędziem konstruowania i manifestowania jednostkowej tożsamości, jak i metodą na jej dyscyplinowanie oraz podporządkowanie.

– „Pogranicza mody” oferują alternatywne spojrzenie na problematykę związaną z modą i stylem oraz sposobami ich przedstawiania – mówi Paweł Szypulski, kurator wydarzenia. – Na wystawie niemal zupełnie nieobecna jest typowa fotografia modowa. Można będzie za to zobaczyć prace artystów konceptualnych i dokumentalistów. Zgromadzone projekty reprezentują bardzo zróżnicowane podejście do tematu – część jest głęboko ironiczna, część analizuje go z pełną powagą.

Wśród prezentowanych artystów i projektów znajdują się m.in. Zbigniew Libera, Józef Robakowski, Charles Freger, Phyllis Galembo oraz Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”.

Warszawskie Towarzystwo „ę” przygotowało projekt „Album rodzinny”. Polegał na stworzeniu wystawy-instalacji, złożonej z fotografii pochodzących z rodzinnych zbiorów. – Projekt przyniósł mi wielką satysfakcję, dał możliwość połączenia zainteresowań ze studiów historycznych, socjologicznych i fotograficznych – mówi Karolina Sobel, współtwórca „Albumu”. – Najważniejsze w tym przedsięwzięciu było spotkanie z drugim człowiekiem, zainteresowanie historiami. To, co jest zaprezentowane na ścianie w Bunkrze, to zaledwie drobna wizualizacja, która była przyczyną tego spotkania. Na czas projektu, wyławiając z rodzinnych archiwów historie na ścianę, poczułam się jak kolekcjoner sztuki.

Wystawa „Pogranicza mody” organizowana jest w ramach Miesiąca Fotografii. Znajduje się w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki przy pl. Szczepańskim 3a. Potrwa do 16 czerwca. Wstęp: 5 i 10 zł.

BK

17 maja 2013

21 kwietnia 2013

Mroczna płyta Korbowodu

myslowice.twojemiasto.info, 21 kwietnia 2013

Nasz nowy album jest inny niż poprzednie – mówi Michał Koterba, gitarzysta mysłowickiego zespołu po koncercie 18 kwietnia podczas festiwalu AlterFest w Mysłowickim Ośrodku Kultury.


Korbowód w Mysłowicach

fot. BK

Korbowód istnieje nie od dzisiaj. Jakie były początki?

To długa historia. To było bardzo dawno temu, w latach 90. Zaczęliśmy w Krakowie, był 1992 r. Pierwszą płytę nagrywaliśmy w 1997 r. Skład ciągle się zmienia, jest rotacja. Pierwszy był inny. Od drugiej płyty gram z Leszkiem Mitmanem, basistą. Zmieniają się perkusiści. Od pewnego czasu na klawiszach gra z nami Grzesiu Bimczok.

Urodziłem się w Mysłowicach, wychowałem, Leszek też i większość z nas.

W 2005 r. ukazała się jedyna wasza płyta dostępna w sklepach, „Strona C”.

Jedyna, przy której był oddźwięk. Wcześniej ukazały się dwa CD-R, które nagraliśmy własnym sumptem, ale nie wydaliśmy ich, jak „Strony C”.

Nowy album Korbowodu, „My Six Is Your Nine”, ukaże się 24 kwietnia.

Na razie wydajemy go tylko internetowo. Będzie do ściągnięcia. Zobaczymy, jaki będzie efekt. Bardzo bym chciał, żeby można by wziąć go do ręki. Mój ojciec zrobił okładkę. Bardzo mi się podoba.

Album nagraliśmy z wokalistą z Irlandii, Davidem O'Sullivanem. Śpiewa, pisze teksty, nagrał już bardzo dużo swojego materiału. Jest niszowy, nigdy nie wypłynął na szersze wody. Ma przejmujący głos, jak David Bowie. Bardzo ciężko jest śpiewać męskie wokale. Aga Maliszczak, nasza wokalistka, ma z tym problem. Śpiewa z Maćkiem, moim bratem, ale jej samej jest trudno. Może najlepszym określeniem głosu O'Sullivana byłby Iggy Pop [O'Sullivan nie wystąpił w MOK; Aga Maliszczak na zdjęciu z prawej; Maciek Koterba na zdjęciu z lewej – red.].

Płyta jest inna niż nasze poprzednie. David dodał coś nowego. Jest świetnym wokalistą. Nie mieliśmy takiego wcześniej. Płyta jest mroczna, nie jest wesoła, nie jest dla wszystkich. Zaczęliśmy nagrywać ją 5 lat temu.

Korbowód istnieje ponad 20 lat. Pojawia się i znika, nagrywa płytę przez 5 lat. Wasi koledzy z innych zespołów grają koncerty, zabiegają o kontrakty. Wy nie. Swoją twórczość traktujecie hobbystycznie?

Każdy z nas ma swoje zajęcia, nie jest to nasz zawód, choć byłoby pewnie miło. Tak się ułożyło. Nasz klimat muzyczny nie jest dla wszystkich. Były momenty. Wyszliśmy na składance „Trójkowego Expressu” [audycja radiowej Trójki – red.], ale nie parliśmy. Gramy, nagrywamy, jesteśmy skupieni na muzyce, wysyłaliśmy nagrania do różnych miejsc, ale nikt nas nie wyciągnął.

Wydajecie płytę. Będą koncerty?

Mam nadzieję. W połowie maja będziemy grali w Katowicach, w nowym klubie Ściana. Nie będziemy grali trasy, bo musiałby to ktoś zorganizować, a my się do tego nie nadajemy. Gdyby ktoś do nas przyszedł i powiedział: „Zorganizuję dla was trasę”, to my byśmy się zastanowili. To byłby dobry pomysł.

Więcej informacji o zespole: www.facebook.com/korbowod.

BK

8 kwietnia 2013

Artur Rojek przed Offem: Wszystko dotyczy muzyki

myslowice.twojemiasto.info, 8 kwietnia 2013

Impreza, której pierwsze edycje odbywały się w Mysłowicach, w katowickiej Dolinie Trzech Stawów będzie miała miejsce między 2 a 4 sierpnia. Zapowiedzianych jest już 24 wykonawców. Kolejni ogłoszeni zostaną 15 kwietnia. O festiwalu mówi jego dyrektor Artur Rojek.


Artur Rojek

fot. Jacek Poremba

Czekamy na ósmą edycję OFF Festivalu. Co, twoim zdaniem, jest jak dotąd największym osiągnięciem imprezy?

To, że jest to jedna z najważniejszych imprez muzycznych tego rodzaju w Europie. Przebyliśmy długą i wyboistą drogę, żeby znaleźć się w tym miejscu. Bardzo mnie to cieszy, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że wciąż muszę się rozwijać, ulepszać i zmieniać, bo wszystko dookoła zmienia się w bardzo szybkim tempie.

Jak wybierani są występujący na festiwalu wykonawcy?

Obserwuję to, co dzieje się na rynku muzycznym od 20 lat. Zawsze była to moja pasja, która doprowadziła do tego, że założyłem swój pierwszy zespół, potem drugi oraz powołałem do życia festiwal. Wszystko, czym zajmuję się przez te lata, dotyczy muzyki. Jestem zarówno fanem kupującym płyty, jak i artystą występującym na scenie. O muzyce piszę, czytam, oglądam i słucham, gdziekolwiek w świecie jestem. Moją stroną startową na komputerze jest serwis muzyczny. Artyści na Offie to wypadkowa wiedzy zgromadzonej w ten sposób.

W tym roku główną gwiazdą będzie założona w Irlandii w 1984 r. alternatywna grupa My Bloody Valentine. W lutym, po 22 latach, ukazał się ich kolejny, trzeci, bardzo dobrze przyjęty album „m b v”. Jak udało się ich zaprosić?

O My Bloody Valentine starałem się od kilku lat i ciesze się, że wcześniej mi się nie udało. Ten rok jest bowiem szczególnie dla nich ważny, bo tak jak wspomniałeś, po 22 latach ukazała się ich nowa, moim zdaniem, świetna płyta.

Ich obecność na Offie to wynik pozycji, jaką obecnie cieszy się festiwal. Nie dotyczy to tylko tego, że jesteśmy uznanym w Europie festiwalem, bo zapraszamy co roku ciekawych artystów, ale jesteśmy też wiarygodnym organizatorem który od 2006 r. prowadzi działalność opartą na szacunku wobec odbiorców, artystów i ekip z nami współpracujących.

OFF Festival to nie tylko muzyka. Podczas festiwalu mają też miejsce inne artystyczne wydarzenia. Czego możemy spodziewać się w tym roku?

Rozwijamy działalność Kawiarni Literackiej, która jest moim oczkiem w głowie i pracujemy nad kilkoma nowymi projektami poza muzycznymi, które być może już w tym roku będą miały swoją premierę.

BK

24 marca 2013

Bród i tłuszcz Milcz Serce

myslowice.twojemiasto.info, 24 marca 2013

Zespół pochodzi z Mysłowic. Tworzą go: Adam Be, Bart Björn i Martin Gaszla. 14 lutego ukazał się ich debiut fonograficzny „Nawyki/Kolizje”. „Muzyka grupy rozpościera się gdzieś pomiędzy akustyczną delikatnością a post-rockową psychodelią” – reklamuje wydawca.


Adam Be i Bart Björn

fot. archiwum Milcz Serce

Jak przebiegała praca nad płytą?

Adam Be: 90% materiału nagraliśmy w MCK i naszych domach, parę wokali w studiu Radia Katowice, a część korespondencyjnie, z uwagi na to, że Marcin przebywa na emigracji. Mastering zrobiliśmy w studiu AsOne w Warszawie. Ot cała historia.

Bart Björn: Pewnie niewiele osób domyśla się, że dla zespołu o takim statusie jak Milcz Serce, udźwignąć proces nagrania płyty, zarówno pod względem artystycznym, jak i finansowym czy organizacyjno-technicznym, jest niezmiernie trudno. Materiał nagrywaliśmy w sali prób, niejednokrotnie korzystając z pożyczonego sprzętu. Weekendową sesję nagraniową w radiu udało nam się załatwić dzięki temu, że wykorzystaliśmy stare znajomości i układy. Jako, że Milcz Serce to ciągle nasze zajęcia „po godzinach”, zmagaliśmy się też często ze zwykłym brakiem czasu.

Czego można spodziewać się po krążku?

Adam: Żyletek, szmat, siekiery, noży i pięknych niewiast. Trzeba posłuchać.

Bart: Zespół to nie fabryka czy zakład produkcyjny. Choć efektem jest CD w pudełku, bywały momenty, że nie było pewności, czy i kiedy ta płyta powstanie. Mówię tu o muzyce i tekstach. Jako że jest to nasz drugi album – pierwszy w całości wrzuciliśmy do sieci – podskórnie czuliśmy presję, żeby zwyczajnie nie zawieść. Poszło do pieca parę zeszytów z tekstami i kilka razy kliknęło się „Delete” na kompie. Teraz, po paru miesiącach, powoli zaczynam słuchać tej płyty, melodii, słów, przestaję odbierać ten album, jak wzór matematyczny. Emocje, te negatywne i pozytywne, przeżycia, różne rozterki, upadki, knajpy, kłótnie udało nam się ubrać w słowa i melodie. Myślę, że słychać też to, skąd jesteśmy, słychać brud i tłuszcz naszego miasta, czuć ciężar śląskiego syfu.

Planujecie koncerty? Kiedy w Mysłowicach?

Bart: Chcemy uniknąć wszelakiego festyniarstwa i piknikowych występów z okazji dni miast.

Adam: Najbliższy koncert już 23 marca w Katofonii w Katowicach, 6 kwietnia w Tarnowskich Górach, 18 kwietnia w Warszawie, a 21 w Mega Clubie, jako support przed Skubasem. W Mysłowicach na pewno zagramy jeszcze przed wakacjami, ale szczegóły nie są jeszcze ustalone.

BK

13 marca 2013

„Suplement” ma 10 lat! Redaktorzy o piśmie

"Suplement", nr 1/2013

– Powstał na kartce papieru podczas ćwiczeń, chyba łaciny, na trzecim roku moich studiów historycznych – mówi Maciej Leśnik, pierwszy redaktor naczelny (2003-2005). – Robiliśmy wywiady z prostytutkami, ganiliśmy leniwych wykładowców, recenzowaliśmy posiłki na stołówce. Czasami dostawaliśmy za to po głowie, ale wiele osób ceniło nas za dziennikarski ząb. Zajęliśmy miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych magazynów studenckich w kraju.


Jubileuszowy numer

okładka: Kamil Walczak

Maciej mówi o początkach pisma: – Wspólnie z Robertem Lipką, kolegą z roku, pomyśleliśmy, że uniwersytet powinien mieć magazyn studencki, tworzony przez studentów i dla studentów. Ponieważ były to ćwiczenia, na których nie wolno gadać, swoje przemyślenia zapisywaliśmy na rzeczonej kartce. Po zakończeniu zajęć kartkę schowaliśmy, śmiejąc się, że jak już nasz wymyślony właśnie magazyn będzie świętował dziesięciolecie, to będzie niezła pamiątka. Dwa dni później kartka zginęła.

„Suplement” zadebiutował w druku w styczniu 2003 r. Po kilku miesiącach pojawiła się też jego strona internetowa. Za kadencji Macieja pismo wychodziło w nakładzie 5 tys. egzemplarzy.

Pierwszy i kolejne numery powstawały w pokoju, w którym redaktor naczelny mieszkał w domu studenckim nr 1 w Katowicach-Ligocie. Koledzy chcieli tworzyć prawdziwy, solidny magazyn. Mieli kolegia redakcyjne, planowali numery, szukali tematów. – Wokół „Suplementu” bardzo szybko zaczęła się gromadzić grupa dziennikarskich zapaleńców – mówi Maciej. – Wiele z tych osób spotkałem potem i nadal spotykam w pracy zawodowej. Poza tym walczyliśmy o pomieszczenie dla redakcji. Po około pół roku się udało i dostaliśmy pokój w budynku obecnie już byłej stołówki studenckiej obok Wydziału Prawa. Trzeba było się też nieźle napocić, żeby dostać pieniądze na działalność. Ale dzięki uprzejmości i wsparciu samorządu studenckiego, rektora i innych jakoś się udawało.

– Pismo było czymś ważnym – mówi. – W przeciwieństwie do większości ówczesnych magazynów studenckich „Suplement” nie był magazynem złożonym z felietonów o muzyce, filmie czy innych przemyśleń młodego autora, który chciał je przekazać światu. Wzorowaliśmy się na tygodnikach opinii.

W trakcie studiów Maciej został współpracownikiem „Dziennika Zachodniego”, potem był reporterem i wydawcą "Aktualności" TVP Katowice. W 2008 r. zaproponowano mu stanowisko zastępcy szefa redakcji informacyjnej w nowo powstającej telewizji TVS. Od 2010 r. prowadzi agencję reklamową Formind. – Pismo było fundamentem całej mojej przyszłej drogi zawodowej, ale i osobistej. To właśnie w „Suplemencie” poznałem kobietę mojego życia – mówi. – Doświadczenie wyniesione z tych czasów procentowało potem wiele razy. Działalność studencka, czy to w kołach naukowych, magazynach, samorządach, to doskonała podbudówka przed startem w dorosłe życie zawodowe. Taka działalność jest dla studenta niemal równie ważna, jak zdawanie kolejnych trudnych egzaminów podczas sesji.

Szlifowanie warsztatu

W 2005 r. Maciej przekazał redakcję Marcinowi Badorze, studentowi politologii na specjalności dziennikarskiej. Pierwszy zredagowany przez niego numer wydany został w maju 2005 r., a ostatni w czerwcu 2006 r.

Raz w miesiącu zespół spotykał się w redakcji, która mieściła się wówczas na Wydziale Fizyki. Przychodziło kilkanaście osób, ale skład nie był stały. Zawsze pojawiał się ktoś nowy, inni znikali. Najważniejszym zadaniem kolegium było zaplanowanie najbliższego numeru. – Przynosiłem szablon przedstawiający każdą z dwudziestu stron i wypełniałem go propozycjami tekstów – mówi Marcin.

Głównym punktem numeru był raport. W założeniu miał zajmować trzy strony i dać motyw okładki. To zawsze miał być nośny temat, który weźmie na siebie ciężar całego numeru. Zadanie sporządzenia go dostawały co najmniej dwie osoby spośród bardziej doświadczonych i zaufanych. – Raz zdarzyło się, że wyznaczone osoby zawiodły i to była sytuacja prawdziwie kryzysowa. Zazwyczaj jednak współpracownicy wywiązywali się z pracy bardzo profesjonalnie, mimo że nie mogli liczyć na nic oprócz satysfakcji. To była najłatwiejsza część przygotowywania pisma. Na tym przynajmniej się znałem, dzięki doświadczeniom ze współpracy z „Dziennikiem Zachodnim” – wspomina Marcin.